Choroby
Znajdź chorobę
Wybierz literę rozpoczynającą nazwę choroby:
Artykuły:
zamknij reklamę
Komentarze do: Nerwica natręctw

nerwica natręct myslowych

k5~smutna napisał:
18-01-2009 20:50
ja juz piec lat choruje cały czas byłam na lekach teraz próbuje je odstawiac jestem młodą mężatka chciałabym miec dzieci czy mam prawo przy tej dziwnej chorobie gdzie dusza jest zagubiona czy mam prawo byc szcześliwa czy nadejdzie d


zien gdzie poczuje spokój....
k5~alexandra napisał:
19-01-2009 10:24
Witam ja tez jestem mloda meżatka i tez choruje pierwsze dziecko urodziłam nie wiedzac jeszcze ze jestem chora ale dolegliwosci mialam. Gdy coreczka miala 9 miesiecy poszłam do lekarza bralam leki przez dlugi czas bo teraz ma 3 latka bylo juz dobrze czulam sie prawie normalnie ale znow zaszłam w ciaze i musialam odstawic leki podczas ciazy wszystko wrucilo myslalam ze zwariuje ,synek urodził sie zdrowy ,sliczny pokarmiłam go tylko dwa miesiace piersia i wrucilam do lekow czekam az zaczna dzialac by wszystko wrucilo do normy.Tak poza tym to szczeze ci zycze bys miala dziecko zajmiesz sie nim pokochasz i bedziesz wiedziala ze dla niego musisz byc zdowa.powodzenia.
k5~smutna napisał:
19-01-2009 17:13
dziękuje za odpowiedz lekarz mi mówi że tą dawke co biorę moge brac w czasie ciży ale ja bym wolała nie truć dziecka by urodziło się zdrowę.czy po urodzeniu dziecka jest choc troszke lepiej .dziekuje Bogu że mam wspaniałom rodzine która mni wspiera a to tyle znaczy dla nas chorych na dziwną i nie wytłumaczalną chorobe bo ja sie ciągle obwiniam za to co mi jest ......
k5~Tomek napisał:
22-01-2009 11:17
A ja powiem co mi przeszkadza pod warunkiem że nie będziecie się śmiali!Ubrania mi przeszkadzająciągną mnie i łaskoczą i przeszkadzają mi wykonywać proste czynności np:podnoszenie rzeczy dotykanie ich granie spokojnie na komputerze oglądanie telewizji ba nawet nie moge sie spokojnie położyć!BLAGAM POMÓŻCIE!
k5~Tomek napisał:
22-01-2009 11:19
Ja już nie moge chce mi sie płakać!Mam nadzieję że znajde na tej stronie zrozumienie!A tak mi to przeszkadza że nawet myśle o odebraniu sobie zycia ale wiem że musze życ!POMOCY!
k5~Mirek napisał:
29-01-2009 02:03
Witam Cię Tomku bardzo Cię proszę nie załamuj się.Wszyscy wspólnie tutaj szukamy pomocy,rozwiązania tego trudu tej choroby.Myślę, że musisz o tym Z Kimś porozmawiać znajdź Osobę której możesz to wszystko powiedzieć w cztery oczy.Trzeba zacząć leczenie.Bardzo Dobrym rozwiązaniem jest powierzyć to wszystko Panu Bogu.Ciągle powtarzać JEZU UFAM TOBIE a szczególnie w trudnych chwilach.Ja też cierpię na nerwice i nigdy nie odstępuje Od Pana Boga.Choć ciężko mi się pracuje,bo spowalnia to moją prace przez ciągłe powtarzanie sprawdzanie...Zachęcam do pracy nad Sobą Będziesz Szczęśliwy Głowa do Góry.Jeśli chcesz możesz pisać miroslaw.politechnika@poczta.fm
k5~zuzia napisał:
29-01-2009 14:32
tak to prawda wiara w Boga daję mi siłę kiedy jest żle gdy czuję się zagubiona wołam do NIEGO rozmawiam prosze idziękuję za każdy dzień mojego życia
k5~Ula napisał:
01-02-2009 18:31
jestem psychologiem, lekow bym nie odstawiala, chyba ze masz jakies inne skutki uboczne. jesli mozesz normalnie funkcjonowac to znaczy ze dzialaja,jesli je odstawisz moze nastapic nawrot mysli lub czynnosci. Jesli chodzi o dzieci to oczywiscie mozesz je miec, bo nie ma dowodu na to ze przekarzesz chorobe dziecku.
k5~smutna napisał:
03-02-2009 16:33
nie biorę tylko leku gównego który hamuję te mysli biorę jedną na poprawe nastroju i lepszy sen.lekarz o tym wie ja je mam przy sobie (wrazie konieczności)narazie daje sobie radę ma sukcesbo juz 11 miesięcy jak żle się czuje to rozmawiam o tym z mężem pracuje fizycznie jak sie narobie w ciągu dnia to pomaga.wiem jedno że trzeba sie nauczyc z tym żyć traktowac to jak każdą inną chorobę pogodzić się z losem i próbowac być szczęśliwym.wiem ładne słowa ale trzeba walczyc mam jedno życie i pomimo myśli abym sobie coś zrobiła wiem że to tylko choroba a moje serce mówi co innego chce żyć i czerpac ile się da. chcę uwieżyc w siebię że dam radę.ciężko byó teraz jestem troszke mądrzejsza wkącu mineło 5 lat mojego leczenia.na początku wstyd i lęk że wariuje że tylko ze mną sie tak dzieje że nikt tak nie ma pozdrawiam i ......
k5~Klaudia napisał:
03-02-2009 18:53
Witam serdecznie. Ja również cierpię na nerwicę natręctw. W moim przypadku są to natręctwa myślowe. Dotyczą lęku przed agresywnym zachowaniem wobec innych. Boję się, że mogę komuś zrobić krzywdę, nachodzą mnie takie myśli, choć z natury jestem wrażliwą i pogodną osobą. Moja nerwica przybrała postać faz. Są takie dni, kiedy wszystko jest dobrze i myśli prawie nie ma, już mi się wydaje, że się z nimi uporałam, że nie wrócą, a tu nagle atak natrętnych myśli. Wtedy odczuwam straszny lęk, wyrzuty sumienia, oskarżam siebie o te myśli, choć wiem,że są one wynikiem choroby. W takich chwilach jest mi bardzo ciężko. Od pewnego czau biorę leki. Trudno mi powiedzieć czy pomagają. Jestem młodą mężatką. Bardzo bym chciała mieć dziecko, ale przez te natrętne myśli nie wiem czy mam prawo mieć dziecko, czy powinnam, boje się, że te myśli będą wracały i nie będę mogła właściwie opiekować się swoim maleństwem. Już nie wiem co robić. Czasami jestem silna i mówię sobie, że się nie poddam chorobie, ale kiedy przychodzą natrętne myśli czuję się bezbronna i słaba.
k5~Klaudia napisał:
03-02-2009 18:54
Witam serdecznie. Ja również cierpię na nerwicę natręctw. W moim przypadku są to natręctwa myślowe. Dotyczą lęku przed agresywnym zachowaniem wobec innych. Boję się, że mogę komuś zrobić krzywdę, nachodzą mnie takie myśli, choć z natury jestem wrażliwą i pogodną osobą. Moja nerwica przybrała postać faz. Są takie dni, kiedy wszystko jest dobrze i myśli prawie nie ma, już mi się wydaje, że się z nimi uporałam, że nie wrócą, a tu nagle atak natrętnych myśli. Wtedy odczuwam straszny lęk, wyrzuty sumienia, oskarżam siebie o te myśli, choć wiem,że są one wynikiem choroby. W takich chwilach jest mi bardzo ciężko. Od pewnego czau biorę leki. Trudno mi powiedzieć czy pomagają. Jestem młodą mężatką. Bardzo bym chciała mieć dziecko, ale przez te natrętne myśli nie wiem czy mam prawo mieć dziecko, czy powinnam, boje się, że te myśli będą wracały i nie będę mogła właściwie opiekować się swoim maleństwem. Już nie wiem co robić. Czasami jestem silna i mówię sobie, że się nie poddam chorobie, ale kiedy przychodzą natrętne myśli czuję się bezbronna i słaba.
