
Komentarze do: Nerwica lękowa
moja nerwica lękowa
~psyche napisał:07-10-2008 09:53
Moja " przygoda" z nerwicą lękową, rozpoczęła się rok temu od napadu częstoskurczu nadkomorowego.
Teraz żyję w ciągłym lęku, że to się powtórzy. To uczucie zdominowało całe moje życie i wywróciło je do góry nogami. Boję się wychodzić,wyjeżdżać.Życie straciło sens.Kiedy się boję, serce przyspiesz, c jeszcze potęguje uczucie strach. Od miesiąca chodzę na psychoterapię, na razie nie mam zdania, co do skuteczności tego typu leczenia. Czy ktoś z Was ma napady tachycardii, wyzwalające ten paniczny lęk? Jak sobie z tym radzcie?
Pozdrawiam
Teraz żyję w ciągłym lęku, że to się powtórzy. To uczucie zdominowało całe moje życie i wywróciło je do góry nogami. Boję się wychodzić,wyjeżdżać.Życie straciło sens.Kiedy się boję, serce przyspiesz, c jeszcze potęguje uczucie strach. Od miesiąca chodzę na psychoterapię, na razie nie mam zdania, co do skuteczności tego typu leczenia. Czy ktoś z Was ma napady tachycardii, wyzwalające ten paniczny lęk? Jak sobie z tym radzcie?
Pozdrawiam
~nowa napisał:02-11-2008 18:58
Mi zdarza sie czesto miec kolatanie seca, ktore coraz szybciej bije i poteguje wiekszy lek Pierwszy raz zdarzylo mi sie to w nocy kilka lat temu.Bylam wtedy sama z malymi dziecmi, zleklam sie bardzo, myslalam ze to zawal serca. Pozniej okazalo sie ze cierpie na nerwice lekowa. Podjelam leczenie. Dzis zdarza mi sie to rzadko, jesli jednak tak sie stanie probuje sie uspokoic i spokojnie oddychac, wiem ze nic mi sie nie stanie, choc kolatanie trwa nawet kilkanascie minut. Serce przeciez nie boli tylko malo nie wysoczy z piersi, ta wiedza ze nic sie nie stanie bardzo pomaga i skraca atak. Nieraz tez biore Atenanol-pomaga.
~nowa napisał:02-11-2008 18:59
Mi zdarza sie czesto miec kolatanie seca, ktore coraz szybciej bije i poteguje wiekszy lek Pierwszy raz zdarzylo mi sie to w nocy kilka lat temu.Bylam wtedy sama z malymi dziecmi, zleklam sie bardzo, myslalam ze to zawal serca. Pozniej okazalo sie ze cierpie na nerwice lekowa. Podjelam leczenie. Dzis zdarza mi sie to rzadko, jesli jednak tak sie stanie probuje sie uspokoic i spokojnie oddychac, wiem ze nic mi sie nie stanie, choc kolatanie trwa nawet kilkanascie minut. Serce przeciez nie boli tylko malo nie wysoczy z piersi, ta wiedza ze nic sie nie stanie bardzo pomaga i skraca atak. Nieraz tez biore Atenanol-pomaga.
~paula napisał:19-11-2008 22:26
dobrze wiem co przezywasz, trz jestem na terapii behawioranej i wiem jedno, ze lęk jest w naszej głowie, w naszej wyobrazni i tylko tam. ty nie obawiasz sie szybszego bicia serca tylko nie jestes na tyle pewny siebie ze sobie z tym poradzisz, tu trzeba szukac problemu. musisz ,byc moze wiele razy, probowac oswoic strach, wsluchac sie w siebie, w swoje mysli i w to co je wywoluje
~ania napisał:24-11-2008 22:18
niestety dobrze wiem czym jest szybkie i mocne bicie serca i nie tylko...pierwszy atak dopadl mnie przed laty w nocy, obudzilam sie z przekonaniem, ze umieram, serce chcialo mi wyskoczyc z klatki piersiowej, do tego to dziwne wrazenie odplywania, "zapadania" sie w siebie, irracjonalny lęk przed smiercia...postawilam na nogi cala rodzine, wezwano pogotowie, przyjechali, lekarz podal mi relanium, przeszlo, nawet nie podejrzewalam, ze to dopiero poczatek...te nocne ataki, nazywane przeze mnie "nocnymi zrywami" powtarzaly sie b. czesto: 2,3razy w tygodniu,
do tego doszly nastepujace objawy:
bole i okropne zawroty glowy, zaburzenie widzenia, notoryczne szumy w uszach, dusznosci, zaburzenia czucia w rekach i nogach, wrazenie sciagania sie skory na plecach, nieustanne wrazenie, ze zemdleje, kolatania serca, bole miesni itp. zaczela sie wedrowka po lekarzach, kazdy stawial te sama diagnoze:nerwica lekowa, niestey nie wierzylam i wciaz poszukiwalam nowych specjalistow, w tym miejscu chce zwrocic uwage, ze domena nerwicy jest rowniez brak wiary, ze to "tylko" nerwy i przekonanie o powaznej chorobie np. goz mozgu itp., nieustanny brak zaufania do lekarzy i wciaz nurtujace pytanie, czy na pewno sie nie myla? czy na pewno czegos nie przeoczyli? ja uwierzylam dopiero pewnemu profesorowi i zastosowalam sie do jego zalecen, tj: zadnych lekow, zwlaszcza psychotropow, pozytywne myslenie, a przede wszystkim aktywny wypoczynek na swiezym powietrzu! dodatkowo zaczelam chodzic do pewnej bioenergoterapeutki, choc raczej na zasadzie: "tonacy brzytwy sie chwyta" nie bylam przekonana do podobnych metod leczenia...
co ciekawe: kiedy pierwszy raz dotknela dlonmi mojej glowy - mialam wrazenie, ze ktos podlaczyl mnie do pradu, czulam b. silne , nieprzyjemne mrowienia, a ona bardzo sie przy mnie pocila, z kazda nastepna wizyta ona pocila sie coraz mniej, a ja odczuwalam coraz slabsze mrowienia, nerwica zniknela rownie nagle jak sie pojawila...odzylam! az do niedawna, po prawie 10 latach moja "przyjaciolka" znowu sie odezwala, znowu zaczelo sie od ataku w nocy: obudzilam sie z tetnem pow. 150, znowu wrazenie, ze umieram i ten irracjonalny, paralizyjacy lęk...ze to koniec, w ciagu 4 miesiecy zdarzylo mi sie ok. 6 takich napadow, koncza sie zawsze potwornym uczuciem zimna, drzy mi cale cialo, nie moge zapanowac nad trzesacymi sie z zimna rekami i nogami, "szczekam" zebami i choc to nieprzyjemne - uwielbiam to uczucie, bo zawsze zwiastuje koniec ataku.
Znowu czuje sie niepewnie, boje sie zasypiac z obawy przed atakiem, okreslilabym to jako "lęk przed lękiem", w ciagu dnia zdarza mi sie uczucie slabosci, "drewnianych" nog, kolatania serca, wrazenie "zamierania" serca itp. profesor uprzedzil mnie przed laty, ze nerwica wraca do czlowieka jak bumerang, niestey mial racje. Czuje sie fatalnie. Jedyne co mi pomaga to swiadomosc, ze skoro nie umarlam przed laty, a potem przezylam 10 lat w zdrowiu, to nie moze byc mowy o smiertelnej chorobie...tak w kazdym razie sie pocieszam...i staram sie odwracac swoja uwage od dolegliwosci, np. zaczyna kolatac mi serce - wskakuje w drey i ide pomaszerowac, objawy ustaja...nie chce sie poddac, nie chce przerabiac tego wszystkiego jeszcze raz, tylko czy mi sie uda? aha! ktos zalecil mi picie soku z burakow i bialych winogron w proporcji 1:1, ze szczypta miety pieprzowej, pije codziennie przed snem, nie wiem czy to tylko zbieg okolicznosci, w kazdym razie lepiej sypiam i nie mam kolatania serca. Katolikom zalecam rowniez modlitwę!!!
do tego doszly nastepujace objawy:
bole i okropne zawroty glowy, zaburzenie widzenia, notoryczne szumy w uszach, dusznosci, zaburzenia czucia w rekach i nogach, wrazenie sciagania sie skory na plecach, nieustanne wrazenie, ze zemdleje, kolatania serca, bole miesni itp. zaczela sie wedrowka po lekarzach, kazdy stawial te sama diagnoze:nerwica lekowa, niestey nie wierzylam i wciaz poszukiwalam nowych specjalistow, w tym miejscu chce zwrocic uwage, ze domena nerwicy jest rowniez brak wiary, ze to "tylko" nerwy i przekonanie o powaznej chorobie np. goz mozgu itp., nieustanny brak zaufania do lekarzy i wciaz nurtujace pytanie, czy na pewno sie nie myla? czy na pewno czegos nie przeoczyli? ja uwierzylam dopiero pewnemu profesorowi i zastosowalam sie do jego zalecen, tj: zadnych lekow, zwlaszcza psychotropow, pozytywne myslenie, a przede wszystkim aktywny wypoczynek na swiezym powietrzu! dodatkowo zaczelam chodzic do pewnej bioenergoterapeutki, choc raczej na zasadzie: "tonacy brzytwy sie chwyta" nie bylam przekonana do podobnych metod leczenia...
co ciekawe: kiedy pierwszy raz dotknela dlonmi mojej glowy - mialam wrazenie, ze ktos podlaczyl mnie do pradu, czulam b. silne , nieprzyjemne mrowienia, a ona bardzo sie przy mnie pocila, z kazda nastepna wizyta ona pocila sie coraz mniej, a ja odczuwalam coraz slabsze mrowienia, nerwica zniknela rownie nagle jak sie pojawila...odzylam! az do niedawna, po prawie 10 latach moja "przyjaciolka" znowu sie odezwala, znowu zaczelo sie od ataku w nocy: obudzilam sie z tetnem pow. 150, znowu wrazenie, ze umieram i ten irracjonalny, paralizyjacy lęk...ze to koniec, w ciagu 4 miesiecy zdarzylo mi sie ok. 6 takich napadow, koncza sie zawsze potwornym uczuciem zimna, drzy mi cale cialo, nie moge zapanowac nad trzesacymi sie z zimna rekami i nogami, "szczekam" zebami i choc to nieprzyjemne - uwielbiam to uczucie, bo zawsze zwiastuje koniec ataku.
Znowu czuje sie niepewnie, boje sie zasypiac z obawy przed atakiem, okreslilabym to jako "lęk przed lękiem", w ciagu dnia zdarza mi sie uczucie slabosci, "drewnianych" nog, kolatania serca, wrazenie "zamierania" serca itp. profesor uprzedzil mnie przed laty, ze nerwica wraca do czlowieka jak bumerang, niestey mial racje. Czuje sie fatalnie. Jedyne co mi pomaga to swiadomosc, ze skoro nie umarlam przed laty, a potem przezylam 10 lat w zdrowiu, to nie moze byc mowy o smiertelnej chorobie...tak w kazdym razie sie pocieszam...i staram sie odwracac swoja uwage od dolegliwosci, np. zaczyna kolatac mi serce - wskakuje w drey i ide pomaszerowac, objawy ustaja...nie chce sie poddac, nie chce przerabiac tego wszystkiego jeszcze raz, tylko czy mi sie uda? aha! ktos zalecil mi picie soku z burakow i bialych winogron w proporcji 1:1, ze szczypta miety pieprzowej, pije codziennie przed snem, nie wiem czy to tylko zbieg okolicznosci, w kazdym razie lepiej sypiam i nie mam kolatania serca. Katolikom zalecam rowniez modlitwę!!!
~nikt37 napisał:27-11-2008 04:23
no to jestem w szoku.bo takie napady ostatnio mnie dorwały.nic mi się nie chciało,byłam słaba,ciągłe zimno,smutek,obawy przed wszystkim.zwolnienie lekarskie.szperam w necie i coś mnie tknęło:tu zajrzałam.jestem w szoku!:(ja chyba mam to o czym mówicie.wszystkie objawy się zgadzają!długo płakałam na dta słabością,zmęczeniem,kłopotami ze snem.dali psychotropy:wymiotowałam,kocioł w głowie.odrzuciłam.nie śpię w nocy,czytam,a wdzień przesypiam pół dnia.i ten kołowrót złych myśli o sobie.
mam nerwocę lękową:(jak z tym życ kiedy na nic siły nie mam:(nie chce mi się robic jesc,sprzatc,wychodzic z domu,z kimś rozmawiac.czuję,ze starcę pracę.jestem zdołowana tragicznie.jak z tym życ?jakie leki wam pomagały?te konowały dają mi co rusz jakieś świńtwo i źle mi po tym,albo jeszcze gorzej.napiszcie coś.proszę.czekam
mam nerwocę lękową:(jak z tym życ kiedy na nic siły nie mam:(nie chce mi się robic jesc,sprzatc,wychodzic z domu,z kimś rozmawiac.czuję,ze starcę pracę.jestem zdołowana tragicznie.jak z tym życ?jakie leki wam pomagały?te konowały dają mi co rusz jakieś świńtwo i źle mi po tym,albo jeszcze gorzej.napiszcie coś.proszę.czekam
~lila napisał:10-01-2009 11:29
ja czuje sie okropnie ,nie wiem co jest konowal twierdzi ze to nerwica a ja niewierze mqam bez przerwy szum w uszaach na plecach czuje jakby mi cos siedzialo ,w nocy budzi mnie dziwny pot na plecach i drzenie tego nie da sie opisac Bylam ostatno u konowala rozlozyl rece ipowiedzial no nie wiem jak pani pomoc niech pani idzie do psychiatry mam dosyc nie wim co mam robic a cierpie bardzo
moze ktos mi pomoze
moze ktos mi pomoze
~mini napisał:14-01-2009 19:53
mam 36 lat,zachorowałam rok temu,co prawda objawy pojawiały się dużo wcześniej od kilku lat ale ja nie zdawałam sobie sprawy,że to ma swoją kwalifikację w medycynie.Kołatanie serca, duszności, strach na ulicy, że robi mi się słabo i zemdleję, ciągły strach przed śmiercią,że to już tu i teraz,coś mnie zakuło, zabolało=dostawałam ataku paniki,sama siebie nakręcałam.Aż rok temu doszedł strach przed ....połykaniem.następowało to powoli-jadłam i nagle wydawało mi się,że się duszę.trwało to tak narastająco 4 miesiące.nikomu nie mówiłam,bałam się,szukałam chorób w internecie i jeszcze bardziej się nakręcałam po przeczytaniu, co to może być.W końcu przestałam przyjmować nawet płyny.rozryczałam się i powiedziałam mężowi,dzięki niemu jeszcze w ten sam dzień pozłam a raczej wjechałam bez siły na wóżku do lekarza=kroplówka,rgastroskopia i diagnoza lekarza:z mojej strony wszystko jest ok,proszę poszukać przyczyny w psychice.Na drugi dzień błam u psychiatry,schudłam 11 kilo, żyłam na płynnycg nutridrinkach,teraz biorę leki do dzisiaj,jest dużo lepiej, wszystko jem, leczenie potrwa jeszcze ok. pół roku.Mam nadzieję,żę to nigdy niewróci!!Może ktoś ma też tego typu nerwicę lękową-jak to powiedziała moja psychiatra:życie mi stanęło kluchą w gardle.
~??? napisał:21-01-2009 07:31
nikt37...mam dokładnie to samo i nie wiem co robić...kręce się w kółko....zaniedbuje siebie tzn. poprostu nie mam sił i nie widze sensu...moją pasją jest śpiew..ale mam lęk przed ocena innych...czuje sie gorsza...było tak że bałam sie jechAC AUTOBUSEM...eh brak mi słów...POMOCY
~Kamila lat 29 napisał:23-01-2009 23:41
Czesc,ja tez cierpie na nerwice lekową,ale nikt mi tego wprost nie powiedzial jeszcze.Pierwszy atak mialam w wieku 16 lat,oczywiscie stwierdzili nadcisnienie.Potem byl spokoj kilka lat.Na studiach znow,wlasnie ta tachykardia,dreszcze,zimno itp.Pozniej balam sie wyjsc z domu,ze zemdleje,ze cos sie stanie.Potem 5 lat spokoju.Teraz znow wrocilo.Potrafie jednak zapanowac nad sercem...czasem powiem sobie "wyluzuj Kamila" i jakos jest ok,czasem moj mozg odmawia posluszenstwa i leci!!!!!z tym koksem!!!!serce wali jak oszalale.Ale wtedy praktykuje oddech,rowno i gleboko.Przechodzi stopniowo.Jednak mysle,ze zaczyna sie rozwijac u mnie fobia spoleczna,ja zawsze taka wygadana,dominująca,dusza towarzystwa.....powoli odchodze od tego,trzesa mi sie rece jak mam jesc w restauracji z obcymi,jak mam sie gdzies podpisac,no w ogole tragedia,zakupy spoko,jakies sprawy urzedowe tez ok,no roznie to bywa.Czasem jak jade sama pociagiem to mam glupie mysli,ze cos sie stanie,ale stara sie wtedy uspokoic.Duzo by wymieniac.Zaczelam studia podyplomowe,jezdze na zjazdy,wie,ze nie moge uciekac od ludzi,czuje sie,ze moje poczucie wartosci spadlo,bo nie mam pracy od lipca....czuje sie zdolowana,ze nic nie umiem.Chyba jakiego psychologa musze sobie zafundowac.Pozdrawiam wszystkich z fobią i lękiem.Uwierzmy w siebie!!!
~Aga napisał:06-02-2009 20:20
Eh, niestety nerwica to nieprzyjemna choroba i czasami ciężko z nią walczyć... Ja chorowałam już jako dziecko, w podstawówce. Wtedy lekarze stwierdzili u mnie nerwicę żołądka. Jakiś czas mama prowadziła mnie do psychologa i jakoś przeszło. Parę lat później po maturze zaczęło się na nowo... tym razem jednak nie było problemów z żołądkiem, a trudności w oddychaniu, ciągle miałam wrażenie, że coś mi przeszkadza w gardle, że coś tam jest... Miałam oczywiście badania, z któych wynikało, że jestem zdrowa, a moje płuca są w świetnej formie. Kiedyś przy kolejnej wizycie u lekarza pani doktor zwróciła uwagę, że strasznie trzęsą mi się ręce i w ogóle wyglądam na zdenerwowaną... No i skierowała mnie do psychologa... Zaczynałam właśnie studia i po jakimś czasie wszystko minęło... Kilka lat później znowu to samo, z tym jednak wyjątkiem, że tym razem zaczęły się szybkie bicie serca, drżenie kończyn, suchość w gardle i taki dziwny, irracjonalny lęk, któy jeszcze potęgował to wszystko. No i kolejne badania, ekg wykazało jakieś patologie w sercu... To dopiero dało mi 'motywację' do stresów, wyobrażałam sobie niewiadomo co! Okropnie się bałam. POszłam do kardiologa, dalsze badania i ...kardiolog stwierdził, że absolutnie nie ma zmian w sercu i że ono pracuje jak należy, i że to wina stresów ten wysoki puls. Dostałam propranolol i przez 3 tygodnie było jak ręką odjął! Niestety dziś znowu mnie dopadło... Piszę to wszystko i staram się uspokoić mój puls... Nie jest to jednak łatwe, a ja nie mogę przestać myśleć o tym i sprawdzam co chwila puls... no i wiadomo, jak tylko wyczuję, że jest za szybki, od razu popadam w jeszcze większy stres... Poza tymi atakami jakoś żyję normalnie, w miarę normalnie i wiem, że jeśli znajdę coś, co pozwoli mi nie myśleć o tym, nie nakręcać się, to to znowu minie, tak jak mijało dawniej. Tylko to dość trudne, bo niestety od dłuższego czasu zwalają mi się na głowę same niedobre sytuacje, cała masa problemów, z którymi nie mogę sobie poradzić... I wtedy zaczynam odczuwać lęk i się zaczyna... Zastanwia mnie, czy to czasem nie jest serce? czy lekarz był wystarczająco dokładny? a to nie pomaga niestety... Z drugiej strony, gdyby faktycznie to było coś z sercem, to czy siedziałabym właśnie przed monitorem i pisałabym to wszystko?
Mam nadzieję, że pewnego dnia znajdzie się jakaś metoda, która pozwoli nam na zawsze pożegnać się z nerwicą.
Mam nadzieję, że pewnego dnia znajdzie się jakaś metoda, która pozwoli nam na zawsze pożegnać się z nerwicą.
