też walczę - z każdym dniem. jestem pod nadzorem lekarza psychiatry, ale tez juz nie daję rady. wlaściwie niewiele da się zrobić... bo to wlaściwie cecha osobowości.
~ja napisał:
19-06-2007 18:21
jestem starsza od ciebie prawie drugie tyle a mecze sie z tym cholerstwem juz cztery lata ale konca nie widac i mysle ze musimy z tym zyc wszystko na to wyglada Ty jestes mloda i postaraj sie zwalczyc to bez lekow i psychiatry bo on cie zaprowadzi w kozi rog Duzo pracy i wysilku duzo zajec malo wolnego czasu to pomaga A leki maja tylko skutki uboczne ktote pozostaja i trudno sie ich pozbyc uwierz mi i zycze ci jak najlepiej bo cie doskonale rozumie
~ika napisał:
10-08-2007 20:16
najważniejsze to mieć jakieś zajęcia,żeby nie było wolnego czasu,bo wtedy się "za dużo myśli".Wiem to po sobie...
~EFka napisał:
20-10-2007 22:18
Zgadzam sie z ika. Wyjdz z domu i np zrob cos dla ludzi. Wolontariat jest dobrym pomyslem. W moim przypadku pomoglo + zmiana otoczenia i stylu zycia. Zmien cos.
~sdfg napisał:
25-10-2007 20:05
sdfg
~Anilewe napisał:
27-10-2007 18:07
Dokładnie!! Jak najwiecej zajec !!! Kontakt z ludzmi, wysiłek ( w moim przypadku bardzo skuteczny) Cały czas praca nad soba ..... Pozdrawiam!!!
~eli25 napisał:
29-01-2008 13:12
W moim przypadku pomógł ruch. Chociaż mam świetną figurę zaczełam biegać na przekór wszystkim! Wiele osób się ze mnie śmiało, od kilku lat mieszkam niby w nowoczesnej wsi!!!! Powiem wam jedno, gdy bieglam zostawialam cale to swoje bagno za sobą, czułam się wolna, silna, wszysko miało sens i chociaż przez dłuższą chwilę byłam pewna, że życie jest piękne i wszystko będzie dobrze !
~ryba napisał:
12-02-2008 20:40
wychodzić rano zdomu wracać wieczorem padnięty i lulu pomału zacznie się poprawiać
~kasiaaga napisał:
29-06-2008 15:28
wymyślałam sobie zajęcia, imprezowałam ze znajomymi, nowe środowisko, nowy chłopak, było super dopóki coś nie zmieniło się w moim mózgu-wiem nawet dokładnie kiedy. poczułam smutek, bezsensowność, nie chciało mi sie już śmiać i żartować, a byłam duszą towarzystwa. mój chłopak jest sportowcem. biegaliśmy- nie pomogło, urozmaicaliśmy sobie czas- nie pomogło, itp. przez jakiś czas jest dobrze ale później znów odczuwam tę zmianę.
~żałosna napisał:
17-05-2007 11:49
też walczę - z każdym dniem. jestem pod nadzorem lekarza psychiatry, ale tez juz nie daję rady. wlaściwie niewiele da się zrobić... bo to wlaściwie cecha osobowości.
~ja napisał:
19-06-2007 18:21
jestem starsza od ciebie prawie drugie tyle a mecze sie z tym cholerstwem juz cztery lata ale konca nie widac i mysle ze musimy z tym zyc wszystko na to wyglada Ty jestes mloda i postaraj sie zwalczyc to bez lekow i psychiatry bo on cie zaprowadzi w kozi rog Duzo pracy i wysilku duzo zajec malo wolnego czasu to pomaga A leki maja tylko skutki uboczne ktote pozostaja i trudno sie ich pozbyc uwierz mi i zycze ci jak najlepiej bo cie doskonale rozumie
~ika napisał:
10-08-2007 20:16
najważniejsze to mieć jakieś zajęcia,żeby nie było wolnego czasu,bo wtedy się "za dużo myśli".Wiem to po sobie...
~EFka napisał:
20-10-2007 22:18
Zgadzam sie z ika. Wyjdz z domu i np zrob cos dla ludzi. Wolontariat jest dobrym pomyslem. W moim przypadku pomoglo + zmiana otoczenia i stylu zycia. Zmien cos.
~sdfg napisał:
25-10-2007 20:05
sdfg
~Anilewe napisał:
27-10-2007 18:07
Dokładnie!! Jak najwiecej zajec !!! Kontakt z ludzmi, wysiłek ( w moim przypadku bardzo skuteczny) Cały czas praca nad soba ..... Pozdrawiam!!!
~eli25 napisał:
29-01-2008 13:12
W moim przypadku pomógł ruch. Chociaż mam świetną figurę zaczełam biegać na przekór wszystkim! Wiele osób się ze mnie śmiało, od kilku lat mieszkam niby w nowoczesnej wsi!!!! Powiem wam jedno, gdy bieglam zostawialam cale to swoje bagno za sobą, czułam się wolna, silna, wszysko miało sens i chociaż przez dłuższą chwilę byłam pewna, że życie jest piękne i wszystko będzie dobrze !
~ryba napisał:
12-02-2008 20:40
wychodzić rano zdomu wracać wieczorem padnięty i lulu pomału zacznie się poprawiać
~kasiaaga napisał:
29-06-2008 15:28
wymyślałam sobie zajęcia, imprezowałam ze znajomymi, nowe środowisko, nowy chłopak, było super dopóki coś nie zmieniło się w moim mózgu-wiem nawet dokładnie kiedy. poczułam smutek, bezsensowność, nie chciało mi sie już śmiać i żartować, a byłam duszą towarzystwa. mój chłopak jest sportowcem. biegaliśmy- nie pomogło, urozmaicaliśmy sobie czas- nie pomogło, itp. przez jakiś czas jest dobrze ale później znów odczuwam tę zmianę.