k5~smutna napisał:
03-02-2009 19:36
ja mam identycznie jak czytam to czuje jak bym sama to pisała też pragne dzieci i myślimy wkrótce dlatego odstawiam leki pomału aby oczyścić sie z leków.ale w głębi serca boje się jak przejdę ciąże bez leków i już jak będzie dziecko czy podołam...ale raczej sie zdecyduje przeciesz musimy normalnie życ starac się.lekarz mówi mi że mogę brać leki w ciży bo mam małą dawkę ale ja bym nie chciała truc dziecko i bałabym sie że może urodzić sie chore pozdrawiam:)
k5~ja napisał:
03-02-2009 21:38
Chciałabym was dziewczyny pocieszyc. Ja od 5 lat jestem mężatką od 6 choruję na nerwice natrectw myslowych. Miałam podobne obawy do was, tez bardzo chcialam miec dzidziusia a bałam sie ze nie dam rady, że będę miala te mysli w stosunku do wlasnego dziecka itd. Dziś moja dzidzia ma 10 miesiecy, ciąże przeszlam bez leków jakos dalam rade caly czas myslalam ze to dla dobra dziecka. Po urodzeniu troche m i sie pogorszylo, karmilam piersia 7 miesiecy potem maluszka odstawilam i dopiero zaczelam leczenie. teraz czuje juz znaczna poprawe. Nie poddawajcie sie proszę to tylko choroba, macie prawo mieć dzieci jak kazdy inny człowiek, dacie rade na pewno! Ja jestem najszczesliwsza mamą pod słońcem i za rok planuje kolejna ciążę. Wiem ze dla dobra dziecka wytrzymam bez leków. Nie było łatwo momentami ale sie opłacało, dzis jestem spełnioną mamą i wy też będziecie. Trzymam kciuki!
k5~smutna napisał:
04-02-2009 16:54
dziękuję bardzo za te słowa...które dają nadzieję i pokazują że można normalnie żyć i mieć normalny dom jak wszyscy pozdrawiam...
k5~ja napisał:
04-02-2009 19:21
Powiedz sobie co będzie to będzie, wiem że to wszystko przeraża, ja tez się bałam ale przeżyjesz nawet jesli będzie ciężko za to potem będziesz mogła się spokojnie leczyć i byc szczęśliwą mamą. Ja tak sobie powiedziałam bo przecież nie można czekać w nieskończoność. Będzie dobrze zobaczysz, nerwica jest straaaszną choroba ale od tego się nie umiera. Życzę powodzenia;-)))
k5~Klaudia napisał:
05-02-2009 18:19
Te słowa są bardzo pocieszające, dziękuję za nie, pragnienie bycia matką jest tak silne, że mam nadzieję, iż przezwycięży wszystkie lęki. Bardzo bym chciała, aby tak było. Mam też nadzieję, że pojawi się skuteczny lek na nerwicę.
k5~eliza napisał:
09-03-2009 17:28
jestem ciekawa czy wy dziewczyny w czasie ciaży byliście pod kontrola psychiatry czy na ten czas radziłyście sobie same
k5~A. napisał:
09-03-2009 18:42
ja wyszlam z nn to moj meil paktofonikaz@op.pl piszcie! chetnie pomoge jesli bede umiala!
k5~A. napisał:
09-03-2009 18:53
mialam nn i udalo mi sie z tego wyjsc to moj meil jesli ktos chce porozmawiac niech pisze paktofonikaz@op.pl przestancie wykonywac te natrectwa to nie ma sensu nn dziala jak kolo w ktorym Ty siedzisz w srodku im bardziej powtarzasz natrectwa tym kolo jes szybsze a Ty nie mozesz z tego wyjsc chcocbys nie wiem ile razy powtarzal natrectwa sprobujcie nie wykonywac natrectw wiem to trudne ale sproboj sie przeciwstawic nn przerwac szalencze kolo jak nie bedziesz wykonywal natrectw to nie bedzie mialo co napedzac kola az wreszcie kolo z niknie ! napisalam z tym kolem zeby to jasniej zoobrazowac! tyczy sie to kazdego natrectwa po co je wykonywac? przeciez nic sie nie stanie jak np nie bedziecie wykonywac tych naterectw ktore sa w waszej glowie tylko dlatego ze jestescie chorzy na nerwice natrectw! zdrowi ludzie nie wykonuja czynnosci po 100 razy nie boja sie najoczywistszych rzeczy i nic im sie nie dzieje z tego powodu! trzeba zrozumiec ze natrectwa to choroba, i gdybyscie nie byli chorzy na nn to w myslach nie mielibyscie ze musicie wykonywac te natrene rzeczy! a co do natrectwa mysli dziala to podobnie! z tymze nie nalezy usilnie pozbywac sie tych natretnych mysli,chocby byly najgorsze poprostu pozowlcie im byc w swojej glowie i nie przejmujcie sie nimi ! przeciez kazdy z was ( tak przypuszczam) nie chcialby miec tych mysli w swojej glowie prawda..? one nie wyplywaja od was tylko od tego ze jest to objaw choroby! a co do obaw, lekow.. zastanowcie sie realnie czy rzeczy ktorych sie boicie to realne zagozenie..? czy ludzie zdrowi tez sie ich boja.. ? ZAPEWNIE NIE a dlaczego bo dalej to taki objaw choroby ktory ukazuje sie tez w ten sposob ze karze sie bac nawet w tedy kiedy wiadomo ze nic sie nie stanie! i tak jak ktos napisal zaufajcie Panu Jezusowi odmowcie akt strzelisty np rano i postarjacie sie nie przejmowac tymi myslalmi przez caly dzien ! zobaczycie ze jak sie uda choc raz wygrac z natrectwami czyli je zignorowac poczujecie sie lepiej ! zycze wytrwalosci i wiary oraz zdrowia !
k5~eliza napisał:
18-03-2009 19:50
szukam dziewczyn z nerwicą natręct myślowych które mają dzieci prawdziwa rodzinę czy miałyście lęki związane z dziećmi bo ja bardzo pragnę dzieciątka ale jednocześnie strasznie się niepokoje czy dam radę byc super mamą jak wy kobiety poradziłyście sobie czy miałyście takie same odczucia pozdrawiam
k5~ja napisał:
18-03-2009 23:20
Tak jak wcześniej juz pisałam tez choruje na natręctwa myślowe i udało mi sie stworzyć szcześliwa rodzine i mieć upragnione dziecko, choc bardzo sie bałam bo moje natręctwa dotyczyły tez dzieci(poprostu b. sie bałam że mogłabym je skrzywdzić) ale to tylko choroba , tylko mysli i to nie jest to co czujemy naprawde więc warto się przełamać. Dzis jestem supermamą;-) i kocham mojego maluszka najbardziej na swiecie i choć czasami jeszcze mam lęki to wiem że nic złego sie nie stanie bo tak naprawdę to jestesmy dobrymi ludźmi a mysli są choc ich przeciez nie chcemy. teraz sie lecze i jest coraz lepiej. Głowa do góry Eliza;-)
k5~mak napisał:
29-03-2009 12:42
O jej jak sie ciesze ze nie jestem sama z tym wszystkim,tez mam taka nerwice ze moge zrobic krzywde dziecku( to jest straszne!)Moja corcia ma 3 miesiace i wlasnie czasem nachodza mnie takie mysli ze moge ja skrzywdzic wbrew sobie tak sie tego boje!Jeszcze mam dziwny lek kiedy widze noz ,boje sie wziasc go do reki,bo boje sie ze komus zrobie krzywde pojawilo sie to u mnie na poczatku grudnia wiec dopiero 4 miesiace,czasem jest lepiej a czasem tak jak dzis mam straszne leki;(nie wiem skad sie to wzielo,ale meczy mnie to okropnie!Zauwazylam jednak ze im wiecej przebywam z ludzmi jest lepiej bo tak nie mysle,najgorzej jest jak jestem sama z corcia,wtedy cigle mysli.Jak ja bym chciala zeby sie to skonczylo.Pozdrawiam
k5~eliza napisał:
30-03-2009 20:04
jestwś w dobrej sytuacji bo na początku choroby wiesz co to za choroba i wiesz że nie jesteś sama .masz identycznie jak ja u mnie na początku też był lęk gdy widziałam nóż niewiem skąd się to bierzę .wiem jedno musimy wierzyc w siebie ufać że ja jestem dobrym człowiekiem a te myśli to choroba i te myśli nie są moję wiem że czasami jest trudno ale trzeba sobie tłumaczyc taka syzyfowa praca. ja np. teraz mam fazy kilka dni ok kilka gorszych wtedy staram sobie tłumaczyc modlić się lub rozmawiać z mężem ale do tego wszystkiego doszłam dopiero po 5 latach leczenia pozdrawiam
k5~ja napisał:
30-03-2009 22:13
Doskonale Was rozumiem dziewczyny. Okropna ta choroba, nie ma nic gorszego od mysli ze mogłoby sie skrzywdzić własne dziecko nie? To jest takie przerazające. Noża też sie bałam, pociesze Was że już mi minęło. Życzę dużo cierpliwości do walki z chorobą. To "tylko" myśli, choruje już 6 lat i wiem to na 100%. Pozdrawiam serdecznie;-)
k5~anka napisał:
23-06-2009 18:01
hej dziewczyny! jestem na kilka miesięcy przed ślubem. Też mam nerwicę natręctw, bardzo podobną do waszych. W protokole, który spisuje się z księdzem przed ślubem, są pytania: Czy w rodzinie nie było wypadków choroby psychicznej? oraz Czy narzeczeni są przekonani o swoim zdrowiu psychicznym? Co odpowiedzieć? Myśli mam podobne-lęk przed wyrządzeniem krzywdy dziecku. Leków nie biorę, bo na co dzień funkcjonuję zupełnie normalnie, tylko w stresujących sytuacjach się te myśli pojawiają np. przed i po spowiedzi, no i teraz-gdy myślę o ślubie- a właściwie o tym protokole. Chcę mówić prawdę, ale nie chcę też być źle zrozumiana przez księdza. Przecież dobrze sobie radzę.