~justyna napisał:07-02-2009 15:41
witam was wszystkich. mam dokladnie te same objawy co wy i tak od pół roku. dzis rano wybuchlam 3 razy placzem, kilka razy sciagalam mame z pracy bo balam sie ze zemdleje. nie bede sie rozpisywasc bo mam dokladnie to samo nic innego nie dopisze tylko tyle ze też przepisano mi propanolol ale boje sie go brac. sama nie wiem czemu. moze powinnam zaczac skoro tobie ~Aga pomógł. kontaktujcie sie ze mna na mojego e-maila bo zwariuje. juz nie wiem co mam brac a czego nie. niech ktos ze mna porozmawia. skąd to cholerstwo sie bierze? proszę :-(
~justyna napisał:07-02-2009 15:46
no właśnie nie podałam emaila -> azalia27@wp.pl
~Basia napisał:10-02-2009 14:30
to na pewno nerwica lękowa - koszmar sama to przezywam
nie można się na tym skupiać bo lęk rodzi lęk
bierz leki i rób wszystko co ci sprawia przyjemność
także trochę gimnastyki, przecieranie ciała zimnym mokrym ręcznikiem - to także pomaga
koniecznie bierz leki i nie zniechęcaj się - na pozytywne wyniki trzeba trochę poczekać
nie można się na tym skupiać bo lęk rodzi lęk
bierz leki i rób wszystko co ci sprawia przyjemność
także trochę gimnastyki, przecieranie ciała zimnym mokrym ręcznikiem - to także pomaga
koniecznie bierz leki i nie zniechęcaj się - na pozytywne wyniki trzeba trochę poczekać
~JUSTYNA napisał:11-02-2009 13:31
BIORE LEKI OD 9TEGO LUTEGO. DOSTALAM BELLERGOT I ZOMIREN. NIE CHCE ZAPESZAC ALE JEST TROCHE LEPIEJ, NIE MIALAM PRZEZ TE DNI LĘKU ZE ZEMDLEJE, ALE CZASEM MAM PULS 104 ALE PRZY NIM JESTEM SPOKOJNA.NIE WIEM CZY MARTWIC SIĘ TYM PULSEM? CZY POTRZEBA ABY LEKI UNORMOWAŁY CO TRZEBA?
~Aga napisał:20-02-2009 22:33
Hm, wiecie, mi ten propranolol chyba pomaga faktycznie... Owszem mam napady częstoskurczu, ale lęk zniknął, nawet w czasie 'ataku' nie czuję się zdenerwowana czy przestraszona. W razie potrzeby biorę dodatkową tabletkę - tak, jak zalecił mi kardiolog - i po pół h do h puls staje się spokojny.
Wolałabym jednak nie brać leków, cóż, zobaczę co powie kardiolog na wizycie kontrolnej...
Pozdrawiam wszystkich i trzymajcie się ciepło!! :)
Wolałabym jednak nie brać leków, cóż, zobaczę co powie kardiolog na wizycie kontrolnej...
Pozdrawiam wszystkich i trzymajcie się ciepło!! :)
~julinka napisał:22-02-2009 12:52
mi pewna osoba uświadomiła po dłuższej rozmowie i poznaniu moich dolegliwości bardziej szczegółowo, że powinnam iść do psychiatry bo to nie koniecznie nerwica a agrofobia.
~zagubiony napisał:23-02-2009 21:21
Witam Koleżanki i Kolegów:) Oto moja historia... od dzieciństwa, aż po szkołę średnią byłem bardzo żywiołowym dzieckiem, acz kolwiek trochę typem samotnika. Uwielbiałem sport, byłem zapalonym kibicem, wszędzie mnie było pełno:)uwielbiałem imprezy i wypady na mecze. Byłem zarazem spokojny, a czasami nerwowy(ogromne awantury z rodzicami o "byle co" - byłem w miarę grzeczny:]). Nie posiadałem żadnych większych lęków. Matura, egzaminy na studiach nie stanowiły dla mnie żadnego problemu, zawsze podchodziłem do wszystkiego aż na zbyt dużym luzie. Potrafiłem cieszyć się życiem. Każde ciekawe wydarzenie np. mecz, wyjście na piwo, wyjazd na ryby traktowałem jak święto, a było ich sporo. Nie miałem żadnych zmartwień. Aktywnie udzielałem się społecznie, w polityce, bez stresu występowałem przed kamerami, na konferencjach itd. Ale do rzeczy:) (to się zagalopowałem)Pierwsze problemy, które mnie spotkały, pewnie zresztą jak wielu z Was w latach dojrzewania, to rozterki miłosne, co było bardzo bolesne, "leczone" codziennym spożywaniem alkoholu, ale wziąłem się w garść i udało mi się wydostać z tego, jak mi się zdawało koszmaru. Już od roku zacząłem spokojne życie, mam narzeczoną, kończe studia i pozytywnie patrzyłem w przyszłość. Przed świętami, ponad 2 miesiące temu wszystko się jednak zmieniło. Przyszła wysoka temperatura, ból żołądka, było mi bardzo niedobrze (odruchy wymiotne), zacząłem odczówać lęk, a wieczorem zaczęło drętwieć mi całe ciało, ręce wyginały mi się na wszystkie strony, brzuch miałem "usztywniony", w nogach czułem mrowienie(objawy udaru mózgu, wylewu, tak mi się zdawało)... przyjechało pogotowie, a atak zaczął słabnąć, dostałem kilka zastrzyków, w tym przeciw gorączkowy, przeciw wymiotny i relanium. W życiu się gorzej nie czułem, dopiero po relanium się uspokoiłem. Od tego dnia zaczęłem się trochę martwić, żeby się to nie powtórzyło, głownie poza domem np. podcczas dalekiego wyjazdu na święta pociągiem... podróż mijała dobrze, ale gdy miałem przesiadkę i musiałem jechać szynobusem, gdzie było dużo ludzi (siedziałem tyłem w dodatku), zaczęło mi się robić sucho na gardle, powrócił odruch wymiotny, byłem cały roztrzęsiony... podczas wigilii nie mogłem nic przełknąć w towarzystwie mojej przyszłej rodziny (zdarzyło mi się tak wcześniej tylko raz w życiu, gdzy siedziałem przy kolacji z przyszłymi teściami). kolejny raz poczułem się słabo podczas wyjścia"na piwko", kiedy zrobiło mi się słabo i nie mogłem wysiedzieć w PUBie, niedobrze mi było nawet podczas imprezy sylwestrowej - strasznie się męczyłem. Później jednak kilka tygodni był spokój, zdałem egzamin, wyjechałem na tydzień do rodziny, wszystko jak najbardziej w pożądku, aż do wizyty u kolejnej rodzinki, gdzie podczas rozmowy, zacząłem odczówać lęk, dreszcze i zrobiło mi się niedobrze... dopiero dwu godzinny spacer mi pomógł choć trochę...i powrót do domu. kolejny dzień był jeczcze gorszy, ale znów miałem kilka dni spokoju. Aż do egzaminu na uczelni, dwa tygodnie temu, kiedy będąc przygotowanym, nie byłem w stanie wejść na egzamin, spędzając go na dworze, mając okropne odruchy wymiotne... gdy wracałem do domu, nagle poczułem się lepiej, kiedy tylko już byłem sam. Postanowiłem iść do lekarza rodzinnego po poradę. diagnoza natychmiastowa - objawy nerwicy lękowej. Czekając w kolejce w przychodni, znowu przeżywałem koszmar...duszności, zrobiło mi się słabo, aż niewiedziałem co ze sobą zrobić. od kilku dni przyjmuję lek Neurol 0,5, ale bez większych skutków...chociaż wczorajczy dzień był odziwo bardzo spokojny. Moim problemem jest nawet wyjście do sklepu, urzędu czy wykłady na studiach, a nawet gdy ktoś odwiedza moją rodzinę, a ja akurat jestem w domu! źle się czuje nawet w toważystwie najbliższej rodziny...już niewiem co mam robić, a u psychiatry w przychodni mogę nie wytrzymać...życie zaczyna się walić, ludzie odwracać, a mi pozostaje tylko mnieć nadzieję...pozostaje także modlitwa, w której zwrócę się także o pomoc dla Was. Pozdrawiam! Głowy do góry!:)mimowszystko... przepraszam za aż tak rozbudowaną wypowiedź, ale czuję się teraz trochę lepiej:)
~Aga napisał:26-02-2009 14:03
Najważniejsze to nie rozmyślać o tym ciągle, nie zastanawiać się "a co będzie, jak zaraz znowu się zacznie". Nerwica to podstępna choroba, ale można z nią żyć i to w zgodzie :)
Faktem jest, że najtrudniej jest uwierzyć, że są to TYLKO nerwy, tylko psychika, a nie prawdziwe objawy mogące zagrażać życiu. Taka wiara bywa niestety trudna, bo jak wiecie w czasie 'ataków' ciężko jest się czasem opanować...
Polecałabym, jeśli to tylko możliwe, wizytę u psychiatry, który najlepiej określi z czym ma do czynienia i z pewnością (w razie potrzeby) zastosuje leki bądź inny rodzaj leczenia. Już zresztą sama rozmowa, czy nawet pisanie o tym pomaga. Warto więc zaufać specjaliście, bo przecież nie tracimy nic, a możemy wiele zyskać :)
Faktem jest, że najtrudniej jest uwierzyć, że są to TYLKO nerwy, tylko psychika, a nie prawdziwe objawy mogące zagrażać życiu. Taka wiara bywa niestety trudna, bo jak wiecie w czasie 'ataków' ciężko jest się czasem opanować...
Polecałabym, jeśli to tylko możliwe, wizytę u psychiatry, który najlepiej określi z czym ma do czynienia i z pewnością (w razie potrzeby) zastosuje leki bądź inny rodzaj leczenia. Już zresztą sama rozmowa, czy nawet pisanie o tym pomaga. Warto więc zaufać specjaliście, bo przecież nie tracimy nic, a możemy wiele zyskać :)
~Aga napisał:26-02-2009 14:07
A co do leków, to potrzeba nieco czasu, by zobaczyć efekty - nie ma cudonego lekarstwa, które zadziała natychmiast, więc cierpliwości! :)
~qeene napisał:02-03-2009 23:07
Czytam i płaczę,ale tym razem nie z lęku.Tak bardzo się boję tego wszystkiego co się ze mną dzieje.Akcja "umieranie" paraliżuje mnie i przenika do szpiku kości co jakis czas.Cieszę się że nie jestem sama.Razem lżej.
~wa napisał:04-03-2009 23:48
hej,
kochani nie poddawajcie sie, najblizsza mi osoba odeszla, mysle, ze chorowala na to samo co wy, miala podobne objawy.Tak strasznie probowalo sie jej pomoc,mielismy tyle planow, marzen, pasji, wszystko ukladalo sie idealnie i zgaslo z ta jedna chwila.Nie jestem w stanie sobie wyobrazic jak strasznie musiala sie czuc, zeby zrezynowac ze wszystkiego co sie kocha. Ta pustka ktora pozostala jest nie do opisania, bol placz i cierpienie. Na pewno jest wiele osob ktore Was kocha i ktore chcialoby Wam pomoc, nie bojcie o tym mowic, pozniej te osoby nie bede w stanie sobie z tym wszystkim poradzic. Zycie moze byc cudowne, a gdyby Was zabraklo na pewno znajda sie tacy dla ktorych zycie sie skonczy. Dlatego nie poddawajcie sie i walczcie, jesli dla siebie nie macie sily to chociaz dla tych innych. Jestescie im bardzo potrzebni. Pamietajcie o tym zawsze.
kochani nie poddawajcie sie, najblizsza mi osoba odeszla, mysle, ze chorowala na to samo co wy, miala podobne objawy.Tak strasznie probowalo sie jej pomoc,mielismy tyle planow, marzen, pasji, wszystko ukladalo sie idealnie i zgaslo z ta jedna chwila.Nie jestem w stanie sobie wyobrazic jak strasznie musiala sie czuc, zeby zrezynowac ze wszystkiego co sie kocha. Ta pustka ktora pozostala jest nie do opisania, bol placz i cierpienie. Na pewno jest wiele osob ktore Was kocha i ktore chcialoby Wam pomoc, nie bojcie o tym mowic, pozniej te osoby nie bede w stanie sobie z tym wszystkim poradzic. Zycie moze byc cudowne, a gdyby Was zabraklo na pewno znajda sie tacy dla ktorych zycie sie skonczy. Dlatego nie poddawajcie sie i walczcie, jesli dla siebie nie macie sily to chociaz dla tych innych. Jestescie im bardzo potrzebni. Pamietajcie o tym zawsze.
~cavern napisał:11-03-2009 01:30
fak. nie mogę spać. w kółko inscenizuję sobie dokładny przebieg jutrzejszego spotkania. ze szczegółami typu uścisk dłoni. nie mogę przestać... i żeby to jeszcze było coś wyjątkowego - a nie rutynowa sprawa! z tego myślenia zaprogramuję sobie dokładną wizję spotkania - które ja już odbyłem wielokrotnie - mimo że jest jutro - i kiedy do niego dojdzie - od razu buchnie panika - bo inaczej je sobie wyobraziłem.
no - zobaczymy czy się otrząsnę.
no - zobaczymy czy się otrząsnę.
~JUSTYNA napisał:12-03-2009 14:40
SŁUCHAJCIE MAM PRZERWĘ BRANIA LEKÓW Z KONIECZNOŚCI OD UZALEŻNIENIA SIĘ OD NICH. NIE BIORĘ JEDNEGO LEKU KTÓRY BRAŁAM 2 RAZY DZIENNIE JUŻ 5 DZIEŃ I RADZE SOBIE!!!. NIE MAM LĘKÓW, TROCHĘ CZUJE SIĘ PODDENERWOWANA ALE RADZE SOBIE CZYLI JEDNAK SILNA WOLA I MOŻNA Z TEGO WYJŚĆ ;-d A OD NIEDZIELI ZNÓW ZACZYNAM GO BRAĆ. ALE EFEKTY ZOBACZE JAK ODWAZE SIE POJECHAC DO MARKETU NA PRZEDSWIATECZNE ZAKUPY. KTO MA LEK PRZED TYM WIE O CO MI CHODZI. TRZYMAJCIE KCIUKI ZA MNIE, JA O WAS TEZ MYSLE. BUZIAKI!!!
~JULIA napisał:14-03-2009 14:42
Witam was serdecznie. Nawet nie wyobrażacie sobie jak dobrze jest wiedzieć, że są oprócz mnie osoby, które zmagają się z tą chorobą. Na pewno słowa typu:egocentryzm, stany lękowe,objawy somatyczne-nerwobóle, kołatanie serca i analizowanie wszystkiego co dzieje się wokół jest dla was niczym nowym. Ja w przeciwieństwie do niektórych z was nigdy nie wzięłam żadnych leków, oprócz ziołowych uspokajających i magnezu. Postawiłam na inny środek-terapię psychologiczną. I wiecie co jest mi piekielnie ciężko, objawy wracają i nie dają żyć normalnie, ludzie dookoła, szczególnie w tych czasach, niszczą wrażliwe jednostki a jeżeli ktoś posiada jeszcze wyobraźnię świat staje się nie do zniesienia. Ale wiecie co ja się nie poddam! Będę o siebie walczyć, mimo że ludzie obok mnie zupełnie nie mają pojęcia co to za schorzenie bagatelizując je zupełnie. Chcę być silna, chcę wygrać aby wam pokazać że jesteście wspaniałymi ludźmi i macie szansę normalnie żyć.Bardzo was proszę nie poddawajmy się, w tym jest nasza siła że jesteśmy razem i możemy o tym paskudztwie rozmawiać. Apropo:właśnie przeczytałam, że przyspieszone bicie serca prowadzi do zawału i znów lęk i obsesja przed chorobą. Ale przecież to tylko nerwy!!!Bądźcie pozytywnymi wojownikami i dajcie mi siłę do walki z chorobą bo dzisiaj potrzebuję jej jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.(temu sercu nic się nie stanie?)
~Aga napisał:14-03-2009 16:35
Cześć... sercu nic nie będzie, jeśli postarasz się uspokoić i nie będziesz się nakręcać :)
Ja w razie potrzeby biorę betablokery i serce zwalnia do około 65 uderzeń na minutę... No, oczywiście lepiej wyleczyć samą przyczynę, czyli nerwicę, ale mam ten komfort psychiczny, że jeśli zacznie szaleć, to jest lekarstwo.
Niestety nie biorę teraz nic uspokajającego, więc czasami mam napady lęku :| ...jak ja tego nienawidzę! Ale i z tym dam radę, idę niedługo do psychiatry, może on zaproponuje jakieś leczenie lub chociażby rozmowe :)
Trzymajcie się!! Bo można wygrać, choć czasami bywa nieco gorzej...
Zresztą Wam nie muszę mówić jak to jest, sami dobrze wiecie :)
Ja w razie potrzeby biorę betablokery i serce zwalnia do około 65 uderzeń na minutę... No, oczywiście lepiej wyleczyć samą przyczynę, czyli nerwicę, ale mam ten komfort psychiczny, że jeśli zacznie szaleć, to jest lekarstwo.
Niestety nie biorę teraz nic uspokajającego, więc czasami mam napady lęku :| ...jak ja tego nienawidzę! Ale i z tym dam radę, idę niedługo do psychiatry, może on zaproponuje jakieś leczenie lub chociażby rozmowe :)
Trzymajcie się!! Bo można wygrać, choć czasami bywa nieco gorzej...
Zresztą Wam nie muszę mówić jak to jest, sami dobrze wiecie :)
~rega napisał:15-03-2009 14:19
Czytam te wasze wypowiedzi i po prostu płaczę.Dlaczego to nas spotyka.Z nerwicą lekową jestem od dziecka, od drugiej klasy podstawówki.Raz było lepiej raz gorzej.Dziś mam 34 lata,jetem w okropnym dołku, mam depresję połączoną z nerwicą lękową, nie wierzę już w lepsze jutro.Mam dwie cudowne córki, niezbyt udane małżeństwo, czuję się po prostu sama jak palec.Niepotrzebna, niekochana jak zbędny balast.Nie mam z kim pogadać.Doświadczyłam już chyba wszystkich objawów nerwicy, nie mam już sił.Czy może być jeszcze kiedyś lepiej?...
~Aga napisał:15-03-2009 18:56
Cześć! Oczywiście, że może, a co więcej - będzie lepiej!
Zobacz, jest nas tutaj tylu i wszyscy przeżywamy lepsze i gorsze chwile.
Uważam, że podstawą jest móc o tym porozmawiać, wyżalić się, opowiedzieć o tym, że sięcierpi, że to często boli... Już samo takie 'wygadanie się' daje jakąś ulgę :)
Ciągle mówię o tym psychiatrze, ale ja wierzę w rozmowę :)
Dużo spacerów i przyjaciół, choćby i takich, z któymi można pomówić tutaj, na odległość!
Nie poddawaj się, ja też walczę od bardzo dawna i jeszcze raz powtarzam - z nerwicą można żyć w zgodzie :)
Zobacz, jest nas tutaj tylu i wszyscy przeżywamy lepsze i gorsze chwile.
Uważam, że podstawą jest móc o tym porozmawiać, wyżalić się, opowiedzieć o tym, że sięcierpi, że to często boli... Już samo takie 'wygadanie się' daje jakąś ulgę :)
Ciągle mówię o tym psychiatrze, ale ja wierzę w rozmowę :)
Dużo spacerów i przyjaciół, choćby i takich, z któymi można pomówić tutaj, na odległość!
Nie poddawaj się, ja też walczę od bardzo dawna i jeszcze raz powtarzam - z nerwicą można żyć w zgodzie :)
~karolina napisał:15-03-2009 22:58
witam wszystkich bardzo serdecznie. ja choruje na nerwice lekowa od kilku lat a mam ich dopiero 27. czuje jakbym stracila najlepsze lata swojego zycia. mam wspanialego synka i zdaje sobie sprawe z tego jak on rownierz cierpi z powodu mojej choroby.bo tak niestety jest ze nasi bliscy choruja razem z nami.przez dwa lata nie wychodzilam z domu a zaczelo sie tak niepozornie zemdlalam w autobusie,ale zaczelam unikac roznych miejsc bo wszedzie bylo mi slabo i tak oto zamknelam sie w domu. zanim trafilam do lekarza podjelam probe sama. najpierw powolutku na druga strone ulicy i tak malymi kroczkami zmusilam sie zeby wsiasc do samochodu. jakos musialam do tego lekarza dojechac.gdyby nie moj maz nie dalabym sobie rady. krazyl ze mna tym samochodem najpierw wkolo bloku i tak powoli po miesiacu prob udalo mi sie. pozniej juz wszystko potoczylo sie bardzo szybko. trafilam na wspanialego lekarza ktory przepisal mi leki i dal nadzieje choc uprzedzal ze to potrwa. ze potrzeba czasu. i moze mi nie uwierzycie ale po okolo dwoch miesiacach moje zycie sie odmienilo.nabralam pewnosci i wiary w siebie. postanowilam rzucic sie na gleboka wode i isc do pracy.nie moglam uwierzyc ze jeszcze przed chwila balam sie wyjsc z domu. trwalo to rok. zaczelam na nowo zyc. lepiej. ale niestety przerwalam na wlasna reke kuracje ktora powinnam dokonczyc. nie czulam sie zle bez lekow. wszystko bylo dobrze.do momentu kiedy pogorszyla sie moja sytuacja rodzinna.zostalam sama z synem. nie jest tak zle jak kiedys wychodze z domu staram sie jak tylko moge. ale czuje ze wraca. wracaja moje leki. zaczynam znow unikac autobousow itd. coraz czesciej chodze na piechote nie moge podjac teraz leczenia bo stracilam ubezpieczenie.musze pojsc do pracy zeby sie wyleczyc do konca. strasznie sie boje ale wiem ze musze dla siebie i syna.mam nadzieje ze mi sie uda !!!
~JUSTYNA napisał:16-03-2009 12:56
Widzisz Karolino ja jestem w tej samej sytuacji z ubezpieczeniem ale chce isc prywatnie do psychiatry. Mam nadzieje ze da mi lek ktory pomoze i wyjde z tego. Jestesmy prawie rowiesniczkami z tego co piszesz. Troche mnie przestraszylas tym ze piszesz ze zemdlalas w autobusie. Ja slyszalam ze te leki ze sie zemdleje tylko strasza a tu widze ze to chyba realne? Kurcze boje sie teraz.
~Aga napisał:16-03-2009 16:09
Hm, to może pomoże Wam moja dzisiejsza przygoda :)
Poszłam do dentysty i po jakimś czasie spędzonym na fotelu poczułam, że NADCHODZI (!), najpierw lekki strach, a później zaczęłam czuć jak serce przyspiesza... Już zaczęłam rozmyślać, przewidywać scenariusze, w których to zeskakuję z fotela i zaczynam popadać w panikę, już widziałam oczyma wyobraźni jak mi źle i układałam plan jak to zaraz będzie wyglądać! ALE!!
Wzięłam głębszy wdech i ...nie uwierzycie... zaczęłam liczyć lampy na suficie :)
Później zbeształąm się w myślach i wyśmiałam mój 'atak' i mówię Wam szczerze - POMOGŁO, a ja wysiedziałam dzielnie na fotelu :D
Poszłam do dentysty i po jakimś czasie spędzonym na fotelu poczułam, że NADCHODZI (!), najpierw lekki strach, a później zaczęłam czuć jak serce przyspiesza... Już zaczęłam rozmyślać, przewidywać scenariusze, w których to zeskakuję z fotela i zaczynam popadać w panikę, już widziałam oczyma wyobraźni jak mi źle i układałam plan jak to zaraz będzie wyglądać! ALE!!
Wzięłam głębszy wdech i ...nie uwierzycie... zaczęłam liczyć lampy na suficie :)
Później zbeształąm się w myślach i wyśmiałam mój 'atak' i mówię Wam szczerze - POMOGŁO, a ja wysiedziałam dzielnie na fotelu :D
~joanna napisał:16-03-2009 22:54
Justyno nie chcialam cie przestraszyc. zle to opisalam.to byl pierwszy raz kiedy zemdlalam nie z powodu nerwicy. bylam w ciazy wielu ludzi w autobusie ścisk i poprostu zrobilo mi sie slabo. ale jednak to zdarzenie utrwalilo sie w mojej glowie gdzies gleboko i malymi krokami zaczelam unikac tych wszystkich sytuacji.myslalam ze jak juz urodze mojego synka to wszystko minie powroci do normy ale tak sie nie stalo. pomogly mi bardzo leki. ale nie myslcie ze wezmiecie kilka kapsulek i to wystarczy. to jest tylko forma doraznej pomocy a tak naprawde to sami musimy walczyc. moim skromnym zdaniem to leki plus psychoterapia to najlepsze rozwiazanie. no i oczywiscie cieple slowo. najgorzej kiedy ktos tego nie rozumie. a ja jestem zdania ze jezeli ktos tego nie doswiadczyl to nie ma pojecia jak to jest. jakie to okropne uczucie. mialam kolezanke(mialam) dla ktorej to ze ja nie moge nie dam rady gdzies zrobic wypadu za miasto to byla tylko jakas wymowka. miedzy innymi tez dlatego przestalam wychodzic z domu. bo po co ? kiedy nie mozesz przejsc na druga strone ulicy. wstydzilam sie tego.mam nadzieje ze wszyscy pokonamy wreszcie nasz problem!! dzisiaj na moim koncie maly sukces.bylam dosyc daleko od domu.czulam ze juz nogi mi robia sie jak z waty juz myslalam o ucieczce tylko jak teraz sie szybko znalezc w domu bo tam jest najbezpieczniej!zadzwonilam do mamy poprosilam zeby chwile ze mna porozmawiala jedna minutka i bylo juz dobrze!! dzisiaj sie udalo !! malymi krokami do przodu .
~joanna napisał:16-03-2009 22:58
ps. super ze mozna chociaz o tym popisac !! pozdrawiam wszystkich
~JUSTYNA napisał:17-03-2009 17:47
dzięki Joanno że odpisałaś ze sprostowałaś bo zaczęłam się ponownie bać. myślę że to wszystko to nasza psychika i to że jesteśmy wpływowi na słowa innych, jak ktoś powie że np przy nerwicy boli za uchem to zaraz wszyscy z nas to maja haha śmieszne ale musimy z tym walczyć. niedługo wybieram się do psychiatry. opisze jak mi tam było. jestem z wami i wy bądźcie ze mną. pozdrawiam ciepło.
~Aga napisał:17-03-2009 19:02
Ja idę w piątek! :)
I racja to (niestety!), że jak tylko usłyszymy o jakimś objawie, to zaraz go mamy :| Lecz ten fakt także przemawia za tym, że to tylko psychika i nic więcej! :]
I racja to (niestety!), że jak tylko usłyszymy o jakimś objawie, to zaraz go mamy :| Lecz ten fakt także przemawia za tym, że to tylko psychika i nic więcej! :]
~joanna napisał:17-03-2009 21:32
zgadzam sie z tym ze to tylko nasza psychika tylko jak to przezwyciezyc!!! wszystko wydaje sie takie proste...
~JUSTYNA napisał:18-03-2009 11:50
no własnie wszystko takie proste a ja nie moge sie zmobilizowac na wizyte u psychiatry, nie wiem, czemu przeciez chce to zwalczyc a nie moge sie zdecydowac :-(
~Aga napisał:18-03-2009 17:31
Ja wiem, że to nie jest łatwe... ale jest to możliwe!
Najlepiej tak zorganizować sobie zajęcia, by czas był maksymalnie wypełniony, bo inaczej za dużo niedobrych myśli przychodzi...
Co do psychiatry - nie opieraj się! :P hehe, ja wiem, czasem tak to jest, że chcesz iść, ale... Może obawiasz się, że nie będzie umiał Ci pomóc? Ale to błędne założenię!!!! Po to właśnie są psychiatrzy, by spojrzeć na to niezależnie i dopomóc :) Więc - bez obaw!
Jeśli masz jakieś obawy, to, hm, jak wrócę z wizyty to opowiem jak było :)
Najlepiej tak zorganizować sobie zajęcia, by czas był maksymalnie wypełniony, bo inaczej za dużo niedobrych myśli przychodzi...
Co do psychiatry - nie opieraj się! :P hehe, ja wiem, czasem tak to jest, że chcesz iść, ale... Może obawiasz się, że nie będzie umiał Ci pomóc? Ale to błędne założenię!!!! Po to właśnie są psychiatrzy, by spojrzeć na to niezależnie i dopomóc :) Więc - bez obaw!
Jeśli masz jakieś obawy, to, hm, jak wrócę z wizyty to opowiem jak było :)
~JUSTYNA napisał:19-03-2009 13:02
CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ AGUŚ, ZRESZTA JAK CHCESZ TO MASZ MOJE GG TO TAM ZOSTAW WIADOMOSC ;-)
~Aga napisał:20-03-2009 17:12
Oj, z przyczyn losowych wizyta przełożona na przyszły czwartek!
~ola napisał:24-03-2009 18:04
czesc wszystkim tez cierpie na nerwice lękowa i chyba nerwice serca,serce wali i caly czas o byle co,czesto czuje lęk,boje sie wychodzic,to jest koszmar,i ciagle to serce tak szybko bije i to doprowadzqa mnie do ataku paniki,wtedy serce wali slabo mi sie robi poce sie glowa zaczyna bolec no kszmar!kto chialby o tym pogadac podaje numer gg 8388772
~ania napisał:26-03-2009 11:21
czesc. odwiedzilam ta strone, bo moje serce w tej chwili chce wyskoczyc mi z klatki. staram sie nie zwracac na nie uwagi , bo wiem, ze nie umieram. To tylko kolejny atak....
mam 35 lat. Swoja chorobé odkrylam 7 lat temu. Za namowa mojej mamy poszlam do psychiatry, ktory rozpoczal leczenie farmakologiczne. Na poczatku czulam sie okropnie, nie moglam jesc, caly czas bylam oblana zimnym potem, myslalam tylko o tym co sie ze mna dzieje. Kiedy czulam , ze juz oszalejé zaczelam podskakiwac i wlaczylam muzyke. Tanczylam godzine i poczulam sie naprawde zmeczona. Moje serce bilo szybko, ale tym razem z prawdziwego zméczenia. Po jakims czasie poczulam odprezenie. Zapisalam sie na kurs aerobiku i po miesiacu czulam dobrze, leki zaczely dzialac, a ja dotykalam nieba. Czulam sie coraz lepiej i lepiej i bylam przekonana, ze nie potrzebuje tabletek. Na swoim haju poznalam swoja milosc i przez rok bylo cudownie. Moze nie ze wszystkim, bo jak zawsze sa drobne dziadostwa dnia codziennego, ktore zawsze moga lekko zesloscic, ale nie wywolywaly poczucia leku. Po dwoch latach wszystko wrocilo, natrectwa mysli , leki o wszystko i starch przed wszystkimi. zaczela sie ucieczka w samego siebie. jedyne co jeszcze moglam robic to uprawiac ruch,spacery, plywanie. Jednak czulam ze mimo staran trace kontrole. Znowu odwiedzilam doktora i zaczelam leczenie. Moja milosc nie wytrzymala mojego zbyt dlugiego powrotu do zdrowia, za co go nie winie. Jednak wydarzenie to nie dalo mi szansy na szybki rezultat tabletek. Ciezko bylo, ale po malu do przodu. Musialam wyjechac z kraju i zmienic otoczenie. Typowa emigracja. Na poczatku nie bylo zle, wiec znow podjelam decyzje o odstawieniu lekow. Teraz nie biore trzeci miesiac i ataki paniki wrocily. Nic mi sie nie chce. Do wszystkiego musze zmuszac,bleeee....to jest straszne uczucie,sami wiecie. Czy mam znowu wrocic do lekow? Zobaczymy, bo wlasnie teraz uswiadomilam sobie , ze moje serce juz nie bije tak szybko:) dzieki za wysluchanie i trzymajmy sie dzielnie
mam 35 lat. Swoja chorobé odkrylam 7 lat temu. Za namowa mojej mamy poszlam do psychiatry, ktory rozpoczal leczenie farmakologiczne. Na poczatku czulam sie okropnie, nie moglam jesc, caly czas bylam oblana zimnym potem, myslalam tylko o tym co sie ze mna dzieje. Kiedy czulam , ze juz oszalejé zaczelam podskakiwac i wlaczylam muzyke. Tanczylam godzine i poczulam sie naprawde zmeczona. Moje serce bilo szybko, ale tym razem z prawdziwego zméczenia. Po jakims czasie poczulam odprezenie. Zapisalam sie na kurs aerobiku i po miesiacu czulam dobrze, leki zaczely dzialac, a ja dotykalam nieba. Czulam sie coraz lepiej i lepiej i bylam przekonana, ze nie potrzebuje tabletek. Na swoim haju poznalam swoja milosc i przez rok bylo cudownie. Moze nie ze wszystkim, bo jak zawsze sa drobne dziadostwa dnia codziennego, ktore zawsze moga lekko zesloscic, ale nie wywolywaly poczucia leku. Po dwoch latach wszystko wrocilo, natrectwa mysli , leki o wszystko i starch przed wszystkimi. zaczela sie ucieczka w samego siebie. jedyne co jeszcze moglam robic to uprawiac ruch,spacery, plywanie. Jednak czulam ze mimo staran trace kontrole. Znowu odwiedzilam doktora i zaczelam leczenie. Moja milosc nie wytrzymala mojego zbyt dlugiego powrotu do zdrowia, za co go nie winie. Jednak wydarzenie to nie dalo mi szansy na szybki rezultat tabletek. Ciezko bylo, ale po malu do przodu. Musialam wyjechac z kraju i zmienic otoczenie. Typowa emigracja. Na poczatku nie bylo zle, wiec znow podjelam decyzje o odstawieniu lekow. Teraz nie biore trzeci miesiac i ataki paniki wrocily. Nic mi sie nie chce. Do wszystkiego musze zmuszac,bleeee....to jest straszne uczucie,sami wiecie. Czy mam znowu wrocic do lekow? Zobaczymy, bo wlasnie teraz uswiadomilam sobie , ze moje serce juz nie bije tak szybko:) dzieki za wysluchanie i trzymajmy sie dzielnie
~JUSTYNA napisał:26-03-2009 15:45
ja myśle ze o odstawieniu lekow powinien zadecydowac lekarz a nie ty sama. widzisz ze po kilku juz odstawieniach samemu to powraca ;-/
~ewusienka napisał:27-03-2009 14:42
Witam was mam 19 lat i od paru miesiecy,mam nerwice lekowa czasami boje sie zasnac bo mam wrazenie ze juz sie nieobudze najlepiej o tym niemyslec ale czasem sie nieda serce przyspiesza i czlowiek panikuje i sobie wmawia to straszne uczucie i wiem jak to jest bo przez to przechodze dzien w dzien sie boje ze mi sie cis stanie:(
~JUSTYNA napisał:28-03-2009 11:33
NO TAK LĘK RODZI LĘK I DLATEGO MUSIMY SIĘ CZYMŚ ZAJMOWAĆ ŻEBY O TYM NIE MYŚLEĆ. DUŻO OBOWIĄZKÓW PODOBNO POMAGA CHODŹ NIE ZAWSZE SIĘ CHCE COŚ ROBIĆ. WIEM SAMA PO SOBIE. ALE NIESTETY ALBO SIĘ BIERZEMY ZA ROBOTĘ ALBO SIEDZIMY W FOTELU I SIĘ BOIMY I WSŁUCHUJEMY W BICIE SERCA. PODOBNO JAK TAK SERCE WALKI DOBRZE JEST WŁAŚNIE ROBIĆ COŚ CIĘŻKIEGO ŻEBY NAPRAWDĘ SIĘ ZMĘCZYĆ ONO TEZ SIĘ USPOKOI :-)NO TO CO PRÓBUJEMY?
~Aga napisał:29-03-2009 17:41
Eh, ja mam od kilku dni podły nastrój... nie wiem czy mnie te zmiany pogody przygnębiają czy coś innego... Czuję każdego dnia jak moja nerwica próbuje przejąć kontrolę, ale nie daję się i staram się trzymać ją w ryzach... Choć czasami to takie trudne...
Wrcam do zastanawiania się, czy to na pewno nerwica, budzę się z myślami - czy dziś znowu coś mi będzie, czy może będzie ok... Okropne!
Ale staram sie, może już niedługo znowu przyjdą te lepsze dni i nabiorę nieco nowych sił :]
Wrcam do zastanawiania się, czy to na pewno nerwica, budzę się z myślami - czy dziś znowu coś mi będzie, czy może będzie ok... Okropne!
Ale staram sie, może już niedługo znowu przyjdą te lepsze dni i nabiorę nieco nowych sił :]
~JUSTYNA napisał:30-03-2009 10:52
Ja mam to samo co Ty Aguś. Niby już mi lepiej a jednak jakby się to cofało. Może by tak jednak pójść do specjalisty a nie czekać na cud? Zastanawiam się i myślę o tym coraz częściej.
~Aga napisał:30-03-2009 13:00
Przyznam się szczerze, że mi się nie chce iść do lekarza ^^ Oczywiście jak czuję się gorzej nieco, to od razu nabieram chęci, ale później jest dobrze i mi przechodzi ochota :)
Ja mam jeszcze ten problem, że kardiolog podejrzewa u mnie wpw :| (poza nerwicą, którą ewidentnie mam) ...mam jednak nadzieję, że wstępna diagnoza się nie potwierdzi...
Ja mam jeszcze ten problem, że kardiolog podejrzewa u mnie wpw :| (poza nerwicą, którą ewidentnie mam) ...mam jednak nadzieję, że wstępna diagnoza się nie potwierdzi...
~gosia napisał:31-03-2009 14:49
Witam wszystkich! Mnie niestety tez sie czepilo to paskudztwo kilka lat temu. Nauczylam sie jednak z tym zyc. Kiedy tylko czuje, ze zaczyna sie cos dziac, zajmuje sie czyms, wychodze na swieze powietrze, biegam i wszystko ustepuje. Najgorsze co mozna zrobic w momentach, kiedy ogarnia nas lek, to siasc i skupic sie na sobie, zaczac analizowac wszystkie objawy. To niczego nie daje a wzmaga tylko strach. Lek budzi lek i tak powstaje bledne kolo. Setki razy balam sie wyjsc na ulice w obawie ze cos mi sie stanie, ze zemdleje, ze nie wroce do domu. Kolatanie serca, rece odmawiajace posluszenstwa, ciezkie nogi, siodme poty, szum w glowie, tysiace mysli i pytan na ktore nie moge znalezc odpowiedzi. Z tym potrafie juz sobie radzic. Ale od kilku dni mam dziwne klucie w nogach i ramionach. Znow zaczynam sie zastanwiac, czy to tylko nerwobole czy cos powazniejszego. Chce przestac sie w koncu bac!!!
~JUSTYNA napisał:01-04-2009 10:23
JA W OGÓLE NIE DOPUSZCZAM MYŚLI ZE MOGŁABYM Z TYM ŻYĆ CAŁY CZAS. CAŁY CZAS WIERZE ZE TO PRZEJDZIE JAK DŁUGOTRWAŁA GRYPA. WCZORAJ MIMO PODNIESIONEGO CIŚNIENIA I LĘKU KTÓRY PO DŁUŻSZYM CZASIE MNIE DOPADŁ (UCZUCIE SŁABOŚCI, ZAWROTY GŁOWY) WIECZOREM WRZUCAŁAM DRZEWO DO PIWNICY WIEC DAŁAM RADE A JAK PRZY ODPOCZYNKU SŁYSZAŁAM SWOJE GLOOOOŚNE BICIE SERCA TO PODSKAKIWAŁAM JAK PRZY ROZGRZEWCE ;-) DAŁAM RADE, CO PRAWDA POTEM BOLAŁ MNIE BRZUCH BARDZO MOCNO ALE MOŻE TO OD TEGO ZE SIĘ OSZCZĘDZAM PRZED CIĘŻKIMI ROBOTAMI W OBAWIE O CIŚNIENIE I MAM MAŁO RUCHU, ALE WZIĘŁAM NOSPE I PRZESZŁO. NOC SPOKOJNIE PRZESPAŁAM I ZOBACZYMY JAK BĘDZIE DZIŚ. AHA NO I BYŁAM TEZ PO AUTO Z 3 ULICE DALEJ OD MOJEGO MIEJSCA ZAMIESZKANIA BO ZGASŁO I TAM ZOSTAWIŁ JE MÓJ NARZECZONY I POTEM POSZŁAM PO NIE CO PRAWDA NIE SAMA BO Z NIM ALE SAMA ZAPROPONOWAŁAM CZY MOGĘ Z NIM IŚĆ I ODWAŻYŁAM SIĘ WYJŚĆ. ALE JEDNO MNIE NURTUJE: CZY DAM RADĘ PÓJŚĆ Z PALMĄ DO KOŚCIOŁA W NIEDZIELE ;-(
~iwona napisał:01-04-2009 22:11
Witam Was wszystkich cieplutko.Jak to dobrze spotkać bratnie dusze na tym forum,a już myślałam,że jestem sama ze swoim problemem.