k5~ja napisał:
25-06-2009 21:04
Aniu,
Ja też chorowałam przed śubem i w tym protokole nie wspomniałam o swojej nerwicy, mąż o niej wiedział ale nie chciałam mówić księdzu bo mógł nie znać tej choroby i bałam sie reakcji. Decyzja oczywiście należy do Ciebie. Nie wszyscy ludzie rozumieja tę chorobe i to że to sa tylko myśli. Zycze powodzenia;-)
k5~załamana napisał:
26-06-2009 23:37
najważniejsze,to się nie załamywać.Ja dopiero teraz to zrozumiałam.A szczęście...Każdy człowiek na nie zasługuje,także na pewno będziesz jeszcze szczęśliwa...Zobaczysz.Ja osobiście tego szczęścia Ci życzę z całego serca i pozdrawiam:)
k5~anka napisał:
27-06-2009 13:58
Dzięki za odpowiedź. Tylko z moją naturą skrupulanta raczej nie zaznam spokoju, jeśli o tym nie powiem. Mój narzeczony twierdzi, żebym dała z tym sobie spokój (z mówieniem o swoich przejściach księdzu). Jeszcze to przemyślę. Protokół za tydzień.
k5~elizabeth napisał:
28-06-2009 21:32
Ja nabawiłam się nerwicy natręctw w 19 roku życia. Było to coś na kształt bluźnierstwa. Bardzo się tego przestraszyłam i nie mogłam o tym zapomnieć. Nerwica zmatnowała moje najlepsze 5 lat życia. Leczenie farmakologiczne było nieskuteczne. Gdy przestałam walczyć od środka z natręctwem to przestało mnie nachodzić i zniknęło na 13 lat. Wróciło przy okazji spowiedzi generalnej i teraz nie wiem ,czy to są naprawdę wyrzuty sumienia, czy to jest natrętne sumienie. Nie wiem jak sobie teraz z tym poradzę, bo nie wiem z kim mam o tym porozmawiać. Jestem bardzo zamknięta w sobie. Mąż i dzieci widzą że jestem smutna, ale jak mogę rozmawiać z nimi o własnym sumieniu.
k5~anka napisał:
28-06-2009 22:34
elizabeth- u mnie też zaczęło się od spraw religijnych. strasznych myśli. potem wpadłam w skrupulanctwo i po każdej spowiedzi czułam, jakbym powiedziała coś źle i że spowiedź nie jest ważna. spowiadałam się z najmniejszego szczegółu, tzn starałam się, bo przecież nie da się wyspowiadać ze wszystkiego, jeśli w każdej niemal czynności widziałam coś grzesznego. ktoś poradził mi spowiedź generalną jako pomoc-nie był to wcale dobry pomysł. po jakimś czasie się wycofałam-tzn bardzo rzadko spowiadałam, bo każda spowiedź lub myśl o niej wiązała się z niesamowitym lękiem, często załamaniem. po takich i jeszcze innych przejściach trafiłam do pewnej psychoterapeutki. pomogła mi na różne rzeczy spojrzeć inaczej. niedawno byłam, po 3letniej przerwie, u spowiedzi. trzęsłam się jak galareta, ale nastawienie już było inne. nie pozwalam sobie roztrząsać już tego co powiedziałam-mówię sobie że wszystko chciałam powiedzieć i że wszystko jest mi wybaczone. nie jest idealnie-ale zawsze to krok do przodu:) i najważniejsze-jest ktoś, kto mnie kocha, komu odważyłam się powiedzieć o moich mękach (bez szczegółów, bo on nie bardzo to rozumie, tę przypadłość) ale przeszedł już ze mną depresję, podczas której poznał niektóre moje lęki. kocha mnie nadal. bardzo. w październiku ślub:) Chcę być silna, dla niego, dla siebie, dla naszych przyszłych dzieci. ale jeśli przyjdzie kryzys, to wiem że wrócę do terapeutki i jeśli będzie to konieczne to do leków też. Życzę Ci, byś znalazła odpowiedniego terapeutę. Byś odczuła spokój sumienia poprzez spokój myśli.
k5~anka napisał:
28-06-2009 22:44
P.S.
bo myślę, że pewnie tak, jak i u mnie - to nie prawdziwe wyrzuty sumienia - tylko to "skrzywione myślenie"
k5~elizabeth napisał:
28-06-2009 22:55
Dziękuję. Mam wielką nadzieję, że sobie poradzę. To jest bardzo trudna przypadłość. Najgorsze jest to , że jestem bardzo skryta i zawsze wolałam rozwiązywać swoje problemy sama. Każdemu zawsze staram się pomóc i przeważnie umiem doradzić. Tutaj sama siebie zawodzę. Wiem tylko, że jakoś wcześniej wyciągnęłam się z bagna myśli i było wspaniale. Ta przypadłość jednak zostawia jakiś lęk, jakąś rysę w psychice , jest to słaby punkt człowieka. Przy różnych traumach zawsze może powrócić w różnych postaciach. Jeszcze coś od siebie: mam wspaniałego męża, czworo dzieci. Pozzdrawiam
k5~elizabeth napisał:
28-06-2009 23:04
Ps. Ten protokół spisuje się w tajemnicy i dlatego nie mogę ci powiedzieć jak postąpiłam. Mogę jedynie ci poradzić, że najlepiej iść prostą drogą.
k5~pawel napisał:
03-07-2009 22:00
;
k5~eeeeeeeeh napisał:
08-07-2009 10:45
a ja mam 13 lat i stwierdzam u siebie nerwicę natręctw np. gdy wymawiam jakieś słowo, muszę je powtórzyć w głowię, każdą literkę z osobna...
albo muszę ileś tam razy kliknąć na myszkę.
a najgorsze jest to, że ciągle miewam bluźniercze myśli względem Pana Boga...
A ja już nie mam siły Go tak obrażać...
k5~aaaa napisał:
12-07-2009 21:06
porozmawiaj o tym z kimś dorosłym, z którymś z rodziców, nie zostawaj z tym sam. jeśli wcześnie poznasz techniki, jak z tym sobie radzić i będziesz miał wsparcie najbliższych, to masz bardzo duże szanse na wyjście z tego. uwierz mi-polepszyło mi się, jak już najbliżsi o tym się dowiedzieli i poczułam że to naprawdę nie jest coś, czego ja chcę, ze nie jestem bluźniercą, tylko człowiekiem, który ma pewne problemy, z którymi można sobie poradzić, albo chociaż z nimi żyć bez większego zwracania na to uwagi. życzę odwagi rozmawiania o tym z najbliższymi. no i terapeutka ma duże zasługi w mojej poprawie samopoczucia.
k5~smutna napisał:
13-07-2009 22:26
witajcie dawno nie wchodziłam na te strone bo czułam sie dobrze i o tym nie myslałam ale teraz czuje lęk bo planowałam odstawic leki przed ciążą i ten strach jak sobie poradze bez leków i przejde ciąże ogólnie boje sie przyszłości i często czuje sie nieszczęsliwa a mam cudownego męża i rodzine czasami mysle że to moja wina że mam cieżki charakter im bardziej rozmyslam tym gożej sie z tym wszystkim czuję wiara w Boga dodaje mi sił pozdrawiam
k5~vanilija napisał:
16-07-2009 09:24
a czy natręctwem, obsesją mogą być myśli związane z tym, że mój partner oglądał porno, że nadal j ogląda, że ogląda się za innymi kobietami, że myśli o innych kobietach? W każdym związku mnie to dręczy, do tego stopnia, że nie mogę stworzyć normalnego związku...wystarczy jedno jego małe kłamstwo a ja mu już nie ufam i podważam wszystko co do tej pory było omówione.
k5~Artur napisał:
18-07-2009 21:51
Witajcie. Ja z nerwicą walczę od...17 lat?.. chyba tak. !6 z nich to walka ze sobą, unikanie ludzi i skupisk ludzkich i jednocześnie przełamywanie się dzięki pomocy kochających osób. Zaczęło się od kompleksów gdyż widziałem na ulicy i wogóle ludzi śmiejących się ze mnie. Zastanawiałem się co jest nie tak i coraz to analizowałem siebie. Potem zaczęło się najgorsze. Oprócz "dziwnych" uśmiechów u ludzi którzy mnie mijali na mieście, w szkole, w pracy pojawiły się, teraz już to wiem, natręctwa zapachowe. Biega o to że cały czas jestem/byłem przeświadczony o tym że ode mnie śmierdzi. Jest to zapach który drażni wszystkie możliwe śluzówki i powoduje kaszel, bóle gardła i głowy, otumanienie zarówno u innych jak i u mnie. Każdy dzień był wyprawą w świat ludzi którym robię krzywdę. Świat w którym jestem niechciany! W takiej formie trwało to parę ładnych latek a potem poszło jeszcze dalej, gorzej. Załamałem siętotalnie psychicznie po chorobie moich obu córek które trafiły do szpitala. Pierwsza na krtań i oczywiście obwiniłem siebie o to. Dodatkowo przeżyłem totalny szok psychiczny gdy w grę zaczęło wchodzić to kto ma zostać z dzieckiem w szpitalu a kto z drugim w domu. Ja w pomieszczeniach z innymi ludźmi spiącymi koło malutkich dzieciaczków!!! Przecież ja im zaszkodzę, zwłaszcza myśli skupiały się na dzieciach. Miażdżace przeżycie. Trochę z tego wyszłem, psychoterapia czyni cuda, pozwala zrozumieć pewne rzeczy. Dalej mam sporo obiekcji i obaw ale już zauważyłem że życie z nerwicą to ciągłe przełączanie się między jakby wymiarami. Jest wymiar normalny a w niego wplata się świat nerwicy. Niesamowicie realny i "rzeczywisty" a jednak gdy to naprawdę zrozumieć fikcyjny. Tylko trzeba to zrozumieć. I nauczyć się wyciszać. Ojjjjj to naprawdę podstawa. Wyciszenie i świadomość że to chwilowe i potem będzie z powrotem dobrze. Da się wrócić, uwierzcie. Ja jeszcze nie jestem po tej zdrowej stronie rzeczywistości ale mam świadomość że kiedyś się na pewno uda. I że nie jestem sam. Są ludzie kochający, jest wiara. Pozdrawiam was gorąco i uwierzcie że będzie kiedyś pięknie.
k5~ona napisał:
11-09-2009 21:56
ja mam 18 lat i nie chce żyć..cierpię na nerwicę natręctw od 4 lat..to jest dosłownie tak jakby jakieś zło wdarło się w moją duszę..to wszystko jest wina moich starych którzy codziennie znęcają się nade mną psychicznie,wieczne awantury,a ja mam słabą psychikę..po prostu modlitwa mi nie pomaga już nic nie jest w stanie mi pomóc..pragne tylko śmierci.
k5~mo napisał:
13-09-2009 02:24
JESTEM OSTRYM NARZEDZIEM KTÓRE PODCINA ŻYLY I POZWALA SIE WYKRWAWIAC Z ROZPACZY. NAM. MOJE OBSESJE RZEKOMEGO OSZUSTWA, ZDRADY,KNUCIA,NAGLEGO PRZEKONANIA SIE ŻE NIESTETY MIALAM RACJE- ZABIJAJA OSOBE BEZ KTÓREJ NIE POTRAFIE ODDYCHAC.JEDNOCZESNIE ZYJE Z WIECZNIE ZACISNIETYM GARDŁEM,WALKA O JEGO ZYCIE KTORE MU MUSZE ODBIERAC.NIENAWISC, OBRZYDZENIE,TO DO SIEBIE CZUJE.WIEM,ZE ON WALCZY O MNIE.ODDAJE ZAPUCHNIETA TWARZ W OPIEKE I PÓLPRZYTOMNA WIDZE TO O CZYM NIGDY NIE CHCIALABYM SIE PRZEKONAC NAPRAWDE.
k5~Daria napisał:
14-09-2009 21:38
ludzie przeczytalam gdzies na forum ze ignorancja w walce z nerwica natrectw pomaga i faktycznie! bardzo pomaga! jestem zdrowa! musicie w to uwierzyc ja nie chcialam ale jak sprobowalam okazalo sie ze o prawda i ze to dziala!
k5~mo napisał:
15-09-2009 19:38
jaka ignorancja? CZYJA? NA CO?
k5~MO napisał:
15-09-2009 19:45
IGNORANCJA NAJBLIŻSZYCH MOŻE PROWADZIC TYLKO DO SAMOBÓJSTWA. STARAM SIE IGNOROWAC SWOJE OBSESJE...HA HA HA I JAKOS MI NIE WYCHODZI. PRZECIEŻ WŁASNIE O TO CHODZI ZE ZIGNOROWC OBSESJI SIE NIE DA. CHYBA ŻE CIERPISZ NA COS ZUPEŁNIE INNEGO.NAPRZYKŁAD FOCHY, KAPRYSY ALBO UATRAKCYJNIANIE SOBIE ŻYCIA.
k5~Daria napisał:
16-09-2009 22:03
Po pierwsze czytaj uwaznie, po drugie nigdzie nie napisalam ignorancja najblizszych. Wlasnie o to chodzi w nerwicy natrectw ze natrectwa powracaja a ludzie chorzy na nn sie im poddaja bo jak to inaczej nazwac gdy sie myje rece po 100 razy dziennie gdy osba ktora nie choruje na nn myje je np 25 razy .. ? albo jak nazwac to gdy nachodza mysli ktorych sie nie chce i probuje sie je usilnie wyrzucic z glowy a one i tak przychodza i przychodza doprawadzajac do skrajnej rozpaczy .? jak to inaczej nazwac jak nie poddaniem sie chorobie i tanczenie tak jak ona zagra .. ? moze mi napiszesz.. ? ja mialam nn wyzdrowialam .. wiec mysle ze w tej kwesti moge sie na ten temat wypowiedziec.KAzdy oczywiscie moze miec swoje zdanie i jeszcze raz zaznaczam nigdzie nie napisalam o ignorancji najblizszych
k5~mo napisał:
19-09-2009 09:24
tak wiec pytam, bo odpowiedzi nie otrzymałam, o jaka i czyja ignorancje chodzi??????ignorancje czego?????tekst twój był o ignorancji wiec prosze o cos wiecej niz tylko o rety o rety ignorancja jest zajebista.
k5~mo napisał:
19-09-2009 09:31
czytam uważnie.mój tekst jest komentarzem do tego co napisałas. staram sie wyrazic odczucie jakie odebrałam po przeczytaniu twojej wypowiedzi.
k5~mo napisał:
19-09-2009 10:00
definicji obsesji myślowych nie musisz mi tlumaczyc bo taka interpretacje karzdy moze przeczytac sobie w słowniku. ja od 8 lat pracuje z psychoanalitykami i psychiatrami dlatego własnie w ten sposób wyraziłam opinie po przeczytaniu twojej wypowiedzi,która wydała mi sie tak prosta jak zrzucenie łupieżu z swetra.
k5~bezradny napisał:
06-10-2009 00:43
Witam moje natrętne myśli są bardzo wstydliwe, boję się komukolwiek o tym powiedzieć i to jest najgorsze bo w innych przypadkach można się komuś zwieżyć z tego co cię trapi i można jakoś porozmawiać, a teraz wstyd się przyznać, nawet na forum jako ktoś anonimowy boję się o tym powiedzieć bo może ktoś mnie wyśmiać, boję się szyderczych komentarzy ale w końcu muszę powiedzieć co mnie trapi: jestem facetem i ciągle myślę że mnie drapią, gryzą, kłują, pieczą i swędzą włosy w miejscu intymnym, nie mogę się sprawnie poruszać, grać w piłkę a nawet zrobić prostą czynność bo mi się wydaje że mnie będzie drapać, gryźć, przestaję się cieszyć życiem, interesować pasjami i tym co się wokół mnie dzieje nie potrafię już normalnie funkcjonować, te myśli już mnie męczą od 3 miesięcy ale jakiś tydzień temu już się poprawiało ale to z nowu wróciło niedałem rady tego powstrzymać żałuję pewnych czynników, moich impulsów i zachowań, żałuję że się tak stało że to zamiast odchodzić mi dalej przeszkadza już byłem blisko żeby się tych myśli pozbyć albo przynajmniej je załagodzić a teraz znów jest fatalnie jak nie gorzej ale tak bardzo chciałbym się uwolnić od tego być szczęsliwym ale nie mogę niewiem co mam robić jak se z tym radzić:( kiedyś też miałem taki problem jak Tomek wyżej pisał, zresztą do tej pory się takie myśli czasami pojawiają że mnie ubranie ociera itp. ale teraz to co przeżywam to jest gorsze o wiele trudniejsze do zniesienia i przegrywam z tym walkę:(
k5~kajak napisał:
07-10-2009 15:31
Mo!! ja znam to z drugiej strony. moj partner rowniez caly czas mnie oskarza o zdrade, knucie,klamstwa i falsz. od roku czasu meczymy sie z jego natarczyymi myslami. zachowuje sie jakby cierpial na zespol otella, tyle ze nie jest uzalezniony od alkoholu. choc powinien(zdaniem lekarza ) zrezygnowac z niego calkiem. a tego nie zrobil. zaczelismy chodzic do psychologa i idziemy do psychiatry. nie poddaje sie choc bywa ze nie chce mi sie zyc;( mam nadzieje. caly czas ja mam. mamy cudownego synka wiec dla niego warto walcvzyc!! bo jest to walka kazdego dnia. nigdy nie zawiodlam swojego partnera ale i tak nie umie mi zaufac! boi sie! ze sie zawiedzie. jego mysli niszcza nasze zycie, ktore nie tak mialo wygladac!!! modle sie kazdego dnia o cud! o cud uzdrowienia! wiem ze bez lekow sie nie obejdzie i bez psychoterapi.. prosze o jakis pozytywny przyklad.. czy sa w ogóle takie??? prosze o wsparcie. czy z nerwica natretnych mysli mozna wygrac? czy mozna normalnie zyc???