~JUSTYNA napisał:02-04-2009 10:17
TAKICH OSÓB JAK MY JEST MNÓSTWO TYLKO O TYM SIĘ NIE MÓWI BO LUDZIE SIĘ WSTYDZĄ ;-) A NIE POTRZEBNIE BO TO ZYCIE SAMO ZYCIE KOCHANI. TO JEST JUŻ UWAŻANE ZA CHOROBĘ SPOŁECZNA ;-) ŻYCZĘ WSZYSTKIM ZDRÓWKA ;-D
~BS napisał:05-04-2009 20:12
ja choruję na depresję i ataki paniki od 2 lat. poprzedni rok to koszmar, niewiele pamiętam-wymioty, omdlenia, strach i zero życia. od zimy było lepiej, ale pteraz jakby znowu wraca. lekarz powiedzial, że wiosna to najgorszy czas dla lęków i depresji. tym się pocieszam. bo życie z depresją i lękiem to nie życie.
~JUSTYNA napisał:06-04-2009 10:07
u mnie widać wiosna działa na odwrót, wszystko jakby odchodziło ode mnie ;-D
~dlaczego napisał:25-04-2009 21:46
nie wiem czy mam nerwice lekowa ale jak czytam to co piszecie to objawy podobne. mam 17 lat i nie wiem co robic. nie chce zeby tak mi sie dzialo. chodzilam do gimnazjum i bylo cudownie zawsze pelen luz wszystko ok nic sie nie dzialo :) ale od kiedy poszlam do liceum jest cos nie tak co mnie martwi :( drza mi rece ogolnie cale cialo, jest mi slabo, serce wali jak oszalale i takie dziwne uczucie tak jakby krecilo sie w glowie ale nie kreci takie bujanie, rozkojarzenie, ogolnie jak ide to tak dziwnie) nie potrafie nawet tego okreslic .. dzieje mi sie to przewaznie w szkole ale nie wiem dlaczego. mamy niefajna pania z matematyki ktora moze i jest ok ale emanuje strachem jak sie na nia spojrzy to nie popatrzy sie za dlugo. poczatkowo tylko w szkole tak mialam i przewaznie na matmie ale potem przechodzilo i super :) ostatnio nawet wcale caly czas dobrze. ale pewnego razu znowu i trzyma juz z tydzin i nie chce przejsc nawet w domu czasem nieciekawie. jak piszecie to dzieje sie to wam pare razy w miesiacu i np w nocy a ja nie wiem kiedy mam sie tego spodziewac moze mnie dopasc w kazdej chwili ale nie chce tego uczucia. to jest strszne. nie chce chodzic do skzoly, nie chce nawet isc na dwor najlepiej siedziec w domu, bo jak mi sie cos stanie, jak zle sie poczuje to co wtedy ? caly czas kraza w glowie mi te pytania. to jest strach? lek? boje sie gdzies isc sama, z kims tez niezbyt ale juz lepiej. nie wiem o co chodzi. czasem, nawet czesto mysle ze lepiej umrzec, bo po co cierpiec to jest okropne. tego nie bo jak cos sie stanie tamtego tez bo jak .. i caly czas to samo. nie chce tak zyc. chce by bylo jak za czasow gimnazjum dobrze zeby nic sie nie dzialo. zadajac sobie ciagle to samo pytanie: "dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkalo? Boze co zrobilam?" pytam wszystkich: DA SIĘ TO WYLECZYĆ ?? DO KOŃCA, NA ZAWSZE ??
~JUSTYNA napisał:27-04-2009 10:16
cześć. da sie to wyleczyć tylko potrzeba natychmiastowej reakcji, chęci pomocy sobie i pójścia do specjalisty. nie panikuj bo może okazać się ze to co przeczytałaś to bierzesz to na siebie ze właśnie to ci dolega.czasem takie objawy to tarczyca. radze ci iść do lekarza rodzinnego a on pokieruje cie dalej ale zacznie od wyników żeby sprawdzić czy nie masz nadczynności tarczycy wiec wyniki będą na 100% i nie zwlekaj jak my tu co niektórzy bo tylko się meczymy. lepiej od razu a krócej będziesz się męczyć i wrócisz do normalnego życia. a to czego się boisz to [przeciwstawiaj się temu rób jakby swojemu mózgowi na przekór coś w stylu "a właśnie że ci pokaże że jest inaczej" bo to on tak nami kieruje, wiem ze to ciężkie ale właśnie każdy z nas tak nad sobą pracuje żeby żyć w miare normalnie mimo brania leków. pozdrawiam życzę słusznej decyzji, pisz jak i co z toba dalej.
~petra napisał:27-04-2009 15:04
No,coz nie bede powielac opowiesci o atakach paniki,u mnie wygladaja one podobnie jak u wiekszosci...Co niektorym, zwlaszcza tym,ktorym tak serducho wali i maja problem z zasypianiem na pewno pomoze PERSEN.Bez recepty,na bazie ziol i bardzo,bardzo skuteczny!To dzieki niemu moje serducho sie uspokoilo.Mam natomiast problem z uspokojeniem zoladka...Podczas atakow dostaje skurczy powodujacych biegunke(tez fajnie;)jest mi tez nie dobrze,ale jak dotad nie wymiotowalam.Trzesace sie niedoopanowania cialo i szczekoscisk.Czyli standard.Przeszlam wszelkie badania i co...nic,jestem zdrowa jak ryba.Tylko te pieprzone jazdy.Oczywiscie w nocy!Gdyby jeszcze byl jakis powod,a tu ustabilizowane zycie,zdrowe odzywianie,szczesliwa milosc,brak finansowych problemow.SKAD TA NERWICA?a z przeszlosci,bo nie zawsze bylo tak rozowo,ale wtedy bylam zbyt zajeta walka o przetrwanie....wiec odezwalo sie pozniej,zeby uprzykrzyc mi to nad czym tak ciezko pracowalam!
~dlaczego napisał:27-04-2009 15:38
no ide dzisiaj do lekarza takiego od serca i zobaczymy co dalej ... wspolczuje wszystkim bardzo i nikomu tego nie zycze ... ale co tam bedzie dobrze ;) nie damy sie pokonac !
~JUSTYNA napisał:28-04-2009 10:56
I bardzo dobrze że idziesz do kardiologa. Tam pewnie wyjdzie ci tachykardia jak mi na ekg. Czyli szybsze bicie serca, i wtedy np ja dostałam bisocard na przyblokowanie go. Czyli zmniejsza się puls i ciśnienie które tez rosnie od tak samo z siebie. A tak w ogóle to chyba jednak poszukam sobie specjalisty tzn psychiatrę tylko nie wiem czy kobietę czy faceta , które lepiej zrozumie mnie kobietę? A dlatego ze od wczoraj mam znów jazdy jak wy to określacie. Biegunka, niepokój, lekkie duszności, cos mnie pokluwa w lewej piersi, lekkie zawroty glowy wszystko to co dalo mi spokoj na prawie 2 miechy jakby znow wraca mimo brania leku zomiren i bellergot. Sama nie wiem o co chodzi ;-(
~dlaczego napisał:30-04-2009 11:55
nie wiem ale chyba to jednak nie jest nerwica lękowa ale nie wiem na 100% na razie lekarz dał mi propranolol który jest świetny. będę miała badanie (holter na serce i takie różne) i zobaczymy a jak wszystko ok to tomografię głowy .. więc zobaczymy.
a Ty Justyna powinnaś znależć kobietę tak mi się wydaje ale jak już chcesz ...
a Ty Justyna powinnaś znależć kobietę tak mi się wydaje ale jak już chcesz ...
~JUSTYNA napisał:30-04-2009 14:01
propanolol widze dostaje kazdy u kogo jest stwierdzona nerwica lekowa lub jej podejrzenie. ja mam go wykupiony lecz ani razu nie wziety bo sie boje tego co jest napisane w ulotce, chociaz widze ze ci co go biora sa zadowoleni. dlatego ja biore inny lek po ktory wrocilam do lekarza bo propanololu sie balam ;-/. a co do lekarza ~dlaczego: u mnie w miescie sa zle opinie o kobietach psychiatrach, jeden lekarz najlepszy to facet dlatego mam dylemat ;-/ a jak kazał ci dawkowac ten propanolol? bo mi jak przepisywal to 3 razy dziennie po 1 tabletce.
~grgrgr napisał:01-05-2009 04:16
mam te nerwice i wiecie co pierdole ja jak mi sie zdaje ze umre zaczynam w cos grac : d o kurwa hehe
wiecie ze wtedy ta kurwa o mnie zapomina :>
nawet jak teraz pisze to ją pierdole pisze=zyje
i co nerwica poszla sie jebac
dobranoc
nie umrzecie do rana dopiero na starosc :>
wiecie ze wtedy ta kurwa o mnie zapomina :>
nawet jak teraz pisze to ją pierdole pisze=zyje
i co nerwica poszla sie jebac
dobranoc
nie umrzecie do rana dopiero na starosc :>
~marek1974 napisał:01-05-2009 21:55
dziękuję bogu za internet mam go dopiero 2dni i trafiłem na tą stronę czytam o nerwicy i problemach innych i czasem jak obym to ja pisał u mnie stwierdzono nerwicę 2miesiące temu zaczęło się po ostrym imprezowaniu rano poczułem ból w klatce piersiowej i nagły atak lęku ,pogotowie szpital myślałem ,że zawał ,badania serca wszystko dobrze do domu leki i żadnej poprawy jeszcze gorzej odstawiłem leki kupiłem żonie rower a córuni fotelik jezdzimy na wycieczki staram się myśleć pozytywnie jest coraz lepiej martwię się o córkę ale to ona dodaję mi sił pozdrawiam was wszysdtkich
~marcin j 28 lat napisał:03-05-2009 13:00
witam wszystkich prawie pol roku temu tez mialem taki napad,tyle ze wczesniej troszke popileml,pojechalem na pogotowie zrobili mi badania i nic nie wykazalo wiec poszedlem do gastrologa,Po gastroskopi okazalo sie ze mam tylko zaczerwieniony zaladek i malo przepuklinke,myslalem ze dieta mi pomoze ale nic z tego,wiec pojechalem jescze raz na pogotowie do cook county w chicago tam mi zrobili prawie wszystko.Wyniki byly bardzo dobre tylko wykazlo ze mam wysoki poziom kwasow w zoladku,zaczelem brac nexium i przeszlo mi na jakis czas.4 dni temu wrocilo to samo mialem napad rano szybkie kolatanie serca strach zimno bol glowy,boje sie ze umre,boje sie sam przebywac gdzies i non stop mysle i prawie wogole nie spie bo sie boje.Nie wiem co mam zrobic ze soba czy mam se kupic jakies tabletki przeciwnerwowe czy mam naprawde chory zoladek czy to jest nerwica?Mialem zawsze problemy z zoladkiem ale teraz to sam nie wiem co sie dzieje boje sie ze umre i moje zycie zmienilo sie strasznie.Od kiedy pamietam to mialem takie bole kiedy tylko wypilem,bole pod klatka piersiowa kolatanie serca(przyspieszone bicie serca)i straszny lek.ale pzrechodzilo mi to.teraz mam to non stop i ciagle mysle o tym.napiszcie prosze czy moze mi cos pomoc czy mam zaczac brac tabletki przeciwnerwowe?
~JUSTYNA napisał:03-05-2009 13:35
kup sobie tabletki na stres i zobaczysz czy ci pomogą. polecam kalms mi na poczatku pomagały teraz mam inne i tez skuteczne w miare ale wiele zalezy od nas samych. odrzuc kawe i alkohol i zobaczysz ze bedzie lepiej bo nie bedzie cie nic pobudzac. pisz co i jak u ciebie dalej.pozdro
~marcin j 28 lat napisał:03-05-2009 16:13
caly czas mnie boli a alkoholu i kawy nie pije wogule,sprobuje zjesc cos i wezme ralanium jak nie pomoze to znow jade na pogotowie i bede sie zwijal i niech mnie przeswietla.Kiedys mnie pobolewalo i przestawalo a teraz jest ciagly bol non stop i kucie palenie pod klatka.dziekuje ze odpisalas napisze moze jutro jak bedzie mi lepiej lub gorzej jak masz ochote pisz na maila... mjasio@yahoo.com
~dlaczego napisał:03-05-2009 18:55
no ja mam zalecone że 2 razy dziennie ten propanolol rano i wieczorem .. JUSTYNA nie masz się czego bać. on jest ok. serio. na poczatku gdy przeczytalam skutki uboczne to ;o ale w sumie zdarzają się rzadko prawie wogóle. a jeśli chodzi o lekarza to nadal uważam że kobieta lepsza no ale jak sobie chcesz.
i jeszcze ja w przeciwieństwie do Was nie boje się umrzeć tzn. nie w 100% bo nie wiem co jest potem ale na pewno nie boję się zasypiać wręcz chcę. nie lubię się budzić.
i jeszcze ja w przeciwieństwie do Was nie boje się umrzeć tzn. nie w 100% bo nie wiem co jest potem ale na pewno nie boję się zasypiać wręcz chcę. nie lubię się budzić.
~JUSTYNA napisał:03-05-2009 20:38
ja też nie boje sie spac. lubie spac bo odpoczywam ;-D
~JUSTYNA napisał:03-05-2009 20:40
Marcin a może Ty masz refluks żoładka?
~marcin j 28lat napisał:04-05-2009 05:46
to tez mam wracaja mi sie kwasy do przelyku.kupilem dzis leki przeciwnerwowe(ziolowe)i troszke mi lepiej mam nadzieje ze to poprostu nerwy i mi niedlugo przejdzie.pozdrawiam wszystkich i dziekuje
~dlaczego napisał:20-05-2009 19:48
no i jak tam u Was? ja badania robie. jeju jak długo trzeba czekać na wyniki ..
~silia napisał:21-05-2009 14:19
13 lat temu miałam wypadek samochodowy,kilkakrotne dachowanie nikomu na szczęście nic się nie stało...tak przynajmniej myslalam wtedy.2 lata później w pracy zaczęło mną telepać,serce waliło,nogi jak z waty wrażenie,że umieram...no i się zaczęło lekarz badania ekg wszystko w normie,dostałam skierowanie do psychiatry-nie poszłam no bo jak to ja i problemy psychiczne.Po jakimś czasie zakochałam się w moim obecnym mężu i ataki nerwicy ustały na kila lat,czułam się szczęśliwa i miałam poczucie bezpieczeństwa.2 ciąże bez problemu,dzieci,obowiązki itd pełnia szczęścia.4 lata temu mąz wyjechał do pracy za granicę,pierwsze 2 lata ok,później krótsze lub dłuższe okresy depresji w obecnej chwili nigdzie bym nie wychodziła,ludzi mogę oglądać tylko w tv i to nie zawsze,lęk przed wyjściem,przed zostaniem samej w domu,przed kontaktem z ludźmi i ta nieuzasadniona obawa,że smierc czycha na mnie za każdym zakretem.3 tyg. temu nocny atak paniki,lekarz ekg wszystko ok dostałam Afobam i Asertin 50 mam brać ale znowu blokada brac czy nie brać bo skoro tyle czasu jakoś daje radę...tylko co z komfortem życia,nie pamietam juz czasu kiedy byłam tak naprawde szczęsliwa bo przecież moje dzieci zasługują żeby mieć szcęśliwą i zadowolona mamę,gdyby nie One nie ruszałabym sie nawet z łózka.Dzisiaj w nocy kolejny atak,nerwosol + głębokie oddechy przeszło,od rana meliska + mój przyjaciel nerwosol i jakoś się toczy...chyba od jutra zaczne brac Asertin 50...chyba
=
=
~Mikiss napisał:23-05-2009 00:45
Wiem że nie tylko ja cierpię z powodu lęku przed chorobą psychiczną np.schizofrenia ale ten lęk wydaje mi się bardzo trudny do przejścia pokonania..Ciężko mi się z tym żyje!Jak wy sobie radzicie..?
~Robert Kalisz napisał:24-05-2009 10:31
Witam! mam 17 lat... Moje problemy z nerwicami rozpoczęły się w podstawówce gdy zostałem pobity... Wtedy to przestałem na jakis czas chodzic do szkoły .... poszedłem do psychologów , ale trafiłem na jakis konowałów ,bałem sie jescze bardziej - że mam jaką horobe psychiczną. powiem wam że trzeba trafić na dobrego psychologa... Po jakims czasie siedzenia w domu stopniowo czułem sie coraz lepiej. I leki jakos zanikły.. Kolejne ataki miałem w gimnazjum... ale wtedy wraz z moim ojcem pojechaliśmy do świetnego psychologa... I dzięki niemu stanąłem na nogi, i zaczełem żyć normalnie po krótkim czasie terapii. Po wizytach czułem sie pewny siebie jak nigdy... i tak az do tej pory gdy znowu sie wszystko zaczeło Pierwszy atak leku miałem w grudniu , ale dzieki modlitwie cudownie mi to przeszło po 4 dniach i moglem wrocic do szkoly... Tym razem to juz nie tylko lek ale takie objawy jak : bardzo sszybkie bicie serca, ciśnienie nawet 150 i powyżej, drgawki dusznoście i suchoście w gardle... Dzieje sie to gdy jestem w miejscu gdy jest duzo ludzi , bo gdy jestem sam nie mam takich objawów... Poprostu nie moge wysiedziec na lekcji, najchętniej bym uciekł... A NAJGORSZE jest to ze musze zakończyć ten rok i nie wiem jak to zrobie;/ A rodzice mnie na siłe wysyłaja do szkoły...;(((
~Bengaly napisał:25-05-2009 19:36
W początkowych etapach tej dolegliwości proponuję muzykę relaksacyjną (co kto lubi), ćwiczenia Tai chi, częsty basen itp. Jeśli chodzi o leki można wcierać sobie Amol w miejsca nerwobóli lub zażywać Hydroxyzynę
~Ł.K napisał:01-06-2009 18:58
a u mnie zaczęło się prawie 4 lata temu. od wizyty w parku wodnym. zjezdzajac rura nagle zaczelo mi sie wydawac ze sie utopie lub udusze ale szybko o tym zapomnialem i zgonilem na palenie. bylem zawsze wrazliwy ale takze odwazny byly plany kursu spadochronowego,bungee itd...potem doszedl zwiazek z osoba uzalezniona od alkoholu.pol roku libacji poprzedzonych zrywaniem co tydzien jak male dzieci.wtedy zaczal sie koszmar.nie moglem zupelnie nigdzie wyjsc bo drzalem caly jak galareta. wiadomo ze bylo to widac a to jeszcze bardziej nakrecalo, co pomysla o mnie obcy ludzie itd (a teraz sobie mysle a g...ich to obchodzi!) szukalem pomocy wsrod znajomych, ale kazdy zganial na alkohol. potem doszedl nazwe to objaw-zamiennik. zamiast drgawek uczucie ze cis stoi mi w gardle i ze zaraz sie udlawie. po bardzo szybkim czasie zaczalem sie poddawac...zostawilem szkole. zaczalem wychodzic z domu tylko po zmroku bo o dziwo wtedy nie bylo objawow no i nadmierne imprezowanie zalewajac smutki po patologicznym i szczeniackim zwiazku. 2 lata temu poszedlem do psychiatry bo widzialem ze innej rady juz nie ma. ten oczywiscie szukal u mnie schizofrenii a ja w trakcie napadow tych drgawek nie czulem nigdy zadnego strachu ani tym bardziej czegos innego. przepisal pernazyne i asentre. do dupy. nic to nie dalo wiec wrocilem do sprawdzonego lekarstwa - alkoholu.rok temu poznalem cudowna osobe z bogata wiedza o psychologii. odzyskiwalem wiare w siebie i przedewszystkim ochote by zaczac profesjonalnie z tym walczyc. ale los chcial ze tydzien pozniej przyszlo wezwanie do wojska.i znow alkohol bo opierajac sie na swoich pogladach powiedzialem sobie ze zywego mnie na pewno nie dostana.wystarczylo pol roku po drodze pare porazek ktore uwazalem za gigantyczne az trzeba bylo sobie powiedziec ze jest sie alkoholikiem. gdy byly napady to szybko do sklepu po piwo i wszystko mijalo. pol roku temu po 3 dniowym piciu znowu objawy nerwicy lekowej.zawroty glowy,okropne dusznosci,tetno 160 i wrazenie jakbym co mikrosekunde mdlal i odzyskiwal przytomnosc.przyjechalo pogotowie,zgodzilem sie na detoks nie bylo tak zle.bralem leki ktore mi tam przepisali ale nie mialem sily walczyc z biurokracja w wojsku i caly czas ten paniczny lek nawet przy tym ich neurotopie i pernazynie ktora naprawde nic mi nie dawala poza biegunka...leki sie skonczyly i bylo...dziwnie. kolejny atak byl najslilniejszy w moim zyciu. mialem bardzo stresujaca sytuacje w domu i przez nia 3godziny tachykardii. musialem potem wyjsc po papierosy i gdy szedlem nagle poczulem straszny gorac w klatce a potem niemal natychmiast przeogromny paralizujacy strach ze nie moge nigdzie isc bo nie dojde ani do sklepu ani do domu pojawiala sie mysl zeby biec ale wiedzialem ze nie mam na to sily.wzialem sie wtedy jakims cudem w garsc.nie zatrzymalem sie tylko zaczalem sie modlic mimo ze caly czas byly te objawy skupialem sie na modlitwie idac szybko do sklepu a potem szybko do domu. prawdziwy horror. przez ta akcje juz wogole nie jezdze nigdzie zbyt daleko od domu bo boje sie ze znowu mnie napadnie. po tej akcji upadlem na zdrowiu spadlo mi okropnie cisnienie potem atak opryszczki na koniec problemy po antybiotykoterapii.trafilem do kardiologa. od stycznia biore bisocard,kaldyum i clonazepamum w malych dawkach.mam juz termin na psychoterapie bo widze ze clonazepam juz prawie wogole na mnie nie dziala...wiadomo benzodiazepimy sa dobre ale na chwile a potem uzalezniaja. Bylem kiedys taka dusza towarzystwa a dzis...sam w czterech scianach,bez znajomych, uwieziony jak w klatce a taka piekna pogoda...Trzymajcie sie cieplo ja wierze ze psychoterapia dziala cuda!!
~JUSTYNA napisał:02-06-2009 18:52
JA TEZ BIORĘ BISOCARD BO MI CIŚNIENIE ROŚNIE OD TEJ NERWICY, I TEZ WYDAJE MI SIĘ ZE IM BLIŻEJ NOCY TYM MNIEJ SIĘ BOJE. ALE DO SPECJALISTY NADAL NIE POSZŁAM;-)
~Ł.K napisał:02-06-2009 22:23
ja właśnie mam ostry lęk bo zmienili opakowanie clonazepamu porównałem skład i wszystko ze starym opakowaniem i sie zgadza poza paroma składnikami pomocniczymi...ale i tak mi sie wkręca, że zaraz coś mi sie stanie. pech chciał, że wysłałem wczoraj matke do apteki po to no i mam niepewność. Dzwoniłem nawet do Polfy Tarchomin ale oczywiście nikt nie odebrał:) hehe tak czuje, że jak ktoś z boku by stał i wiedział czego ja sie teraz boje to by wybuchnał śmiechem...i mam nadzieje, że ja kiedyś sam będe sie z tej nerwicy śmiał jak z wielu rzeczy, które kiedyś tak bardzo przeżywałem:)
~JUSTYNA napisał:03-06-2009 10:29
JA TEŻ MAM TAKA NADZIEJĘ I NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ KIEDY TO NASTĄPI ;-D
~Nati napisał:04-06-2009 12:30
Witam wszystkich!!!
Ja choruję na nerwicę serca i lękową od 2,5 lat.Miałam już wszystkie możliwe objawy od tachykardii do dodatkowych skurczy.Nie mogłam spać w nocy,serce cały czas mi kołatało.Cały czas brałam Lexotan na lęki.Schudłam 10 kg.Wogóle z domu nie wychodziłam.Bylam dwa razy w szpitalu bo miałam ataki paniki w nocy, zdawało mi się że zaraz umrę.Rodzice juz nie wiedzieli co robić.Na szczęcie trafiłam na dobrego kardiologa który znał się na rzeczy gdyż o dziwo jego córka też tak miała.Przepisał leki betabloker i antydepresant Zoloft i doraźnie Lexotan i po tygodniu było lepiej.To co przeżyłam to był najgorszy koszmar.Nikomu tego nie życzę.Mimo upływu tych 2 lat ciąglego brania leków czasami też czuję się źle.Chciałabym Was zapytać jak jest z Waszym samopoczuciem rano?Bo ja czuję się źle,jest mi słabo,drżą mi ręce natomiast wieczorem czuję się jak nowo narodzona.Ale w podświadomości cały czas mam lęk i niekiedy czuję się taka spięta i to bez powodu.Kurczę czy my się tego cholerstwa kiedyś wyzwolimy???
Ja choruję na nerwicę serca i lękową od 2,5 lat.Miałam już wszystkie możliwe objawy od tachykardii do dodatkowych skurczy.Nie mogłam spać w nocy,serce cały czas mi kołatało.Cały czas brałam Lexotan na lęki.Schudłam 10 kg.Wogóle z domu nie wychodziłam.Bylam dwa razy w szpitalu bo miałam ataki paniki w nocy, zdawało mi się że zaraz umrę.Rodzice juz nie wiedzieli co robić.Na szczęcie trafiłam na dobrego kardiologa który znał się na rzeczy gdyż o dziwo jego córka też tak miała.Przepisał leki betabloker i antydepresant Zoloft i doraźnie Lexotan i po tygodniu było lepiej.To co przeżyłam to był najgorszy koszmar.Nikomu tego nie życzę.Mimo upływu tych 2 lat ciąglego brania leków czasami też czuję się źle.Chciałabym Was zapytać jak jest z Waszym samopoczuciem rano?Bo ja czuję się źle,jest mi słabo,drżą mi ręce natomiast wieczorem czuję się jak nowo narodzona.Ale w podświadomości cały czas mam lęk i niekiedy czuję się taka spięta i to bez powodu.Kurczę czy my się tego cholerstwa kiedyś wyzwolimy???
~Ł.K napisał:04-06-2009 20:27
Rano to zależy jak się wyspię:) Raz tak a raz tak...generalnie zaczynam dzień od dwóch kaw i od kompa bo grafika kopmuterowa daje mi wytchnienie. Głównie to odkąd sa te zmiany pogody w Krakowie tzn raz pochmurno raz slonecznie raz burze itp to jestem okropnie rozdrazniony. U mnie potrafi wszystko zalezec od tego co np snilo mi sie w nocy...to potrafi miec wplyw na caly moj dzien. Im blizej wieczora to wiadomo ze coraz lepiej poniekad pewnie dlatego ze wiem, ze juz niedlugo sie poloze i slodko sobie zasne, jak sie pojawia obawa ze wstane z jakims atakiem w nocy to szybko wypieram to z glowy i jakos mi sie udaje. Dzieki Bogu nie mieszkam sam bo wtedy bym nie wyrobil...A co do szpitali to bylas w psychiatryku? Mnie niby wzieli na ta detoksyzacje, trzymali 10dni mimo ze po 3dniach jak odstawili mi ich "cudowne leki" dobrze sie czulem i myslalem ze tam zwariuje...nie wiem jak jest w innych miastach ale glowny psychiatryk w krakowie jest chyba stworzony tylko po to zeby sie rozchorowac jeszcze bardziej...Wyzdrowiec to mozna, ale w miejscu gdzie czlowiek czuje sie najbezpieczniej...w takiej wlasnej kolebce:)
~Nati napisał:05-06-2009 10:33
Nie byłam w psychiatryku tylko na oddziałach wewnętrznych.Ja miałam cały czas przyśpieszony puls ok 120 na min i dodatkowe skurcze serca. Najpierw powiedzieli że to na tle emocjonalnym,później że od przeziębienia choć ja nie byłam przeziębiona,poźniej żebym nie piła tyle kawy co ja nigdy kawy nie piję bo nie lubię:-)Naprawdę myślałam że się wykończe gorzej przez tych lekarzy.Na szczęście trafiłam do dobrego kardiologa i objawy zlagodził i wytłumaczył na czym ten''mechanizm nerwicy''polega.Do tej pory biorę betablokery i antydepresant.Jak dobrze że można się z kimś podzielić swoją nerwicą kto zna ten temat na wlasnej skórze :-)
~JUSTYNA napisał:05-06-2009 18:14
JA TEZ BIORĘ BETABLOKER I ANTYDEPRESANT, BISOCARD I ZOMIREN ;-)
~Nati napisał:06-06-2009 11:00
Od dawna bierzesz betabloker?I dobrze się po nim czujesz?A wogóle jakie miałaś objawy ze strony serca?
~JUSTYNA napisał:06-06-2009 11:25
Biorę go od września ale wtedy gdy po zmierzeniu widzę ze ciśnienie jest wyższe, no i dziś np wzięłam bez mierzenia bo czuje ze serce mi wali po wczorajszym pełnym emocji dniu. Czuje się po nim dobrze, taka spokojna jestem, a objawy mojego serca to tachykardia stwierdzona po ekg. Ale ogólnie to i tak boje się brać leków bo myślę ze np za bardzo mi spadnie ciśnienie czy coś takiego, zależy na co wzięta tabletka jest. Jakby lęk przed braniem leków.
~Nati napisał:08-06-2009 11:32
A czy ktoś na tym forum ma jeszcze jakieś objawy nerwicy ze strony serca?Jakieś skurcze dodatkowe itp?
~evita28 napisał:09-06-2009 11:07
ja mialam skurcze dodatkowe podczas lęków i silnych kołatan serca , biore betabloker i jest super...
~Nati napisał:09-06-2009 15:45
a jaki betabloker bierzesz?
~gienek napisał:11-06-2009 16:32
1. Tak czytam i widze ze za duzo piszecie o problemach, za malo o rozwiazaniach (rumination)
2. W moim wypadku mam dobre wyniki uzywajac CBT i mindfulness. Pzynajmiej trzeba 1 godz dziennie na to. Biore CBT kurs i tak jak wy mam leki przed czyms. Exposure therapy w takich wypadkach jest dla mnie lepszym rozwiazaniem niz tabletki.
2. W moim wypadku mam dobre wyniki uzywajac CBT i mindfulness. Pzynajmiej trzeba 1 godz dziennie na to. Biore CBT kurs i tak jak wy mam leki przed czyms. Exposure therapy w takich wypadkach jest dla mnie lepszym rozwiazaniem niz tabletki.
~WASZA SZANSA !!! napisał:11-06-2009 21:55
witam was wszystkich...również jak Wy mam problem z nerwami. Mam jednak dla was pocieszenie...JESLI WIERZYCIE TO UDAJCIE SIE W DRUGA SRODE LIPCA DO KOSCIOLA SW KAZIMIERZA NA UL Pijarow w Krakowie bądz do Zakliczyna. Bedzie tam masza o uzdrowienie odprawiana przez Ojca Józefa Witko OFM. Jeśli wierzycie...to doświadczycie obecności Boga kiedy wasze leki mina bezpowrotnie:)
~Nati napisał:11-06-2009 22:17
Chętnie tylko trochę daleko:-(
~miszelin napisał:13-06-2009 14:22
Ja tez mam problem z nerwica. Czuję się strasznie źle i tracę nadzieje, że można się jej "pozbyć" całkowicie.Jak powiedział mój lekarz "na nerwicę się nie umiera, ale bardzo trudno z nią żyć". Pierwszy objaw miałam w wieku 21 lat i wówczas też przeszłam wszelkie badania i nie mogłam uwierzyć, że jestem zdrowa, że to tylko nerwica. Walczyła, nie brałam leków, skończyłam studia, zaczęłam pracę i założyłam rodzinę.Wszystko ok a nerwica wróciła i uderzyła z większą siłą. Biorę seroxat, rok temu byłam na terapii leczenia nerwic. Myślałam że nauczyłam się żyć z nerwicą, jednak od kilku tygodni objawy zaczęły powracać. Strasznie się boję i popadam w depresję. Jak wy sobie radzicie? mój e-mail: marta.b@gazeta.pl gdyby ktoś chciałby mi coś podpowiedzieć.
~magda napisał:16-06-2009 20:47
Witajcie nerwusy!!!!
pierwszy raz na nerwice zachorowałam 7 lat temu jako młoda dziewczyna...bałam wychodzić sie sama z domu,przebywać w nim sama...drżały mi ręce ,nogi a nawet całe działo...ciągle ten dziwny lęk,że coś mi się stanie,że umrę...poszłam do lekarza ...rozbita emocjonalnie na maksa....przepisał mi leki ,które brałam 2 dni bo dzięki nim wylądowałam na pogotowiu z ciśnieniem tak dużym ,ze gdybym tam nie pojechała pewnie bym się wykończyła.....dzięki lekarzowi pogotowia trafiłam do psychiatry...dostałam psychotropy ,które odstawiłam po 2 miesiącach i wróciłam do szczęśliwego życia ...czasem miałam napady lęku ale umiałam sobie z nimi poradzić....
Choroba powróciła w tym roku pod koniec stycznia..zachorowałam na grypę i chyba to mnie dobiło.Z pierwszymi objawami grypy zaczęla palić mnie skór a...miałam wrażenie ,że ktoś mnie oblewa żywym ogniem,do tego dochodził wysoki puls bo prawie 170.Byłam słaba,kręciło mi się w głowie...Po zakończeniu grypy nadal bylam słaba ,bolały mnie kości,mięnie...drzały mi łydki,drętwiały ręce ....po karku przechodziły mi ciarki i do tego męczyły mnie biegunki .W ciągu 3 tygodni schudłam 10 kg .jadłam tylko suchy chleb bo nic innego mój organizm nie przyjmował...miałam wrażenie ,że puchnie mi gardło..trudności w przełykaniu śliny,potworne bóle żołądka,przygmębienie,płaczliwość,zawroty głowy,świąd skóry,nudności....Dostałam od lekarza miliony leków na żołądek,jelita...ale stan mój sie nie poprawiał-było jeszcze gorzej ...poszłam do gastrologa byłam w takim stanie psychicznym, że Pani doktor przepisała mi leki na depresje...ale sama stwierdziłam ,że muszę odwiedzić psychiatrę i tak też zrobiłam....Biorę leki psychotropowe już 4 miesiąc ...dostrzegam poprawę choć nadal mam dziwne smutne myśli ,które mnie czasem dobijają....nadal boję się jeździć autobusami ,ale staram sie przełamywać ten lęk.....czasami tak jadąc patrzę na ludzi i zastanawiam się ilu z nim czuję taki sam strach jak i ja....zdażało sie ,że zagadywałam do ludzi w autobusię,żeby nie myśleć,że serce mi kołąta ..że robi mi się nie dobrze...że zacyna drżeć mi ciało.....
Życze Wam kochani abyśmy z tej podstępnej choroby się wyrwali i powrócili do "świata żywych" bo chcę wierzyć,że życie nie składa się z samych lęków i czarno-białych kolorów a że odkryję kiedyś jak wygląda życie ,gdy się ogląda przez różowe okulary ....
Pozdrawiam
pierwszy raz na nerwice zachorowałam 7 lat temu jako młoda dziewczyna...bałam wychodzić sie sama z domu,przebywać w nim sama...drżały mi ręce ,nogi a nawet całe działo...ciągle ten dziwny lęk,że coś mi się stanie,że umrę...poszłam do lekarza ...rozbita emocjonalnie na maksa....przepisał mi leki ,które brałam 2 dni bo dzięki nim wylądowałam na pogotowiu z ciśnieniem tak dużym ,ze gdybym tam nie pojechała pewnie bym się wykończyła.....dzięki lekarzowi pogotowia trafiłam do psychiatry...dostałam psychotropy ,które odstawiłam po 2 miesiącach i wróciłam do szczęśliwego życia ...czasem miałam napady lęku ale umiałam sobie z nimi poradzić....
Choroba powróciła w tym roku pod koniec stycznia..zachorowałam na grypę i chyba to mnie dobiło.Z pierwszymi objawami grypy zaczęla palić mnie skór a...miałam wrażenie ,że ktoś mnie oblewa żywym ogniem,do tego dochodził wysoki puls bo prawie 170.Byłam słaba,kręciło mi się w głowie...Po zakończeniu grypy nadal bylam słaba ,bolały mnie kości,mięnie...drzały mi łydki,drętwiały ręce ....po karku przechodziły mi ciarki i do tego męczyły mnie biegunki .W ciągu 3 tygodni schudłam 10 kg .jadłam tylko suchy chleb bo nic innego mój organizm nie przyjmował...miałam wrażenie ,że puchnie mi gardło..trudności w przełykaniu śliny,potworne bóle żołądka,przygmębienie,płaczliwość,zawroty głowy,świąd skóry,nudności....Dostałam od lekarza miliony leków na żołądek,jelita...ale stan mój sie nie poprawiał-było jeszcze gorzej ...poszłam do gastrologa byłam w takim stanie psychicznym, że Pani doktor przepisała mi leki na depresje...ale sama stwierdziłam ,że muszę odwiedzić psychiatrę i tak też zrobiłam....Biorę leki psychotropowe już 4 miesiąc ...dostrzegam poprawę choć nadal mam dziwne smutne myśli ,które mnie czasem dobijają....nadal boję się jeździć autobusami ,ale staram sie przełamywać ten lęk.....czasami tak jadąc patrzę na ludzi i zastanawiam się ilu z nim czuję taki sam strach jak i ja....zdażało sie ,że zagadywałam do ludzi w autobusię,żeby nie myśleć,że serce mi kołąta ..że robi mi się nie dobrze...że zacyna drżeć mi ciało.....
Życze Wam kochani abyśmy z tej podstępnej choroby się wyrwali i powrócili do "świata żywych" bo chcę wierzyć,że życie nie składa się z samych lęków i czarno-białych kolorów a że odkryję kiedyś jak wygląda życie ,gdy się ogląda przez różowe okulary ....