k5~Ceres napisał:
07-10-2009 23:30
Daria ma myśli ignorancje złych myśli. kiedy coś Ci się pomyśli Ty to olewasz, to jedyny sposób wyleczenia ! Same lekarstwa to za mało. A myślę ze wielu osobom samo olewanie myśli może wystarczyć. kiedy je olewasz tracą na sile, nie przejmujesz się nimi wiec słabną.
k5~mo napisał:
13-10-2009 16:29
Cares. dziekuje za odpowiedz, bo o to wlaśnie pytalam.starałam sie ignorowac swoje natrętne mysli, bylo to dla mnie koszmarem.starałam sie zagłuszac to co mnie nawiedza czyms przyjemnym. starałam sie zmuszac do myslenia o czyms innym. wyobrażalam sobie miliony razy coś dobrego.staralam se byc dla siebie surową i ganic za te zle mysli. krzyczec na siebie,krzyczec na swoje mysli.wmawiac sobie ze glupia jestem ze to robie. ze jestem egoistka, ze krzywdze osobe bez ktorej nie potrafie zyc.staralam sie nie myslec. zasypiac.gleboko oddychac. karzdy sposob doprowadzal mnie do szlu,do stanu paniki. niewyobrazalnej paniki w której ponad wszystko wylanialy sie wrzeszczace, wyjace slowa- oprzytomniej! OCKNIJ SIE!nie oszukuj sama siebie bo on wlasnie cie zdradza! bo jemu wlasnie o to chodzi zbys zrozumiala ze jestes wariatka.zebym po cichu znosila to co mi robi.zeby uchodzil za niewinnego a ja za paranoiczke. ze jest cwany i ze wie w jaki sposób ukryc przedemna to co robi. nie moge mu wierzc. nie moge mu ufac.
k5~mo napisał:
13-10-2009 17:06
do Kajak.ile masz jeszcze sily? czy potrafilabys zyc tak z nim do smierci? mówisz tak jak moj maż. ze nie opuscisz. ze kochasz nad zycie. ze chociaz cie to rani i potwornie przez to cierpisz nie odejdziesz. boli cie to ze ktos tak bliski potrafi tak zle o tobie myslec? za jest w stanie pomyslec ze jestes dziwką? hańbi cie to? nie masz czesto siły? wiary? myslisz sobie czesto- jezu. on mnie wogule nie zna skoro takie mysli mu do glowy przychodza. Uwierz mi ze on o tym wszystkim wie. i zdajac sobie sprawe jak potwornie cie rani zyskuje tylko jedno. przeogromne poczucie winy ktore zmusza go do bycia potulnym jak zaszczuty pies.zykuje nienawisc do siebie. ale ta swiadomosc nie leczy.wiem ze to obrzydliwie trudne, zachowac spokój, równowage, ale to ty musisz byc zdrowa i nie wolno ci ani przez chwile pomyslec ze on naprawde mysli to co mowi. bo to w pewnym sesie opetanie.jesli zaczniesz widziec w nim osobe ktora pokazuje jego cialo, jego zachowanie,to was zniszczy. nie wolno ci sie poddac. zycze Ci siły.
k5~bardzo smutna :( napisał:
16-10-2009 15:17
Nie wiem czy trafiłam na dobry wątek ale proszę o odpowiedź jesli rozumiecie naprawde o co mi chodzi. Mam nerwicę natręctw, stwierdzoną, leczę się- chodzę na psychoterapie. Wiem wiele o tej chorobie ale nie w tym sęk. Chodzi o to ze od mam chłopaka od 4 miesięcy. Znamy się całe życie bo jestesmy z tej samej wioski. Ja mam 19 lat on 24. Nie jest to przelotne "chodzenie" że tak powiem, widzę ze zalezy i jemu i mi i to mi baaaaaardzo. Jest jedyną radoscia w moim zyciu. Cierpie na NN od kilku lat ale lecze sie jakies pol roku. Jestem cieprliwa i wierzę ze kiedyś nadejdzie ten dzien keidy będę mogła w pelni cieszyc sie zyciem. Tylko ze moj chłopak nie wie ze mam NN :( Moj terapeuta mowi ze powinnam mu to powiedziec w niedalekiej przyszlosci. Ale nie wyobraam sobie tej rozmowy.... :( Jejku ja nie wyobrazam sobie ze go strace !! Widze ze traktujemy się powaznie znamy od zawsze, chciałbym spedzic z nim jeszcze wiele lat a moze i cale życie.. Ale to durno chorubsko nie pozwala mi zyc norlamnie ! On tego nie widzi, zachowuje sie przy nim norlamnie( ja mam natrętne mysli na tle religijnym , jestem wierząca-katolik) . On nie wie ze chodze do psychoterapeuty , nie wie nic. JA nie wiem co ja mam robić !! czy mu to powiedziec juz czy za jakies pol roku ( jednosczenie wiem ze planując cos powaznego musze mu o tym powiedziec) narazie nie mysle nawet o ślubie czy coś takiego.. ale wiem ze chciałbym i na samą mysl łzy mi się cisną do oczu.. bo boje sie ze przez tą NN nie bede mogla nigdy być szczęśliwa żona i matka ! :(:( Ja nie wiem jak mu to powiedziec, boje sie jego reakacji.. Doradźcie coś.. moze sami bylscie w takiej sytuacji... :(
k5~kajak napisał:
16-10-2009 20:49
Droga Mo! nie mam pojecia na ile starczy mi sil. ale nie pozostaje mi nic innego jak zyc z nadzieja ze ten koszmar sie kiedys skonczy. masz racje to njest jak opętanie! i powiem Ci ze coraz czesciej zaczynam myslec o tym w tych kategoriach. tym bardziej ze jestem osoba wierzaca. jesli tak to nadzieja jest w BOGU. ale nie zrezygnuje z psychologa i psychiatry. tzn. ja rowniez chodze do psychologa bo dzieki temu zrozumialam ze moj ukochany nie ma wplywu na te cholerne mysli i pozbylam sie zalu jaki do niego w sobie wyhodowalam przez ten rok..a u psychiatry bylismy ostatnio pierwszy raz razem. wczesniej on chodzil sam. no i leki. zaczal je dopiero brac wiec ciezko stwierdzic czy zadzialaja i zaglusza te mysli. czy Ty rowniez bralas leki?? jesli mozna wiedziec? jesli tak, to czy one nie dzialaly??
jeszcze raz powtórze za ja mam nadzieje i to wielka. oby milosc zwycieżyla cale zlo( choc brzmi to dosc banalnie) ale trzeba w cos wierzyc i dzialac... to trudne bo kazde jego slowo to szpila w serce, kazde spojrzenie z nienawiscia to sztylet, kazda awantura to zwala z nog i od nowa trzeba sie pozbierac i odzyskiwac nadzieje.. a mogloby byc tak pieknie. ludzie kochaja sie tworza rodzine, maja siebie. czego chciec wiecej?? banal
ja Tobie rowniez zycze sily i wiary. patrzac na siebie i na mojego ukochanego domyslam sie jak bardzo cierpisz Ty i Twoj mąż. ale skoro caly czas sie leczysz to chyba rowniez masz nadzieje na lepszy czas.. pozdrawiam
k5~kajak napisał:
16-10-2009 21:11
cd do Mo. a skoro Twoj mąż mowi ze kocha i nie opusci, jest z Toba i znosi to, to musi byc ogromna i prawdziwa milosc, taka az po grob. ja rowniez tak kocham. i znosze to bo wiem ze warto. i choc czasem czuje sie juz tak totalnie bezradna i tak zmeczona i wrecz obolala ze wydaje mi sie ze nie wstane. to przypominaja mi sie cudne chwile, wspolny dobry czas, no i co najwazniejsze nasz kochany synus.. i wstaje kolejny raz bo wiem ze to ja jestem motorem napedowym tego zwiazku i wiem ze ta ja musze byc sila i dawac nadzieje bo wiem ze On cierpi jeszcze bardziej niz ja. i znowu mowie ze kocham , ze bedzie dobrze, ze3 razem damy rade!! pomodle sie za Ciebie bo tylko tyle moge, a moze az tyle..