Pozdrawiam
~grzest napisał:16-06-2009 23:32
Witam wszystkich . Przeczytalem te wszystkie posty i doszedlem do wniosku ze chyba powinienem zwami trosze popisac. Okolo dwa miesiące temu dopadło mnie to co was dokladnie z takimi samymi objawami , jechalem wtedy na autostradzie w nocy dokladnie o 1,30 i sie zaczelo oblal mnie zimny pot , trzesace sie rece i niemoglem zlapac glebokiego oddechu , zadzwonilem do mojej firmy aby wezwali mi karetke . po paru minutach przyjechala policja a pozniej karetka , kiedy juz wszyscy byli , i sie zajeli mną wszystko przeszlo , niemalze bylem gotow jechac dalej , spedzilem noc w szpitalu , po komplecie badan lekarze nic nie stwierdzili , wzialem pare dni wolnego ale od tamtej pory kiedy wsiadam do cizarowki zaczyna sie koszmar, kiedy tylko zaczynam myslec ze cos moze sie stac , a nawet jak pomysle zeby o tym nie myslec po chwili cos sie dzieje czasem jest to tylko niepokój a czasem bol w klatce piersiowej lub dziesiątki innych rzeczy. Staram sie z tym walczyc myslac pozytywnie ale to nie pomaga lub tylko troche . praca dla mnie to koszmar. wedrowalem po moich lekarzach rodzinnych i za kazdym razem dostawalem inne rady czy leki . Ale to nie dziala bo ja chyba nie mam zaufania do angielskich lekarzy . i po lekach ktore mi dawali wydawalo mi sie ze umieram. i ze zamiast mi pomagac szkodzą .po czym lecialem na pogotowie sprawdzic czy bede zył Aż w koncu wczoraj trafilem do polskiego prywatnego psychiatry, potwierdzil moje obawy stwierdzil ze jest to panic attak czylli nasza nerwica i kazał brac taki lek jak Citalopram , teraz zaczynam go brac , jestem na zwolnieniu lekarskim i boje sie wrocic do pracy. ale naprawde jestem pełen nadziei z to mi pomoze bo jezeli nie to nie mam pojecia co dalej .. jak by ktos mial ochote sie wymienic doswiadczeniami lub cos wie na temat tego leku , prosze napiszcie cos moj email grzesttt@wp.pl
~anowi napisał:18-06-2009 13:13
to jest straszne, tylko szukaj podłoża - ja nie wiem co robić , jestem w strasznym stanie ale od początku - mam 2 braci pijaków , mamę która zawsze się nami opiekowała . potem wyszłam za mąż za wspaniałego faceta to było 15 lat temu i zaczeło się - nie mogliśmy mieć dziec po 2 latach leczenia udało się mamy córkę - jest super , życie szło naprzód, kasa sie sypała, samochody , dom , mieszkanie i tylko jeden problem 3,4,6 telefonów od mamy co robią moi bracia , wyszli z domu?! cześć przyszli! on ma pienądze znowu pójdzie pić , weż go na wczasy , wycieczkę , może za miast - jeżeli odmawiałam pretensje że nie pomagam, potem poczucie winy, potem coraz większe nerwy i znowu telefony -, jeżeli ona nie dzwoni to ja to robię, moje myśli to czy będzie picie czy nie , mąż córka na dalszy plan, i tylko telefony do czsu aż wybuchło płacz mdłości szpital . potem do psychiatry - ja się pani czuje oto leki, i tak dalej , znowu na jakiś czas przeszło, fajnie , dzięki za życie , potem znowu strach, przestałam jeżdzić do mamy , boję się , potem strach przed samochodem jakoś dawałam radę ale, czekanie na światłach doprowadzało mnie do szłu , otwierałam okna potem drzwi , aż przestałam jeźdźić, kiedyś poszłam na autobus mąż nie mógł ze mną jechać , to było straszne bałam się wsiąść do niego ledwo dojechałam do domu , potem płacz , na chwilę przeszło, dzisiaj boję się pojechać autobusem, samochodem , paraliżuje mnie strach na samą myśl że mój mąz nie może ze mną jechać pocę się nie mam czym oddychać - w pracy biore wolne , i pcham do przodu ale nie daję już rady , leki nie pomagają , mama cały czas dzwoni , czasami wyłączam telefon ale wtedy czuję się jeszcze gorzej , i znowu to samo czy piją gdzie są , nie mam już siły boję się że mój mąż nie da rady ,jest już zmęczony, nie pokazuje tego , dba o mnie , zabiera gdzie chcę- bardzo się kochamy , starają sie mi pomóc ale coś jest nie tak . ten strach jest okropny - wtkańcza mnie , boli, nie wiem gdzie jestem, co robić
~JUSTYNA napisał:21-06-2009 13:47
podstawowe pytanie czy Twoja matka wie co ci dolega i że cie tym wykańcza? Może warto braci zgłosić do odpowiednich służb , mam na myśli leczenie czy coś bo ty się wykańczasz, mama wydzwania bo tez sama nie daje rady...róbcie coś bo tak dłużej nie można nie dacie rady...pozdrawiam i życzę siły!!!
~anowi napisał:22-06-2009 12:59
powiedzcie co robicie zeby przerwać ten strach, co zrobić by o tym nie myśleć
~Grzest napisał:22-06-2009 13:13
czesc. Nie wiem jak bardzo zaawansowane i silne sa twoje leki , ale ze mną było tez naprawde zle , Lekarz mi przepisał Citalopram 10 mg. i jak narazie czuje sie znacznie lepiej , po tygodniu brania tego przestalem sie bac wychodzic z domu czy wyjezdzac samochodem , nie jest super ale jest znacznie lepiej , i tak naprawde ni wiem czy zadzialal ten lek czy czas spedzony w domu za zwolnieniu lekarskim i odpoczynek. Ale moze warto zapytac o to lekarza . oczywiscie nie chce zapeszac i mam nadzieje ze za chwile to nie wroci ale w tej chwili tak jest . pozdrawiam i powodzenia . grzesttt@wp.pl
~JUSTYNA napisał:22-06-2009 13:21
ja np szukam sobie zajęcia, cokolwiek sprzątanie, prasowanie, gotowanie a nawet jak się boje to wstaje i coś robię i dziś np dzięki temu ze robię wiele rzeczy na sile boje się mniej. nam jest potrzebne jakiekolwiek zajęcie, aby o tym nie myśleć i w miarę wprawy i naszego wysiłku i postawienia się tej chorobie będzie ona ustępować, jestem tego dowodem ze idzie mi coraz lepiej bez wizyt u specjalisty ;-) życzę wam tego samego, pozdrawiam
~Magjah napisał:23-06-2009 18:35
Ja robię tak...gdy lęk dopada mnie w sklepie w kolejce to spoglądam na ludzi dookoła mnie i zstanawiam się co mi podoba się w nich...albo,którą część ich garderoby chciała bym mieć w swojej szafie....dziwne ale pomaga i zajmuję myśli....do tego jak cały tydzień przeżyje bez objawów nerwicy albo spokojnie przetrwam jej napady to w niedzielę robię sobię jakąś miłą niespodziankę...a to z dzieckiem odwiedzę lodziarnię,to pizzerię..albo inną jadłodajnie :)są też wypady do kina czy teatru...ale one jeszcze napawają mnie trochę strachem także są rzadkościom ...Poza tym porządki zawsze byłam pedantyczna...a teraz jeszcze bardziej ;0....dużo muzyki relaksacyjnej...i przede wszystkim znajomi ....ich towarzystwo jest bardzo ważne....jeśli nie osobiśćie to telefonicznie,to z komunikatorem ,przez smsa...by tylkoo odciąc rozum od napadu nerwicy!!!!noi lekarstwa od psychiatry!!!to ostatnie to chyba podstawa ....
Pozdrawiam
Pozdrawiam
~anowi napisał:24-06-2009 13:18
dzięki, ale powiem wam że jestem chyba egoistą gdy sie dowiedziałam że nie tylko ja tak cierpię , pewnego czasu myslałam że wpadam w chorobę psychiczną ale moja lekarka dopiero powiedziała mi że to nerwica zaczełam szukać i znalazłam was , cieszę sie że choć trochę mi pomagacie - bo wiem jedno kto tego nie doświadczył nie wie co to jest tylko mówią - przestań myślec - wczoraj za waszymi radami wziełam się za sprząranie, nigdy nie byłam pedantką zawsze wyznawałam że to dom jest dla mnie nie ja dla niego ale trochę pomogło , no a porem poszła na areobik SAMA -dałam rade i chociaz chce mi sie dziś płakać to jestem wam ogromnie wdzięczna . mam leki - fewarin i lexsotan i cloraxsen - już sama nie wiem czy mi pomagają czy nie co o nich myślicie ? w poniedziałek wracam do pracy już sie boję , nie znoszę tej pracy jestem tam sama pośród zazdrosnych kobit które chcą mi sie dorwać do gardła może to przesada ale włśnie miałam tam 15- letnią przyjaciółke tak myślałam ale okazalo się że ona na pokaz była dobra wszystko co wiedziała o mnie w wielkim zaufaniu rozgadywała wszystkim do czsu aż inna wściekła na to a jest to dobra dziewczyna zamkneła mnie i nie wytrzmała wszystko mi powiedziała kazała to sprawdzić , długo nie mogłam tego pojąć nie wierzyłam zaczełam sprawdzać okazało się prawdą teraz jej nie cierpię - jest mi z tym żle tym bardziej że jestem praktykującą katoliczką może to wydac wam się śmieszne ale męczy mnie sumienie ilekroć jestem w pracy i mszę z nią wytrzymać 8 godzin , muszę dać rady chcę tak jak i wy być dobrej myśli wam się to udaje może mnie też - tym bardziej że nie chcę stracić bliskich , wiem że oni mnie kochają a ja nie chę być dla nich ciężarem , tyle mieliśmy planów na teraz na potem ażnagle to się zaczyna walić - dziękuję wam
~JUSTYNA napisał:29-06-2009 14:19
SŁUCHAJCIE!!! MOŻNA Z TYM ŻYĆ I SIE TEMU PRZECIWSTAWIC. BYLAM WCZORAJ NA KOMUNII W CHARAKTERZE CHRZESTNEJ, W KOSCIELE MNOSTWO LUDZI , DUSZNO I DALAM RADE!!! NACHODZILY MYSLI TYPU ZE MOZE MI SIE SLABO ZROBI BO PARNO NA DWORZU, GORĄCO ALE ODGANIALAM JE. WYTRZYMALAM CALA MSZE, NIE MUSIALAM WYCHODZIC NA ZEWNATRZ, U FOTOGRAFA PEKNY LUZ I NA PRZYJECIU TEZ I TYLKO NA JEDNEJ TABLETCE KTORA ZDAZYLAM WZIAC RANO. CZYLI DA SIE TYLKO TRZEBA CIERPLIWOSCI ISILNEJ WOLI. POZDRAWIAM WSZYSTKICH!!!
~anowi napisał:01-07-2009 08:24
gratulacje justyno - ja zaczęłam terapię , chodzę do psychologa czuję się lepiej , człowiek wierzy w swoją nerwicę a po co przecież możemy uwierzyć że jej nie ma - to jest bardzo trudne - ale musi się udać - poszłam do pracy jest mi tam źle ale wytrzymuję - cieszę się z twojego sukcesu
~JUSTYNA napisał:01-07-2009 12:37
pisz nam co i jak radzą na terapii, co mówią, jestem ciekawa bo nigdy z niej nie skorzystałam a rady zawsze się przydadzą ;-D
~Ł.K napisał:01-07-2009 14:10
Ja jutro zaczynam psychoterapie i dziś nie wyrabiam nerwowo bo oczywiście boję się, że przez te upały zasłabne po drodze albo, że w trakcie sesji u psychologa serce nie wyrobi, ze będzie duszno w gabinecie...nie wiem jak sie pozbyć tych myśli najchętniej to bym przełożył to o tydzień ale wiadomo, że za tydzień byłoby identycznie + jeszcze poczucie winy. Najśmieszniej jest gdy sie kąpie wtedy mnie dopadają "projekcje" jak to będzie wygładało o co mnie psycholog zapyta co ja odpowiem, czego sie dowiem...bardzo męczące. Dziś ide do mojego rodzinnego po recepty poniekąd specjalnie bo wiem, że jak sobie udowodnie, że nic mi sie nie stało po drodze i przeżyłem to napięcie spadnie i będe troche pewniejszy siebie przed jutrem...a co do sprzątania to mam jak wy:) codziennie wyszukuje coś do jakiegoś czyszczenia albo odkurzam...zawsze byłem totalnym "burdelmenem" a teraz to mi na ręke bo im więcej jest to sprzątania tym lepiej. Szkoda, że nie można iść do terapeuty w środku nocy bo wtedy moje lęki są bardzo małe:)
~anowi napisał:01-07-2009 15:25
psychoterapia zwłaszcza w pierwszy dzień jest fajna, nic się nie przejmuj , zacznij od tego by twój psychoterapeuta opowiedzia ci co to jest i czym się będziecie zajmowali, potem prawdopodobnie ( u mnie tak było)wypełnisz test co ci sprawia najwięcej trudniości czy się boisz i jak. ja się rozpłakałam i to mi ulżylo, opowiesz jakie leki bierzesz, i prawdopodobnie na tym skończysz bo czas się skończy nie bój się właśnie tam po raz pierwszy się uspokoisz jedno zdanie dla was to nie jest choroba psychiczna to nasza wyobraźnia -da się z tym żyć i da się wyleczyć - jeżeli umiesz płakac to płacz, drzyj się ale walcz, ja po 3 sesjach przeszłam przez ulicę i poszłam do pracy - napiszcie wszystko to co daje innym nadzieje i w co sami wierzycie , czasami nawet taka wymiana zdań jest terapią
~Ł.K napisał:01-07-2009 21:41
anowi wiem mniej wiecej jak wyglada wizyta u psychoterapeuty bo dwa razy zaliczylem i samej w sobie sie nie boje tylko wlasnie mojej wyobrazni...dzis w drodze do lekarza super relaks u niego jeszcze wiekszy to postanowilem isc na calosc i pojsc jeszcze kawalek drogi do centrum handlowego, no i sie zaczelo...najpierw klucha w gardle potem coraz wiekszy stres a jak juz wszedlem miedzy te tlumy to stwierdzilem chyba niepotrzebnie ze nie jestem w stanie nic zalatwic i zwijam sie do domu oczywiscie awantura z matka ktora ze mna byla...no bo patrzac na to z boku ciezko to ogarnac wyobraznia ze nagle ktos czuje to i tamto. Ja mam juz dosc i ide w tym kierunku by miec tak serdecznie dosc tej nerwicy zeby to mi dalo kopa w tylek do dzialania...to nic innego jak brak wiary w siebie i czesto mam wrazenie ze ten lęk powstaje jako reakcja obronna...i ten sam strach przed smiercia to nic innego jak strach przed nieznanym byc moze tak sie czasem tej smierci boimy bo albo nasza wiara jest nie uporzadkowana albo tu na tym swiecie mamy zbyt duzo powinnosci by odejsc. Mozna powiedziec, ze sie nawrocilem w pazdzierniku. Mialem zawsze w sobie wartosci chrzescijanskie, ale do tego dochodzila wiara w reinkarnacje, Chrystus byl dla mnie najpewniej kosmitą itp. Ale na izbie przyjec gdy walczyli z moim sercem a potem na idiotycznym oddziale detoksyzacji gdy po ich lekach na serce zdretwial mi jezyk a z nim cale gardlo...lezac w lozku posrod przepitych biednych ludzi w sali ktora wygladala jak na horrorze...tam juz nie bylo reinkarnacji tylko Ojcze Nasz..i wiem ze to wyglada falszywie jak trwoga to do Boga ale pozniej po tym wszystkim dostalem wiele znakow by wierzyc. I na tym w koncu wiara polega i potrafi czynic cuda:) Tylko kto to teraz pisze a raczej w jakim stanie...
~IGA napisał:02-07-2009 12:53
JAK TO JEST ŻE MY NORMALNI LUDZIE MAMY TAKI STAN - DOBRA ZNALEŹLIŚMY PRZYCZYNĘ I CO DALEJ, MÓWICIE O WYOBRAŹNI, TO DLACZEGO NIE JESTEŚMY ARTYSTAMI, COŚ JEST NIE TAK - NIEKTÓRZY Z WAS BYLI LUB SĄ NA TERAPI CO Z NIEJ WYNOSICIE , JAKIE SĄ TO SŁOWA KTÓRE WAM POMAGAJĄ ? CO ROBIĆ BY BYĆ ZNOWU NORMALNYM
~Ł.K napisał:03-07-2009 22:52
Ja akurat jestem artystą i zawsze myślałem, że może dlatego taki przewrażliwiony...a przy okazji zapraszam na http://www.forum.nerwica.com tam znajdziecie dużo więcej niż tu
~Aga napisał:11-07-2009 23:44
Cześć, dawno mnie tu nie było... a raczej dawno nie pisałam :)
Ja też artystka, hehe, więc jest nas dwoje ;)
No, ale do rzeczy. Warto walczyć, bo powiem Wam, że przeszłam przez to, bez psychoterapii i psychologów... Nie mówię, że to niepotrzebne, myślę nawet, że to może bardzo przyspieszyć powrót do pełni zdrowia.
W każdym razie mi te wszystkie 'drobne' rzeczy pomogły - zajmowanie się czymś... i powoli, stopniowo coraz mniej myślałam o mojej nerwicy, zapominałam o niej... aż przestała mnie zadręczać... 'Wyszłam' do przyjaciół... Czasami jeszcze wracam do tego co było, ale jest dużo dużo lepiej.
Piszę to po to, by pokazać Wam, że to możliwe! że da się walczyć i da się wygrywać! :)
Ja też artystka, hehe, więc jest nas dwoje ;)
No, ale do rzeczy. Warto walczyć, bo powiem Wam, że przeszłam przez to, bez psychoterapii i psychologów... Nie mówię, że to niepotrzebne, myślę nawet, że to może bardzo przyspieszyć powrót do pełni zdrowia.
W każdym razie mi te wszystkie 'drobne' rzeczy pomogły - zajmowanie się czymś... i powoli, stopniowo coraz mniej myślałam o mojej nerwicy, zapominałam o niej... aż przestała mnie zadręczać... 'Wyszłam' do przyjaciół... Czasami jeszcze wracam do tego co było, ale jest dużo dużo lepiej.
Piszę to po to, by pokazać Wam, że to możliwe! że da się walczyć i da się wygrywać! :)
~Izabella napisał:03-10-2009 00:04
Hej
Mam pytanie do Ani;pomogła tobie bioenergoterapeutka dlaczego nie udasz sie do niej ponownie?moge wiedziec do kogo chodziłas?i gdzie?cierpie 3 lata mam juz dosc :(
Mam pytanie do Ani;pomogła tobie bioenergoterapeutka dlaczego nie udasz sie do niej ponownie?moge wiedziec do kogo chodziłas?i gdzie?cierpie 3 lata mam juz dosc :(
~magdi napisał:20-10-2009 20:20
naztwam sie magdi ja tez choruje 2 lata biore tabletki cloranxen ale boje sie za kazdym razem bioroc tabletke ogarnia mnie strach mysle ze cos mi sie stanie loczoc tabletki asertin acard i ten cloranxen nie wiem czemu ta moja glowa tak strasznie szaleje boje sie wszystkiego
~beata napisał:21-10-2009 19:31
cierpie na nerwice lekowa juz okolo 20 lat.Jakos zyje z tym paskudstwem,prawie caly czas biore leki,kiedys bralam fluoksetyne a teraz rexetin.Nie moge powiedziec ze czuje sie dobrze,co jakis czas mam nawroty panicznego strachu,boje sie zostawac sama w domu,ale tez boje sie tlumu ludzi np. nie moge chodzic do kosciola bo robi mi sie zaraz slabo,chyba ze stoje na koncu albo na zewnatrz.Mam dwoje dzieci i bardzo mi ich szkoda ze np. nie moge isc z nimi do kina czy na plaze,choc do morza mam dwa kroki,ten moj lek zruinowal mi zycie,choc staram sie jak moge z tym walczyc.Jak sa dni ze czuje sie dobrze to z radosci chce mi sie spiewac,zrobic cos dla siebie,sprzatac itd. z tym ze co jakis czas powraca ten lek i znow nie mamna nic sily.Ciesze sie ze moge tu sie wyzalic,bo wiem ze nie jestem sama ze swoja choroba,zycze duzo cierpliwosci dla wszystkich
~Alice napisał:22-10-2009 14:25
Hej. Ja mam dopiero 15 lat. Wydaje mi sie, ze mam nerwice lekowa. U mnie nigdy nie bylo czegos takiego, zebym w nocy mialam kolatanie serca. Najczesciej zdarza sie to, jak sie czegos boje, albo wstydze. Gdziekolwiek ide towarzyszy mi uczucie, ''Oni sie patrza''. Wtedy lapie mnie dziwny atak goraca, a pozniej drgawki. Straszne uczucie, jak mam cos powiedziec, czy przeczytac, a jest taka cisza i wiem, ze kazdy slucha, patrzy. Do tego dochodzi to straszne bicie serca i trzesace sie same nogi i rece ( nie uznaje tego jako drgawek, bo drgawki wygladaja u mnie inaczej ). Kiedy mam sie o cos zapytac, stresuje sie, nie lubie jak ktos na mnie patrzy, nie lubie jesc wspolnych kolacji, po prostu czuje, ze oddalam sie od ludzi, a szkola? Zmienilam juz szkole, myslalam, ze bedzie lepiej, a tu jest jeszcze gorzej. Na lekcjach nic nie mowie, bo po prostu sie wstydze i wiem, ze zaraz bede miala ten atak. Moja mama chce isc ze mna do lekarza, choc nie wiem czy to cos da. Nie chce, zeby mowil mi, ze wszystko bedzie ok, ze nie mam sie przejmowac, bo to mi nie wystarczy. Ludzie, mam dopiero 15 lat, a takie skatowane zycie. ;/
~Alice napisał:22-10-2009 14:30
Chcialam jeszcze dodac, ze przez to przestalam chodzic do Kosciola. W domu boje sie sama spac, a jak mam zostac w nocy sama to wole juz tej nocy nie przespac. Moze to tylko wiek dorastania? Chociaz nie sadze, mam do juz od dobrych 5 lat. ;(
~MADZIA napisał:22-10-2009 20:14
Hej Alice -nie marudź tylko idź do lekarza ....farmakologia pomoże...ja już raz przez to przeszłam...i miałam ilka lat spokoju ...teraz od 9 miesięcy mam powtórke z rozrywki.....ale to pewnie dlatego,że bez konsultacji z lekarzem odstawiłam za wcześnie leki....teraz uczyniłam na początku października to samo..i zemściło się na mnie...choroba powróciła jeszcze silniejsza...ale daje radę-jeźdzę do pracy...a to jest coś naprawdę trudnego jak dla mnie ale obiecałam się nie poddać i się nie dam-ty też nie pozwól aby ten cholerny lęk tobą zawładnąl..bo najgorsze co może być to poddać się...zobacz ilu ludzi cię kocha...mama chce z tobą pójść do lekarza czyli bedziesz miała w niej oparcie jak i wsparcie również,leków się nie bój bo one pomagaja ja co prawda przytyłam ponad 20 kg od lutego jak je stosuje...ale ciesze się ,że słodko tyje sobie choć już się w nic bie mieszcze i wyglądam jak wielorybek ...ale najważniejsze ,ze mi te tabletki pomagają i mogę żyć jeszcze z lękami ale nie tak intesywnymi jak na początku ....
trzymaj się ciepło...nie daj się...nie jesteś nikim wyjatkowym że cię ta choroba dopadła,mają ja miliony ludzi i dają radę funkcjonować w miarę normalnie każdego dnia...ty też dasz radę...pozdrawiam wszystkich nerwicowców ...KOCHAM WAS WSZYSTKICH KOCHANI ZA TĄ WALKĘ WŁAŚNIE...ZA TĄ SIŁĘ...ZA TO ŻE WIEM ,ŻE SĄ TACY JAK JA LUDZIE ,KTÓRZY TEŻ CZASEM BEZ POWODU PŁACZĄ,KTÓRZY Z KLUCHĄ W GARDLE WSIADAJĄ DO AUTOBUSU,KTÓRZY MILIONY RAZY BUDZĄ SIĘ W NOCY...ZA TO WSZYSTKO WAS KOCHAM....
trzymaj się ciepło...nie daj się...nie jesteś nikim wyjatkowym że cię ta choroba dopadła,mają ja miliony ludzi i dają radę funkcjonować w miarę normalnie każdego dnia...ty też dasz radę...pozdrawiam wszystkich nerwicowców ...KOCHAM WAS WSZYSTKICH KOCHANI ZA TĄ WALKĘ WŁAŚNIE...ZA TĄ SIŁĘ...ZA TO ŻE WIEM ,ŻE SĄ TACY JAK JA LUDZIE ,KTÓRZY TEŻ CZASEM BEZ POWODU PŁACZĄ,KTÓRZY Z KLUCHĄ W GARDLE WSIADAJĄ DO AUTOBUSU,KTÓRZY MILIONY RAZY BUDZĄ SIĘ W NOCY...ZA TO WSZYSTKO WAS KOCHAM....