k5~KANA napisał:
27-10-2009 09:54
kajak... Czytałam to i myślałam, że to mój własny tekst. U mnie jest taka sama sytuacja, z tą różnicą że ja teraz spodziewam się drugiego dziecka. Mój mąż też cierpi na natręctwa myślowe, które dotyczą mnie. Leczy sie, ale czuje się z tym jeszcze gorzej, nie może się pogodzić, że mósi chodzić do psychiatry, wstydzi się tego. Staram się jak moge motywować go do wali, próbuje być silna, rozumieć że to choroba, ale czasami niemam siły. Boje się, żeby to wszystko nie odbiło się na naszym synku, on ma teraz 3 lata ale już dużo dostrzega. Chciałabym wiedzieć czy z tego można się wpełni wyleczyć, czy kiedyś on przestanie brać leki i będzie jak dawniej.
k5~Daria napisał:
27-10-2009 13:10
ignorancja taka .. np pojawia Ci sie bluziercza mysl.. ignorancja polega na tym zeby sie poprostu ta mysla nie przejmowac, zeby pozwolic jej w glowie byc i starac sie nie zwracac na nia uwage chocby byla najgorsza pozdrawiam
k5~Aliahh napisał:
27-10-2009 16:06
Jestem studentką psychologii witam wszystkich uczestników forum serdecznie:). Kiedyś chorowałam na nn, myśli natrętne powracają, ale kiedy o tym myślimy-usiłowanie pozbycia się jakiejś myśli prowadzi do jej hiperdostępności- czyli wyostrza tylko nasze chore myślenie. Kiedy np. chcemy się pozbyć natrętnej myśli o śmierci- prowadzi to do zdwojenia myślenia o niej. Działa na zasadzie błędnego koła. Wrogość wobec innych i siebie również nasila lęk i powoduje wyrzuty sumienia. Kochani to są tylko myśli, one same w sobie nie mogą nic złego uczynić, nie bójmy się ich, bo ten lęk w nas tylko narasta, nerwica się pogłębia. Zacznijcie myśleć, że te myśli są, ale to są tylko myśli. Bardzo wiele dobrego przynosi zmiana myślenia, np. jeżeli ktoś chorobliwie wkręca sobie, że jeżeli ktoś o nim coś mówi, to mówi tylko żle- niech pomyśli np. że ten ktoś chwali go za jakiś sukces, czy po prostu mu czegoś zazdrości, mówi o nim, bo cały czas o nim myśli;). Pomóc może też zajęcie się czymś co lubimy, bądź jakąś pracą, bo kiedy się coś robi nie ma czasu na głupie myślenie. Mi zawsze pomagał intensywny trening np. basen, siłownia. Sport podnosi poziom endorfin, znosi stres, a co za tym idzie- lęk i głupkowate myślenie;). Polecam jogę świetnie działa odpręzająco i relaksująco, masaż- nawet poproście partnera, by Was wymasował- to pozwoli się rozluźnić i poczuć bliskość kochanej osoby:). Do Pań, których partnerzy oskarżają i kontrolują- kochać takiego człowieka jest trudno, ale zrozumcie, że on za to nic nie może, to jest choroba- trzeba ją leczyć- psychoterapia + farmakologia. Nie obwiniajcie siebie moje drogie za to, że Wasz partner Was oskarża, bo problem jest w jego głowie- nie w Was.
Życzę zdrowia trzymam za Was kciuki:). Jeśli macie ochotę odpiszcie na mój post, to nawiążemy jakoś kontakt:).
Poza tym nie unikajcie ludzi, obecność serdecznych osób zmienia myślenie i znosi lęk oraz inne obawy:).
k5~kajak napisał:
27-10-2009 21:37
KANA..ja tez chcialabym miec pewnosc ze to wszystko minie i bedzie jak dawniej. moj partner tez bierze leki i wydaje mi sie ze zaakceptowal fakt ze musi sie leczyc. chodzic do psychologa i psychiatry. widze poprawe choc leki bierze dopiero drugi tydzien. wien jak bardzo jest Ci trudno, jak bardzo cierpisz. przezywamy to samo. ale pomysl ze Twoj mąż cierpi jeszcze bardziej.. ja tez martwie sie o mojego synka. robie wszystko by nie dotknęło Go to w zaden sposob. ma prawie 4 latka i tak jak piszesz, wiele juz dostrzega. jesli chcesz wiedziec cos wiecej lub sie czyms podzielic napisz do mnie maila stachuzg@wp.pl
k5~KUCYK napisał:
31-10-2009 03:31
TEZ CHORUJE NA LEK ALE JAKOS Z TYM WALCZE NIE PODDAWJ SIE CALE ZYCIE PRZED TOBA JESTES JESZCZE MLODA DUPA
k5~Nerwowa napisał:
05-11-2009 20:01
Aczy ktos z Was ma moze podobną nerwicę do mojej?;mianowicie ciagle dręczą mnie mysle ze mogłam w przeszłosci zrobic komus krzywde?!i całymi dniami od kilku lat siedze i analizuje dzien po dniu chwile po chwile czy mogłam kogos skrzywdzic!!!ja juz tego nei wytrzymuje!
k5~asia napisał:
16-11-2009 20:23
A u mnie wygląda to tak!!! U mnie pojawiają się blużnierstwa ale tylko do osób mi bliskich i kochanych, a potem niesamowitcie ogromne poczucie winy!!!Bo to boli jak cholera, jak sie kogos kocha a zamiennie używasz słowa np zamiast mama to k.....i nie masz na to zgody, a jednak to jest od Ciebie silniejsze, krzyk to za mało, żeby powiedzieć jak się po tym czujesz , mówisz mama a zamiennie w myslach słyszysz słowo na k......, tracisz wtedy szacunek do własnej siebie, własnej osoby, zadajesz sobie wtedy pytanie jaki jest sens mojego istnienia, bluzgi, i bluzgii co dalej!!!matka to najważniejsza osoba w moim życiu,kiedy słyszę te słowa wbrew swojej woli nie moge oddychac, sciska mie , trace wtedy równowagę, zapada mi sie klatka piersiowa taki ucisk, Nie masz na tym kontroli im bardziej wczuwasz sie w ból i poczucie winy tym bardziej się wszystko nakręca najgorsze jest to ze masz poczucie że sie z tego nie ma wyjścia!!!Mama mnie sama wychowała, urodziła mnie , pomagała mi pisac prace lic, była przy mnie a ja się jej tak odpłacam ale myslę sobie, ze tto nie ja, wtedy mówie odejdz ode mnie diable!!!na głos mówie słowo mama, zapominam się na ulicy i wychodzi dziewczyna gadająca do siebie, nie mająca zgody na to wszystko, Tak jak Daria pisze ignorować, poddac się tym słowom niech one beda, to nie my to ta cholerna choroba!Proszę nie oceniajcie mnie, prosze o wyrozumiałosć!!!Ale tylko ja wiem jak bardzo ją kocham!!!
k5~asia napisał:
16-11-2009 20:29
A u mnie wygląda to tak!!! U mnie pojawiają się blużnierstwa ale tylko do osób mi bliskich i kochanych, a potem niesamowitcie ogromne poczucie winy!!!Bo to boli jak cholera, jak sie kogos kocha a zamiennie używasz słowa np zamiast mama to k.....i nie masz na to zgody, a jednak to jest od Ciebie silniejsze, krzyk to za mało, żeby powiedzieć jak się po tym czujesz , mówisz mama a zamiennie w myslach słyszysz słowo na k......, tracisz wtedy szacunek do własnej siebie, własnej osoby, zadajesz sobie wtedy pytanie jaki jest sens mojego istnienia, bluzgi, i bluzgii co dalej!!!matka to najważniejsza osoba w moim życiu,kiedy słyszę te słowa wbrew swojej woli nie moge oddychac, sciska mie , trace wtedy równowagę, zapada mi sie klatka piersiowa taki ucisk, Nie masz na tym kontroli im bardziej wczuwasz sie w ból i poczucie winy tym bardziej się wszystko nakręca najgorsze jest to ze masz poczucie że sie z tego nie ma wyjścia!!!Mama mnie sama wychowała, urodziła mnie , pomagała mi pisac prace lic, była przy mnie a ja się jej tak odpłacam ale myslę sobie, ze tto nie ja, wtedy mówie odejdz ode mnie diable!!!na głos mówie słowo mama, zapominam się na ulicy i wychodzi dziewczyna gadająca do siebie, nie mająca zgody na to wszystko, Tak jak Daria pisze ignorować, poddac się tym słowom niech one beda, to nie my to ta cholerna choroba!Proszę nie oceniajcie mnie, prosze o wyrozumiałosć!!!Ale tylko ja wiem jak bardzo ją kocham!!!
k5~magda m. napisał:
17-11-2009 09:43
Ja też leczę się na nerwice natręctw. Nienawidzę siebie za to!! Powinnam być szczęśliwa.Więc skąd te chol... myśli!? Jestem w 7 miesiącu ciąży i strasznie się boję o swoje dziecko, boję się o męża.Najchętniej po porodzie uciekłabym daleko na zawsze by pozwolić im żyć normalnie... Już kiedyś przez to przechodziłam ale kiedy nastąpiła poprawa przerwałam leczenie.Teraz myśli powróciły. Są dni ,że nie mam siły. Ale walcze! Wróciłam na terapie. Po porodzie chciałabym brać leki.Szkoda mi mojego dziecka bo będzie karmione butelką ...ale chce być zdrowa! Mam nadzieje ,że to tylko choroba i że ją zwycięże .
k5~Anonimowa napisał:
06-12-2009 21:25
Ja nie jestem chora ale mój narzeczony tak. brał tabletki i wszystko było dobrze . Lekarz mu powiedział ,że może je powoli odstawiac bo jest juz zdrowy. I teraz ma nawrót choroby. u niego ma to dziwne objawy . sprawia mi duża przykrośc chwilami. powiedzcie jak mam z nim rozmawiac czy jak widze ze cos mu jest to mam go zostawic w spokoju czy może starac sie mu jakoś pomoc . jest mi bardzo ciężko. Ja wiem ze to choroba on przeprasza za swoje zachowanie ale jest mi naprawde ciezko. pomóżcie prosze!
k5~kajak napisał:
06-12-2009 22:21
moj narzeczony tez cierpi na nn myslowych. bierze leki i chodzi na terapie. jest duzo lepiej niz bylo. ale wiem ze moga byc nawroty i gorsze chwile. pomaga mi ze ja rowniez biore udzial w terapi.. chodzimy osobno ale do tej samej psycholog. i to jest wazne i pomocne w terapii. wiec moze sprobuj.. wiem jakie to trudne. przechodzilismy przez piekło zanim dowiedzielismy sie ze to zaburzenia które trzeba leczyc. nikomu nie zycze, ale kazdy z czyms sie zmaga. takie zycie. pozdrawiam i zycze siły..
k5~Anonimowa napisał:
07-12-2009 13:59
Tez myslałam o tym zeby pójsc na jakąś terapie , bo kiedyś nerwowo nie wytrzymam . Mój narzeczony Strasznie reaguje na nie które sytuacje przez ta dziwną chorobe. A najgorsze jest to że nie chce isc do lekarza ,żeby brac znowu tabletki
k5~soniia napisał:
07-01-2010 20:16
Witam wszystkich!a w szczególności Aliahh! z którą bardzo chciałabym nawiązać kontakt jeśli odwiedzisz jeszcze tę strone, proszę odezwij się! mój mail to: soniia-a07@wp.pl twoja wypowiedź bardzo pozytwywnie na mnie wpłynęła,a w moim stanie to ważne ponieważ od 4 miesięcy dręczą mnie natrętne myśli za 2 dni wybieram się do psychiatry, jeśli mogłabyś podzielić się wiedzą i doświadczeniem bardzo o to proszę,bardzo!byłam już u dwóch psychologów ale pierwszy zlekceważył mój problem,a druga P.psycholog nie miała pojęcia o tego typie nerwicy..:( mam dobre i złe chwile czasem wydaje mi sie że jestem już zdrowa dopóki myśli nie pojawią się znowu..to strasznie męczące, a kiedy czytam różne wypowiedzi w internecie to czasem ogarnia mnie panika,ostatnio wyczytałam, że ta nasza nerwica to początki ciężkiej choroby psychicznej, umieram ze strachu,a to napewno mi nie pomoże..uspokujcie mnie proszę
k5~Marta11 napisał:
25-01-2010 01:25
Witam:-) mam na imię Marta, mam 23 lata. Nie wiem czy ktoś jeszcze zagląda na to forum, mam nadzieje, ze tak. Chciałabym aby ktoś mnie wysłuchał i powiedział że ze mną wszystko w porządku, że jestem normalna, że można mnie pokochać, że zasługuję na spokój i szczęście. Od ponad półtorej roku moje objawy nerwicowe zaczęły się nasilać tak że nie potrafiłam już sobie z nimi radzić aż w końcu mój chłopak przekonał mnie abym wybrała się do psychiatry, który zaczął mnie leczyć lekami i skierował na terapie na która ciągle czekam. Przez wiele lat zadręczałam się różnymi myślami, miałam do siebie żal, wyrzuty o rzeczy z przeszłości. Ciągle dręczyłam się myślą że gdyby ktoś poznał mnie dogłębnie na pewno by mnie nie pokochał, nie zrozumiał, możliwe ze by mnie znienawidził. Można powiedzie że sama się nie potrafiłam pokochać i nie wiem czy potrafię zrobić to teraz. Mam niską samoocenę. Czasami wydaje mi się ze nikt nie jest w stanie mnie polubić. Czasami przyjdzie mi do głowy myśl ze coś zrobiłam głupiego, strasznego, potwornego że kogoś skrzywdziłam, ostatnio nawet ze zdradziłam mojego ukochanego i tego nie pamiętam. I przychodzi kolejna myśl, skoro przyszło mi coś takiego do głowy to coś w tym musi być, jeśli coś się przydarzy przy okazji co będzie chociaż odrobinę świadczyć że coś takiego w ogóle miało miejsce wpadam w panikę. Zaczynam doszukiwać się wówczas jakiegoś dowodu w reakcji u osoby z którą to zdarzenie było związane.Czuję się z tym źle, potwornie wręcz, tracę szacunek do siebie, uważam że jestem zła.
Ciągle znajduje sobie coś nowego, jak jedno natręctwo da mi na jakiś czas spokój to przychodzi kolejne. Tak jest zawsze i wiem ze nie mogę być spokojna. Przerabiałam już wiele natręctw. Jest mi ze sobą źle. Zrezygnowałam z leczenia bo bałam się że zajdę w ciąże i leki zaszkodzą dziecku. Lekarz polecił mi wysiłek fizyczny a ja jestem na tyle leniwa że nie ćwiczę i mój stan można powiedzieć z dobrego już znów się pogarsza:/ Mój chłopak chciał mnie już raz rzucić, ale zaczęło ze mną być lepiej i został ze mną. Nie mam jednak pewności czy przy mnie zostanie.
Są dni kiedy naprawdę siebie nie lubię, jestem zdenerwowana, nabuzowana, po prostu się nie poznaje, to tak jakby we mnie były dwie osoby, ta dobra i ta zła zdolna do strasznych rzeczy. Ja chcę być tą dobrą.