~ninia napisał:28-10-2009 18:34
witam wszystkich:)
mam ten sam problem co wszyscy tutaj.objawy nerwicy mialam juz przerozne,i zawsze cos nowego sie znajdzie:(u psychologa raz bylam i u psychiatry,duzo mi narazie nie pomogli ale mam zamiar to kontynulowac.najbardziej mnie przeraza ze przeczytalam ze w nerwicy histerycznej moga pojawic sie porazenia albo slepota,czy grozi mi cos takiego??czy moze przerodzic sie nerwica lekowa i natrectw bo taka tez mam w histeryczna,boje sie wychodzic z domu albo prasowac zeby mnbie nie sparalizowalo:((czasami jest lepiej za duzo nie czytac:(
walcze codziennie,sama za soba,nikt w sumie do konca mnie nie rozumie:(powoli trace sens zycia.tak bardzo bym chiala moje zycie zprzed 6 lat.czy kiedys sie doczekam.......??????
pozdrawiam wszystkich i duzo zdrowia zycze!!!
mam ten sam problem co wszyscy tutaj.objawy nerwicy mialam juz przerozne,i zawsze cos nowego sie znajdzie:(u psychologa raz bylam i u psychiatry,duzo mi narazie nie pomogli ale mam zamiar to kontynulowac.najbardziej mnie przeraza ze przeczytalam ze w nerwicy histerycznej moga pojawic sie porazenia albo slepota,czy grozi mi cos takiego??czy moze przerodzic sie nerwica lekowa i natrectw bo taka tez mam w histeryczna,boje sie wychodzic z domu albo prasowac zeby mnbie nie sparalizowalo:((czasami jest lepiej za duzo nie czytac:(
walcze codziennie,sama za soba,nikt w sumie do konca mnie nie rozumie:(powoli trace sens zycia.tak bardzo bym chiala moje zycie zprzed 6 lat.czy kiedys sie doczekam.......??????
pozdrawiam wszystkich i duzo zdrowia zycze!!!
~cykor napisał:01-11-2009 18:11
strach dał mi tak popalić, że znalazłam sie u psychiatry. kolezanki wmówiły mi że mam na pewmo depresję a psychiatra stwierdził nerwice lękową. przepisał mi lekarstw, o ich skuteczności nie moge zbyt wiele powiedzieć bo zazywam je dopiero trzeci dzień.wspólczuję wszystkim których męczy ta choroba, bo ja sie ciaglę czegos boję a najbardziej że zemdleje, (bo mam do tego jakies dziwne uczucie ze mnie cos popycha, coś mnie uderza od srodka w głowę)i zabiorą mnie do szpitala i wykryja jakiegoś guza.
~tenZły napisał:03-11-2009 13:01
Witam! O tym że mam nerwicę lekową, wywnioskowałem sam. Uczucie mocnego, wręcz nie do wytrzymania bicia serca. Z tym sobie poradziłem dosyc szybko. Pewnego razu na przystanku oczekując na autobus dostałem 'ataku' myslałem że za chwile bede miał zawał. Pobiegłem do apteki i powiedziałem o wszystkim farmaceutce. Ta się usmiechneła, ja panikowałem, ona na relaksie usmiechnieta. Byłem zdezorientowany, ale po chwili dzięki jej zachowaniu ogarnoł mnie niesamowity spokój. Teraz potrafię sobie z tym radzić, nie wpadam w panikę. Lecz gdy mam 'atak' nie potrafię się dostatecznie skupic podczas rozmowy, czy nauki, denerwuje mnie to strasznie. Wiem teraz jedno, trzeba znaleźć powód STRACHU bo to wszystko siedzi w naszych głowach. Nie jestem pewien, ale u mnie podstawą strachu jest podejrzenie o schizofrenie. To absurdalne! sobie mysle, przecież ze mną wszystko OK, najgorsze jest to że chory na schizofrenie też mysli że jest OK ;/ i tu pies pogrzebany. Wybiorę się chyba do psychiatry, jak narazie leczę się alkoholem i jest OK ;)
~nerwusek napisał:03-11-2009 20:15
Cześć!!Może głupio jest się przyznawać, ale czasami lubię sobie wejść na takie forum i pocieszyć się , ze nie jestem sama z moimi problemami...Mam zdiagnozowaną nerwicę lękową od 3 lat. Zaczeło się strasznie.. nie wiedzialam co mi jest i mialam wrazenie że umieram.Trzęsące się ciało i pewność, ze zaraz zemdleję. jECHAŁAM właśnie do szkoły i niedaleko byl szpital, więc zaszłam, bo wiedziałam,ze bez pomocy coś mi się stanie. Przyjął mnie bardzo mily lekarz(chociaż w szpitalu byl strajk), zająl się mną bardzo fachowo i zrobił wszelkie badania.Na samm poczatku powiedział, ze podejrzewa, ze to nerwica lękowa.A ja na to, ze absolutnie, przeciez ja isęniczym nie denerwuuję!! I poszłam do następnego lekarza, który również to poterdził i polecił wizytę u psychiatry. bardzo mi to pomoglo Panni dodktor wszystko mi wytłumaczyła i powiedziała, z nie ma się co martwić i tzreba sobie zacząć z tym radzić.Przepisła mi Xanax, ale obiecalam sobie, ze wezmę go jedynie jak będzie już taka straszna sytuacja, ze sama sobie nie poradzę..I co?nie wzięłam ani jednej!!!Ale nie myślcie, ze było łatwo.Miałam straszne myśli, wszystkiego się bałam, myślałam ze umrę albo sama sobie zrobię krzywdę przez przypadek.schudłam 7 kilo, wyglądałam jak anorektyczka. Bardzo pomogli mi rodzice i mój chłopak, bez którego nie dałabym rady...Płakałam mu całe wakacje, nigdzie nie pojechaliśmy a On cały czas zapewniał mnei jak bardzo mnie kocha i że nic mi sie nie stanie. Próbował zapewniać mi rozrywkę kazdego dnia, tylko po , abym nie myślała... Męćzyłam się tak 4 miesiące...BYło strasznie ale minęło!minęło na tyle, aby nie myśleć caly czas... Ale niestety wraca.jak jestem sama boję się ze coś mi się stanie i umrę i stracę wszystkich , których tak strasznie kocham.To ciężkie, ale próbuję z tym walczyć!!!
A teraz rada dla Was drogie nerwusy:) jeśli nie ma takiej potrzebym to starajcie się nie brać leków, bo uzależniają. Postarajcie się sami dać z tym cholerstwem radę, a bedzie jeszcze większa satysfakcja!!Uprawiajcie jakiś sport, najlepiej taki, zeby się wymęczyć i pójść spać:)jedzcie dużo czekolady i tego co sprawia Wam radość. Magnes również jest bardzo ważny!!!Trzymam za Was kciuki!!!
A teraz rada dla Was drogie nerwusy:) jeśli nie ma takiej potrzebym to starajcie się nie brać leków, bo uzależniają. Postarajcie się sami dać z tym cholerstwem radę, a bedzie jeszcze większa satysfakcja!!Uprawiajcie jakiś sport, najlepiej taki, zeby się wymęczyć i pójść spać:)jedzcie dużo czekolady i tego co sprawia Wam radość. Magnes również jest bardzo ważny!!!Trzymam za Was kciuki!!!
~Bartek - Rawa napisał:08-11-2009 07:45
Witam. Mam 17 lat i od ponad roku mam wyżej wymienione objawy. Byłem u lekarza, doszukiwał się padaczki, jednakże to nie to. Teraz, gdy już wiem co to jest jakoś choroba słabnie. Tzn. zdarzają się ataki w nocy, lecz staram sobie wytłumaczyć że to tylko i wyłącznie moja wyobraźnia i po chwili przechodzi. Pozdrawiam i nie dajcie się tej chorobie:)
~kkk napisał:02-12-2009 20:38
witam!jestem wszoku,że tyle osub na to choruje!u mnie zaczęło się to już w dzieciństwie,ale nie zdawalam sobie z tego sprawy.rodzice chcieli wysłać mnie do psychiatry,ale ja twierdziłam,ze nie jestem wariatką!miałam wtedy nerwicę natręctw.ciągłe mycie rąk,np.ustawianie na półkach z linijką aby wszystko było równiutko,ciagłe pranie ubrań,wszędzie widziałam zarazki,przed wyjściem zdomu kilkakrotnir sprzadzałam czy zamknełam drzwi(mało klamki nie wyrwałam,doprowadzało mnie to do lez),sprawdzanie czy kran jest napewno zakrecony i swiatło zgaszone.kiedyś niewiedziałam, że to choroba ale po latach sama do tego doszłam.mineło samo,poprostu chyba sobie sama poradziłam.wyprowadziłam sie do nowego mieszkania mam rodzine.nawroty choroby nastąpiły kiedy byłam w ciaży.na pamięć znałam wszystko o ciąży to co piszą w internecie i książkach.jak wyczytałam jakieś choroby to odrazu miałam wrażenie,że ja to mam i coś sie dzieje z ciaza.moje dziecko urodzilo sie 2 tyg przed terminem i juz wtedy wpadlam w straszna paanike bo sie nie ruszalm z placzem pojechalm do szpitala a gdy usłyszałam na ktg ze jego serduszko bije wyłam ze szcześcia.ogolnie jestem nerwowa osoba i bardzo wrazliwą.teraz cierpie na nerwice lekowa,trudno mi powiedziec co jest gorsze.rok temu bardzo źle sie czulam nie będę wymienaic objawow bo mialam takie jak wy.lezalam tydzien w lozku nie maialam sily opiekowac sie dzieckiem.ciagle plakalam,najgorsze jest to ze siedzialam w internecie i szukalam co mi dolega.nie robcie tego.to jeszcze bardziej doluje.ja sobie tyle nowotworow wynalazlam,ze szkoda gadać,poszłam do lekarza nie zrobili mibadan i tak poprostu stwierdzili ze to anemia,maialam lykac garsc witamin i tyle.po tej wizycie jakby objawy mi mniely bo wiedzialam co mi jest ale nie do konca bylam przekonana ze to jest to.zmienialam lekarza na miejscu zrobili mi badania,wystarczylo że pani doktor usłyszałam jak mi wali serce odrazu powiedziala ze to nerwica,nic mi nie przepisali zebym nie faszerowala sie chemia,bo to moze pogorszyc.potrafie sobie sama poradzic.mialam rok przerwy i znowu wrcilo,nie daje rady.u mni epewnie od bólu,od kilku tyg mam zapalenie stwu i bardzo boli i prawdopodobnie to nasila moja rerwice.mam nastepne obiawy ktorych wtedy nie mialam kaszel i problemy z oczami.jak zwykle wydaje mie sie ze to cos gorszego,ale wieze ze dam sobie tym razem tez rade z ta choroba chociaz jest ciężko ,cierpi na tym moja rodzina,ciągle się na mich wyzywam. ciesze sie ze mozna sobie na forum porozmawiac z kims kto to rozumie.bo najblizsi widza ze cos sie z nami dzieje ale nie dokonca rozumieja to .pozdrawiam
~mmmm napisał:02-12-2009 22:18
Witam .Odkad siegam pamiecia i teraz analizuje swoje zycie moje problemy zaczely sie od malego dziecka ,mialem czeste bule brzucha ,ale po kilku minutach przechodziły,pamietam ze w szkole czy w kosciele jak spiewalem czy czytalem jakas ewangelie czulem niepokoj a nawt strach ktory mnie paralizowal pozniej jakby to ustapiło w szkole sredniej bylem pewny siebie zawsze mowilem konkretnie cwiczylem silownie i box bylem w tym dobry na ,dodatkowo mowili ze ladnie spiewam i gram zalozylem swoja kapele zawsze sie usmiechalem pobudowalem dom cieszylem sie i myslalem ze wszyscy beda sie cieszyc razem ze mna bylo mysle ze odwrotnie widziałem w oczach znajomych zazdrosc ,wyjechałem za granice ,tam bez pracy nudzilem sie miałem w sobie niepokuj lek wrazenie ze jestem inny ,zal do siebie ze nie jestem pewny siebie ,ze nie jestem soba wpadlem mysle ze wciezka depresje aco zatym idzie w wielkie nerwy nie moge teraz sobie tego darowac ze nie moglem sobie z tym poradzic ciagle sie zadreczam na scenie jestem inny,ciagle zdenerwowany i zly,boje sie o swojego syna bo widze ze jest wrazliwy taki jak ja wielki koszmar powidzcie mi co to jest czy to nerwica czy to jakies zaburzenia osobowosci zachowanie moje mam wrazenie sie zmienia , moze ktos wie co to sa zabuzenia osobowosci i jak to leczyc piszcie........
~mmmm napisał:02-12-2009 22:21
Witam .Odkad siegam pamiecia i teraz analizuje swoje zycie moje problemy zaczely sie od malego dziecka ,mialem czeste bule brzucha ,ale po kilku minutach przechodziły,pamietam ze w szkole czy w kosciele jak spiewalem czy czytalem jakas ewangelie czulem niepokoj a nawt strach ktory mnie paralizowal pozniej jakby to ustapiło w szkole sredniej bylem pewny siebie zawsze mowilem konkretnie cwiczylem silownie i box bylem w tym dobry na ,dodatkowo mowili ze ladnie spiewam i gram zalozylem swoja kapele zawsze sie usmiechalem pobudowalem dom cieszylem sie i myslalem ze wszyscy beda sie cieszyc razem ze mna bylo mysle ze odwrotnie widziałem w oczach znajomych zazdrosc ,wyjechałem za granice ,tam bez pracy nudzilem sie miałem w sobie niepokuj lek wrazenie ze jestem inny ,zal do siebie ze nie jestem pewny siebie ,ze nie jestem soba wpadlem mysle ze wciezka depresje aco zatym idzie w wielkie nerwy nie moge teraz sobie tego darowac ze nie moglem sobie z tym poradzic ciagle sie zadreczam na scenie jestem inny,ciagle zdenerwowany i zly,boje sie o swojego syna bo widze ze jest wrazliwy taki jak ja wielki koszmar powidzcie mi co to jest czy to nerwica czy to jakies zaburzenia osobowosci zachowanie moje mam wrazenie sie zmienia , moze ktos wie co to sa zabuzenia osobowosci i jak to leczyc piszcie........
~natka napisał:13-12-2009 22:40
ja jestem po wizycie u psychiatry. Stwierdziła nerwicę lękową i przepisała XETANOR 20mg boję się go brać,bo skutki uboczne gorsze od tych objawów jakie przeżywamy, ale za niedługo wybieram sie na psychoterapie i wierzę,że pomoże. Znam osobe ,która po psychoterapii pożegnała na dobre nerwice i powiedziała,że czuje się jak nowo narodzona. Dobry psychoterapeuta i nasza chęć walki z tą chorobą, to jest to co pomoże na BANK.
~max napisał:16-12-2009 23:40
nie wiem ktora nerwica jest gorsza.ja mam cos takiego ze boje sie wychodzic z domu bo mysle ze zaraz bede musial isc do toalety.nawet najmniejszy bol brzucha( a podczas stalego zdenerwowania i stresu przed tym nie trudno o ten bol)doprowadza mnie do paniki.mecze sie z tym juz dwa lata.nie pracuje poprostu nie zyje.mam juz czarne mysli ale brak mi odwagi.
~max napisał:16-12-2009 23:41
nie wiem ktora nerwica jest gorsza.ja mam cos takiego ze boje sie wychodzic z domu bo mysle ze zaraz bede musial isc do toalety.nawet najmniejszy bol brzucha( a podczas stalego zdenerwowania i stresu przed tym nie trudno o ten bol)doprowadza mnie do paniki.mecze sie z tym juz dwa lata.nie pracuje poprostu nie zyje.mam juz czarne mysli ale brak mi odwagi.
~jola576@op.pl napisał:28-12-2009 00:46
witam nerwusow,ja tez sie męcze z tą cholerą od szkoły podstawowej ,na poczatku były bóle brzucha ,serduszko za szybko waliło, z czasem skurcze żołądka ,biegunki ,czsem wymioty ,albo ciagle było mi niedobrze-oczywiscie w chwilach stresowych-opisanych przez was .mijało to przeważnie jak byłam w domu ,i nikt odemnie niczego nie chciał.Moja mam brala relanium i mentowal,bo tez miała nerwice....ale ja to bym chciała mieć taką...Były chwile b.fajne ze nic mnie nie bolało,nie sciskało mogłam jesc,i sie poprostu śmiać...i myslec sobie no ale ja byłam nawiedzona z tą nerwica.Niestety przez 20 lat małzenstwa moje zdrowie sie pogorszyło,mam 2 dzieci,jestem po rozwodzie i fatalnie sie czuje .Powinno być dobrze bo mam swoje małe mieszkanko ,syn mieszka ze mną ,a córka już męzatka ma 2 l.córczke ,dobrego męza ,własny dom ,mieszkaja ok,40km odemnie .ja dosc ciezko pracuje ,ale przeciesz nie oto chodzi.Wszelkie spotkania rodzinne , niedzielne ,czy swiateczne to dla mnie okropny stres ,nie moge jesc ,mam biegunke,jest mi słabo i wogole mogiła.Córka jak dzwoni to pyta sie .....jak sie mamo czujesz ,a ja róznie odpowiadam...Ona mi mowi ze sie nakręcam.....A jak juz przyjedzie to pierwsze pytanie jej brzmi;;mamo żyjesz ,czy umierasz...Biore relanium ,ktore albo pomaga ,albo i nie,do tego doxepin ,po którym albo mi sie chce spac albo i nie.Rano mam skurcze zoładka,biegunkę .Pozatym robie wzystko ,aby rodzina mnie nie odwiedzala ,oni i tak juz mają mnie za dziwadło i mowią do czego to podobne..A ja mam 50 lat i dosc wszystkiego,poczucie winy mnie nie opuszcza,czasem mam przejawy normalności i wtedy jestem dla wszystkich aniolem,a ja tylko sie dobrze akurat czuje.Ciekawe co bedzie jutro ,bo córka z wnuczka -2-latka przyjezdza...matko kochana .Albo sie porycze ,albo powiem znowu mnie ta dziwka nerwica dopadła.i tym optymistyczno-pesymistycznym akcentem ,dziękuje kompowi ,że to napisał.