k5~bartek napisał:
25-01-2010 19:37
Witam Cię Marto, tak na wstępie...czy można Cię polubić? Ja już Cię lubie:) Jeśli chciałabyś porozmawiać o natręctwach to bartek_1121@wp.pl Pamiętaj że to tylko myśli które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a Ty nie jesteś złą osobą, Ty je nie wytwarzasz, bronisz się przed nimi a więc i myślisz wciąż o nich, wytwarza się błędne koło, myślenie o myśleniu. A co do ich treści..nie wiem jakie masz ale jakiekolwiek by nie było to wiedz że nie jesteś ani chora psychicznie(gdyż masz świadomość tego że są chore ) ani nie jesteś dewiantką (nie zgadzasz się z nimi a to produkuje w Tobie moralny sprzeciw...stres, obniżenie samopoczucia) No nic..pisz smiało, jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, wyjaśnić, znam ten problem doskonale. Trzmaj się ciepło :)
k5~Mamusia napisał:
13-02-2010 17:48
ooooooo
k5~Mamusia napisał:
13-02-2010 17:58
Mnie tez dopadła ta nerwica,zdiagnozowałam ją po przeczytaniu waszych wpisów.A zaczeło sie kilkanaście dni temu...Porostu czuje się winna że mogłabym skrzywdzic dziecko swoje 3latka(jestem też w ciaży),bardzo kocham synka tłumacze sobie że to tylko skrzywione mysli w mojej głowie.Czasami wydaje mi się że to wszystko mija,nie powiedziałam męzowi nic bo sie boje że nie zrozumie i wstydze się.Momentami strasznie się czuje z tymi myślami,czuje że wpadam w odchłań,ale tłumacze sobie zaciekle że to będzie dobrze,jest tak ciężko bo to wszystko uderzyło w mojego synka w osobe która tak kocham mocno.napiszcie jak mozna odsunąć te straszne myśli,błagam-mój adres : viva-23@o2.pl
k5~jaaa napisał:
13-02-2010 21:52
No cóż.. doskonale Cie rozumiem. Tez jestem młoda mamą 2 letneij córeczki i tez mialam takie myśli. teraz sie leczę i jest już prawie dobrze. Wcześniej mialam takie mysli w stosunku do wszystkich osób które kocham, balam sie po prostu ze kogos zabiję itp. Wiem ,że to straszna męczarnia ale na szczescie to nie rzeczywistość tylko "chore"myśli więc trzeba życ dalej dla naszych kochanych dzieci i być silną.Wiem, jak to boli bo przez to przeszłam a kocham moje dziecko nad zycie. Udaj sie moze do psychologa, psych, ale przede wszystkim nie bój się , to "tylko" choroba i nigdy, nigdy nikogo nie skrzywdzisz. Czesto nerwica uderza w to, na czym nam najbardziej zalezy. Powodzenia i pamietaj nie jestes sama;-)
k5~criseek napisał:
16-02-2010 19:16
Jakie leki zażywacie? Ja lexapro i zażywałem dwie tabletki ale wydaje mi sie ze wolniej reaguje podczas prowadzenia samochodu? Bardzo prosze o odowiedz Pozdrawiam wszystkich
k5~maja napisał:
22-02-2010 16:03
Witam.Mam 22 lata i też choruję na nerwicę natręctw.Na początku choroby czyli 5 lat temu byłam przekonana że to zwykła nerwica ale się myliłam. Nie miałam jeszcze wtedy myśli natrętnych , które mam od 2008 roku.Cierpię na przewlekłą bezsenność która całkowicie mnie niszczy.Nasilają ją dodatkowo te natręctwa .Ta choroba zniszczyła mi też w znacznym stopniu serce.Mam niedoczynność serca.Często odczuwam straszne duszności.Dwa lata temu byłam bliska udaru.Tak było żle z moim sercem że miałam spory niedowład lewej strony ciała przez 3 tygodnie.Dziś też mnie diabelnie dusi i czuję małą słabość mięśni właśnie po tej stronie.Modlę się do Boga by było lepiej.Jutro zapewne przeleżę cały dzień w łóżku bo żle się czuję.Oby tylko nie było gorzej.Pozdrowienia dla wszystkich
k5~Ania napisał:
07-03-2010 21:54
Miałam straszne probblemy ze sobą. Lekarz ani leki mi nie pomogły. W tej chwili jest dobrze tylko dzieki jednemu człowiekowi, na ktorego natrafiłam przy okazji czegos zupelnie innego - w zwiazku z moja miloscią do literatury. On z nikim sie nię spotyka w zasadzie, jest wybitna postacia... poeta i myslicielem, ale dla mnie zrobil wyjatek.... chcialam pogadac o literaturze a wyszlo tak ze mnie uleczył... za to jego menadzer liczy sobie słono, ale bylo warto. \\trzymajcie się i nie poddawajcie.... ja wygrałam.
k5~Ania napisał:
07-03-2010 21:55
Miałam straszne probblemy ze sobą. Lekarz ani leki mi nie pomogły. W tej chwili jest dobrze tylko dzieki jednemu człowiekowi, na ktorego natrafiłam przy okazji czegos zupelnie innego - w zwiazku z moja miloscią do literatury. On z nikim sie nię spotyka w zasadzie, jest wybitna postacia... poeta i myslicielem, ale dla mnie zrobil wyjatek.... chcialam pogadac o literaturze a wyszlo tak ze mnie uleczył... za to jego menadzer liczy sobie słono, ale bylo warto. \\trzymajcie się i nie poddawajcie.... ja wygrałam. Jak by co to moj mail bionatural@onet.eu
k5~Maja napisał:
12-03-2010 12:13
Dzięki Ania,że dajesz nam z tą męczącą chorobą tak dużo nadziei.Chociaż ja liczę prawie wyłącznie na leki, bo bez nich byłoby ze mną naprawdę nie za wesoło.Chociaż te co teraz biorę a są to leki Tisercin i Hydroksyzyna pomagają mi w takim tylko stopniu ,że uspakajają mnie trochę za dnia ale lepszego snu nie zapewniają.Śpię fatalnie.To jeszcze nasila moje duszności.W środę idę znów do lekarza psychiatry żeby mi przepisał leki bo mi się kończą.Tylko że on przepisuje mi wciąż te same leki i nie wiem czy dobrze.Chociaż z innych blogów wiem ,że lek Tisercin na niektóre osoby naprawdę dobrze działa.Szkoda ,że nie na mnie.Zebym chociaż dobrze spała w te dwa dni które nie chodzę do szkoły to by już było coś a tak to już kompletna klapa.Postaram się jednak jakoś żyć i walczyć nadal z tą chorobą bo niestety zapewnia mi więcej dni złych niż dobrych, ale wiem chociaż ,że ten problem nie dotyczy tylko mnie .Pozdrowienia dla wszystkich lepszego zdrowia i dobrego dnia.
k5~Maja napisał:
12-03-2010 12:14
Dzięki Ania,że dajesz nam z tą męczącą chorobą tak dużo nadziei.Chociaż ja liczę prawie wyłącznie na leki, bo bez nich byłoby ze mną naprawdę nie za wesoło.Chociaż te co teraz biorę a są to leki Tisercin i Hydroksyzyna pomagają mi w takim tylko stopniu ,że uspakajają mnie trochę za dnia ale lepszego snu nie zapewniają.Śpię fatalnie.To jeszcze nasila moje duszności.W środę idę znów do lekarza psychiatry żeby mi przepisał leki bo mi się kończą.Tylko że on przepisuje mi wciąż te same leki i nie wiem czy dobrze.Chociaż z innych blogów wiem ,że lek Tisercin na niektóre osoby naprawdę dobrze działa.Szkoda ,że nie na mnie.Zebym chociaż dobrze spała w te dwa dni które nie chodzę do szkoły to by już było coś a tak to już kompletna klapa.Postaram się jednak jakoś żyć i walczyć nadal z tą chorobą bo niestety zapewnia mi więcej dni złych niż dobrych, ale wiem chociaż ,że ten problem nie dotyczy tylko mnie .Pozdrowienia dla wszystkich lepszego zdrowia i dobrego dnia.
k5~Maja napisał:
12-03-2010 12:19
Sorry za błędy .Tam gdzie jest nie wiem czy dobrze powinno być jeszcze dodane robi.Taka dzisiaj zakręcona trochę jestem.
k5~majka napisał:
14-03-2010 00:47
Dziewczyny zapraszam do rozmowy na temat nerwicy ,dolaczcie do nas ,razem zawsze razniej
http://commed.pl/nerwica-vf19.htm
k5~gabix napisał:
16-03-2010 10:25
Witam
Ja też choruje na NN. Podejrzewam męża o zdradę o to że wiecznie ogląda porno, już nie mogę chciałabym żyć normalnie. Po kolejnych awanturach jest mi wstyd,że mogę go o to podejrzewać. Jest mi po prostu źle, a on mówi że kocha,że będzie ze mną po grób...poczucie winy mnie zabija...
k5~onaaa napisał:
16-03-2010 12:01
witajcie
mój narzeczony też cierpi na tą okropną chorobę,chciałabym mu pomóc ale nie wiem jak,chodzi on do lekarza bierze leki ale mi sie wydaje że zamiast mu sie poprawiac to mu sie pogarsza,boi sie dużych skupisk ludzi,tłumu,że komus powie swój adrees albo cos co mu potem zaszkodzi,ja mu pomagam wszędzie z nim chodze jak tylko moge ale osobiscie uważam że to nie wpływa na niego dobrze i boje sie że któregos dnia nie wyjdzie sam z domu nie pójdzie do pracy bo sie bedzie bał,nie wiem jak mu pomóc,chce aby było normalnie,prosze pomóżcie
k5~Gabix napisał:
19-03-2010 11:14
I znów przyłapałam mojego męża na ogladaniu porno. Czy ja jestem chora czy on? Bo ja już nie wiem, mówi ze kocha że pomaga a tu..... Co ja mam mysleć bo już naprawde nie mam siły .......Pomózcie prosze

Najczęściej czytane:
Kopiowanie treści zawartych na stronie i rozpowszechnianie ich bez pisemnej zgody redakcji zabronione i skutkować będzie odpowiedzialnością przewidzianą przez prawo - © choroby.biz
Nota prawna | Reklama | Kontakt | Komentarze