~ola napisał:02-01-2010 00:15
a mnie to chwyciło 3 tyg. temu. Byłam sama w domu, dobrze,że mam sąsiadów lekarzy, od razu zareagowali. Wyladowałam w szpitalu pod kroplówką. Po 12 godz. wypuszczono mnie do domu,nic nie stwierdzając. Od tego czasu robie po kolei badania wszystkiego czego się da.Szukam przyczyny...a raczej szukałam, do teraz.Czytając Wasze wypowiedzi wiem,że mam nerwicę lękową.....ale Kochani, pomóżcie.!!! kompletnie sobie z tym nie radzę, popsułam święta i sylwestra całej mojej rodzinie, bo co wieczór mam ataki kołatania serca i duszności. Biorę wtedy coś na uspokojenie...ale nic nie pomaga. Ratujcie, proszę!!! jak sobie z tym radzić????
~OLGA napisał:02-01-2010 13:41
Ja mam to samo na poczatku bolała mnie głowa i zesztywniała mi trafiłam do szpitala ale nic nie wykazało a teraz od paru dni boli i piecze mnie cała lewa strona. Myślałam że to serce ale lekarz to wykluczył, do tego mam zawroty głowy drżenie całego ciała i oblewają mnie zimne poty.Biorę atarax ale to nie pomaga. Nie wiem co mam już robić.
~wiola napisał:06-01-2010 13:37
Witam Was ....jestem wyczerpana moimi lękami , a zaczeło sie 2 lata temu gdy zasłbłm idac po dziecko do przedszkola....zabrało mnie pogotowie i okazało sie ze to po silnym stresie (faktycznie bo okazało sie ze mój syn ma SMw wieku 17 lat)pozsłam do rodzinnego gdzie zostałam leczona benzo...przez 8 miesiecy , po czym okazalo sie ze sie uzależniłam .Wychodziłam z tego przez rok ale sie udało chociaz moze nie do konca , pozostały mi lęki po benzo....i nie moge sobie z nimi poradzic , tak jak Wy boje sie wychodzic ze to mnie złapie na ulicy i nikt mi nie pomoze . Pozdrawiam serdecznie i dziekuje ze jestescie
~Dominik napisał:08-01-2010 22:12
ja mam nerwice lękową zawsze jak jest wieczór zaczyna mnie boleć brzuch a jak mnie boli brzuch to się jeszcze bardziej denerwuje że wmawia sobie że coś mi jest moja mama mówiła że to wszystko dzieje się w mojej głowie miałem robione badania krwi i jestem zdrowy ale sam się (nakręcam)
~uuuu napisał:11-01-2010 02:40
jj
~jestem (ona) napisał:11-01-2010 11:35
nerwica lękowa? walczcie z nią bo zrujnuje wam życie....
ja sama sobie wdużej mierze pomogłam.. ale trzeba być b.silnym. polecam plyty relaksujace trening autogeniczny joge, mase ksiazek jak to powstaje by zrozumeic psychike, duzo pic wody i odzywiac siepokonywac leki w glowie!
ja sama sobie wdużej mierze pomogłam.. ale trzeba być b.silnym. polecam plyty relaksujace trening autogeniczny joge, mase ksiazek jak to powstaje by zrozumeic psychike, duzo pic wody i odzywiac siepokonywac leki w glowie!
~Ewa napisał:11-01-2010 19:01
CześcCzytałam wszystkie wypowiedzi na temat nerwicy.Ja miaŁam te same objawy.Bałam sie wychodzić z domu.Śłabłam w kosciele markecie.Zaczełam unikac miejsc gdzie było duzo ludzi.Skonczyło sie czestych wezwaniach pogotowia bo nie chciałam umierac,chociaz póżniejsze badania wykazały ze nic mi nie ma.Zaczełam brać xanax i atenolol pomagało.Recepty dostawałam bez problemu.Zanim zorientowałam sie bez xanaxu nie potrafiłam spac.Budziłam sie wnocy i ze strachu zazywałam aby dalej spac.Po takich paru latach trafiłam do pewnej madrej pani doktor.Zapytała po co to biore dała mi do zrozumienia ze jestem uzalezniona.Trafiłam na strone internetowa ludzi ktorzy walcza z uzaleznieniem od lekow psychotropowych.Sama zmniejszałam dawki i wmawiałam sobie ze jestem zdrowa i nie chce zadnych leków.Pomogło nie mam leków i nie biore leków juz 3 lata.Na szybkie bicie serca rada połozyc sie na wznak i wstrzymac oddech.Pomagam teraz synowi wyjsc z tego ma 23 lata i dopadło go ja wiem co sie przechodzi wtedy.
~majami napisał:25-01-2010 10:35
Witam was wszystkich. Mam zaawansowaną nerwcę lękową z większością objawów tu opisywanych. zaczęło się gdy poznałam mojego obecnego męża. Ja miałam wówczas 21 lat, on 33 i był rozwodnikiem.Z poprzedniego związku ma dwójkę dzieci, które miały w tamtym czasie: sym 8 lat, córka -6. Był skonfliktowany z byłą żoną. Od momentu gdy poznałam jego dzieci i zamieszkałam z nim zaczęło się piekło. Była żona podpuszczała dzieci przeciwko mnie. Były wobec mnie złośliwe, uszczypliwe, robiły mi na złość ale tylko wtedy gdy tata tego nie widzial. Była żona opowiadała o mnie niestworzone rzeczy rodzinie, przedstawiała mnie jako wiedźmę, mówiła że źle traktuję jej dzieci(co nie było prawdą) wobec czego rodzina męża odnosiła się do mnie z pogardą. Mąż też nie dawał sobie już rady ze wszystkimi problemami i popadł w alkoholizm. Trwało to 3 lata: picie na umór dzień w dzień, sikanie po ścianach itp. Potem urodziło nam się dziecko - synek. Była żona męża razem z dziećmi zaraziły się świeżbem i ta kobieta złośliwie podsyłała nam wtedy dzieci na noc nie mówiąc, że są chore. No i oczywiście zaraziliśmy się. Wyobraźcie sobie co czułam jeżdżąc do zakażnego z mężem i kilku tygodniowym niemowlakiem a wszyscy ze świeżbem. usiałam smarować maleństwo maścią siarkową a y z mężem smarowaliśmy się Jacutinem. Jest to silnie podrażniający środek, który ma wpływ na układ nerwowy, jednym słowem żrąca chemia. Od smarowania mój organizm doznał szoku i zanikło mi mleko i nie mogłam już karmić. Myślałam, że uduszę jego byłą. ż mężem nie dało sie dogagać bo ciągle pił. ćzułam sie samotna jak palec. do tego weekendowe "kontrole" teściów: a co dzisiaj gotowałaś, a używasz złego płynu do płukania tkanin. Myślałam że zwariuję. Dadam jeszcze, że z mężem prowadzimy firmę, tzn. na tamtym etapie to był jeden wielki bajzel, bo mąż pijąc codziennie zapominał o obowiązkach i musiałam zza niego myśleć i za niego o wszystkim pamiętać, że ma pojechać to tu czy tam, że się przecież umówił z klientem na odbiór towaru itd.
Od tego wszystkiego zaczęła sie moja nerwica lękowa. Unikam ludzi, wydaje mi się, że na każdym kroku mnie negatywnie oceniają, że myślą że jestem głupia. Nawet jak idę np. na przedstawienie w klasie do szkoły synka (ma 6 lat) i siedzę w ostatnim rzędzie to nie trzęsę i nie potrafię tego opanować, wydaje mi się że wszyscy ukradkiem mnie obserwują. Niektórzy rodzice chyba nawet zauważyli że coś ze mną nie tak, bo jedna mama na rozpoczęciu roku szkolnego powiedziała do mnie że jestem taka zdenerwowana i mam takie przerażenie w oczach. to co powiedziała i to że inni widzą mój problem frustruje mnie jeszcze bardziej i jeszcze pogłebia lęki.
ćhciałabym niebawem zrobić prawo jazdy, tak by uwierzyć że moę, ale z moim problemem to chyba niemożliwe.....
Od tego wszystkiego zaczęła sie moja nerwica lękowa. Unikam ludzi, wydaje mi się, że na każdym kroku mnie negatywnie oceniają, że myślą że jestem głupia. Nawet jak idę np. na przedstawienie w klasie do szkoły synka (ma 6 lat) i siedzę w ostatnim rzędzie to nie trzęsę i nie potrafię tego opanować, wydaje mi się że wszyscy ukradkiem mnie obserwują. Niektórzy rodzice chyba nawet zauważyli że coś ze mną nie tak, bo jedna mama na rozpoczęciu roku szkolnego powiedziała do mnie że jestem taka zdenerwowana i mam takie przerażenie w oczach. to co powiedziała i to że inni widzą mój problem frustruje mnie jeszcze bardziej i jeszcze pogłebia lęki.
ćhciałabym niebawem zrobić prawo jazdy, tak by uwierzyć że moę, ale z moim problemem to chyba niemożliwe.....
~Łukasz 29 napisał:25-01-2010 20:20
Witam.Ja również borykam się z zaawansowaną nerwicą lękową.Nie można jej wyleczyć w kilka miesięcy,ale można od niej "odpocząć".[normalnie funkcjonować].Polecam tabletki Xanax 0.25(3xdziennie).Mi pomagają w 100%.Koszt 21 zł(30szt.)Pozdrawiam.Powodzenia
~aga napisał:26-01-2010 11:59
cześć od 10miesiecy jesem cora na nerwice lękowamoj objaw coroby nastapil w jednej minucie zaczełam się cała trząsć i silne kołatanie serca przerarzająca suchość w ustach,pojechałam do szpitala po zrobjeniu badań które były dobre zostałam wypisana ze szpitala na drugi dzien atk się powturzył
~Andrzej.K napisał:08-02-2010 14:30
Ludzie ja choruję na tą chorobę już dość długo bo około 19 lat. Zauważcie że do tej pory nic mi się nie stało. Nie dostałem zawału ani nie zemdlałem. Wiem ta choroba to ciężar który wszyscy nosimy. Oczywiście tak jak ktoś tu napisał że organizm broni się przed problemami. Ja akurat w nerwach żyje od dziecka bo mój ojciec wciąż robił awantury w domu. To wówczas zaczęło się u mnie potęgować aż do dziś. Przeżyłem i przeżywam w swoim życiu straszne chwile, do dziś mam problemy różnego typu. Chciałem tylko zauważyć że na tą chorobę się nie umiera. Jeśli wszyscy macie wyniki dobre typu cholesterol i serce w porządku i tak dalej to na pewno zawał nie grozi. Nerwica lękowa siedzi w naszym umyśle a tabletki są potrzebne aby nam pomóc w jej pokonaniu. Największym wrogiem nerwicy jesteśmy my sami. To my musimy uwierzyć w siebie, spróbować chociaż raz postanowić na swoim. Jeśli nie spróbujesz to nigdy się nie przekonasz. Ja miałem nie raz atak szybkiego bicia serc duszności drętwienie kończyn i wówczas staram się zwalczyć to tym że uparcie robie to czego nie pozwala mi mój umysł. Przy ataku bałem się wyjść na zewnątrz w ogóle strach przed wyjściem z domu. Ja akurat uparcie wychodziłem, bałem się jechać samochodem uparcie jechałem. Przekonałem się że to tylko nerwy. Przestałem mieć napady duszności, nie drętwieją mi ręce a to już dużo. Oczywiście mam strach przed zawałem ale jestem w stanie to jakoś sobie poukładać. Najważniejsze nie myśleć tyle o tym. Musicie zacząć cieszyć się życiem. Pamiętajcie dla odważnych świat należy. Nie bójmy się bo na pewno nic nam się nie stanie. Musimy znaleźć w sobie to coś co pomoże nam tą chorobę przezwyciężyć. Zauważcie również to że wszyscy którzy tu wstawiają swoje komentarze na temat swojej choroby piszą o swoich dolegliwościach i są one do wszystkich podobne. Czy komuś się coś kiedykolwiek stało, czy ktoś dostał zawał. Ludzie umierają na zawał lecz nerwica a choroba serca to dwie różne rzeczy. To jest całkiem inny mechanizm u człowieka. Nerwica lękowa może zaatakować wszystko lecz pamiętajcie nikt jeszcze na nią nie umarł. Niestety nas wszystkich czeka długie leczenie, na pewno minie ale na to trzeba dużo czasu i cierpliwości. Pamiętajcie nikt wam nie pomoże musicie pomóc sobie sami. Pozdrawiam.
~Anuś napisał:12-02-2010 12:57
ja też mam to świństwo od wielu lat boję się że zemdleję i nikt mnie nie znajdzie ostatnia próba pokonania lęku skończyła się tym że przez całą drogę płakałam ale do celu doszłam nie biorę leków już rok jestem na terapi mnie pomaga ja chcę normalnie życ i rozumiem wszystkich którzy walczą pozdrawiam
~takia sobie kobietka napisał:19-02-2010 22:48
chociaż od dziecka nie miałam łatwego życia(ojciec alkoholik,bieda,awantury)zawsze byłam pełną energii dziewczyną bardzo silną z marzeniami i optymistycznie nastawioną do życia,góry mogłabym przenosić jednym słowem,jak miałam 19 lat urodziłam zdrowego ślicznego synka,może nie było mi lekko ale dawałam jakoś radę i ni z tego ni z owego któregoś razu dostałam dziwnych objawów:bardzo szybkie bicie serca,uczucie że zaraz zemdleję,paniczny lęk,strach,zawroty głowy myślałam,że umieram...od tego czasu już zawsze żyłam w strachu,stopniowo przestałam wychodzić z domu,bałam się tylko tego że za chwilę "to"znowu wróci,że umrę,że zemdleję,że coś mi się stanie doszło do tego że byłam przekonana że zwariowałam,że jestem jedyna na świecie z takim czymś,do tego doszła bezsenność,nie było jeszcze wtedy internetu (bynajmniej ja nie miałam nawet komputera)miałam 20 lat dzisiaj mam prawie 30..kilka dobrych lat żyłam z tym sama,bałam się i wstydziłam,po drodze zrobiłam wszystkie badania(wyjście do lekarza to był koszmar i wyprawa jak na najwyższą górę świata) które wykluczyły jakąkolwiek chorobę,jedynie kardiolog przepisał mi Atenolol na uregulowanie pracy serca(brałam 3 lata)kilkanaście razy w roku wzywałam pogotowie,panika,lęk i strach towarzyszyły mi codziennie,odechciało mi się żyć,miałam wyrzuty sumienia że nie wychodzę z dzieckiem do parku,na plac zabaw,trudnością było dla mnie wyjść do sklepu po zakupy,zażywałam od czasu do czasu ziołowe leki uspokajające i marnowałam swoje życie w zamknięciu i było coraz gorzej i tylko gorzej i kiedyś wpadł mi w ręce katalog Świat Książki i było tam z 3 pozycje o depresji,lęku i nerwicy zamówiłam wszystkie trzy i po przeczytaniu ich ulżyło mi o tyle że nie jestem sama na świecie,że nie jestem nienormalna,zdałam sobie sprawę z tego co mi dolega a świadomość to połowa sukcesu,zaczęłam walkę,małymi krokami,najpierw wychodzenie z domu,jak czułam że idzie strach zaczynałam myśleć o czymś przyjemnym a jak nie pomagało zaczynałam myśleć że ten mój strach to taki mały diabełek który ze mnie kpi i albo ja albo on! zaczynałam się w duchu z niego śmiać,nie pozwalałam mu wygrać i tak za każdym razem kiedy tylko czułam że nadchodzi,po jakimś czasie przestałam czekać na ten swój lęk,strach bo uświadomiłam sobie że ja żyję w oczekiwaniu właśnie na niego-"nie pójdę do sklepu bo może mi się przydarzy",więc na przekór zaczęłam wychodzić wszędzie i bardzo często(buteleczka z wodą i tabletki na uspokojenie ziołowe zawsze miałam w torebce,to dawało mi takie poczucie bezpieczeństwa,że jak sobie nie poradzę to zażyję)nie zawsze się udało ale zaczęło się udawać i częściej ataków nie miałam niż miałam,wiedzę o nerwicy o lękach i fobiach miałam za to w 1 paluszku i wiedziałam nawet że jak dostanę atak to nic mi się nie stanie i nie umrę a jak nawet zemdleję to nie wstyd i zawsze mi ktoś pomoże...doszło do tego że przez 3 lata żyłam normalnie i byłam dumna że mi się udało,ale niestety ostatnio ciągły stres i różne przeżycia spowodowały że lęki wróciły,oraz napady paniki :( nie pójdę na terapię bo mnie po prostu nie stać,nie chcę się też wspomagać lekami na receptę(powodują uzależnienie i musza być brane pod kontrolą lekarza)po prostu nie chcę leków też dlatego bo wiem że pokonać tą chorobę można tylko samemu a wszystko inne to złote środki na chwilę.A czy teraz się boję że w związku ze stresem powracają irracionalne lęki...na początku tak,przez chwilę tym bardziej że nie mam zaufanych osób którym mogłabym się zwierzyć i jakoś sobie ulżyć,ale teraz już prawie nie dlatego że znamy się z Panią Nerwicą Lękową od dobrych kilku lat i ja mam tą przewagę że wiem jak z nią postępować :) wiem że i teraz sobie poradzę bo na pewno nie dam jej wygrać!Dbam o siebie,zaczęłam uczyć się języka obcego którego zawsze chciałam się nauczyć,kupiłam świetną powieść z literatury kobiecej tak sobie do podusi :) nie czekam na lęk,a jak przyjdzie? a proszę bardzo z tym że teraz wiem że wygram ja a nie on :)
~gosiaczek1266 napisał:01-03-2010 02:59
hej kochani mam 25 lat i mam od roku nerwicę. a zaczęło się od duszności, strata wzroku i brak mowy. trafiłam do szpitala a tam orzekli nerwicę i do psychiatryka mnie wysłali. oczywiście człowiek mądrzejszy hehe i do psychiatry nie poszłam. No i się zaczęło napady. uczucie umierania, niepokój, bicie serca, brak oddechu i wiele innych. napady raz na miesiac a potem raz na tydzień i częściej. poszłam do psychiatry. Jeżeli chcecie wiedzieć co dalej lub macie pytania. piszcie.
~gosiaczek1266 napisał:01-03-2010 03:01
hej kochani mam 25 lat i mam od roku nerwicę. a zaczęło się od duszności, strata wzroku i brak mowy. trafiłam do szpitala a tam orzekli nerwicę i do psychiatryka mnie wysłali. oczywiście człowiek mądrzejszy hehe i do psychiatry nie poszłam. No i się zaczęło napady. uczucie umierania, niepokój, bicie serca, brak oddechu i wiele innych. napady raz na miesiac a potem raz na tydzień i częściej. poszłam do psychiatry. Jeżeli chcecie wiedzieć co dalej lub macie pytania. piszcie.
~Kamil31 napisał:02-03-2010 21:29
Witam wszystkich nerwicowców.zaczeło się 3 stycznia 2010r.Odczulem nieprzyjemny atak-tak nazywam moją przypadłość. Mianowicie drętwienie rąk i tyłu głowy,szum i zawroty w głowie,wysokie cisnienie,tętno i nie mogłem oddychac, lek przed tym ze umieram lub mam zawał.Pojechałem do szptala dali mi magnes,zrobili jakieś badania w którch wszystko wyszło dobrze i póscili mnie do domu. na drugi dzien to samo.I tak prawie cały tydzień.Na pogotowiu lekarz powiedział mi że może to byc nerwica.poszedłem do lekarza pierwszego kontaktu i dostałem skierowanie na badania-tsh i cholesterol-wyszły ok ,ekg dobre. czekam na badanie usg tarczycy .badnie bedę miał dopiero 26 kwietnia tak, że nie wiem co mi jest.Ataki drętwiejącego ciała ustały,od czasu do czasu mam przyśpieszone tętno, zawroty głowy, uczucie zimna.Najgorsze jest to ,że cały czas myślę, ze coś mi jest,coś mi się stanie,umrę,wtedy zazywam relanium 5 i jakoś te lęki przechodzą. staram się nie brać tego leku regularnie,podobno można się uzależnic.Jest okres że nawet cały tydzien czuje sie dobrze,a czasami odwrotnie.Czy te objawy mogą wskazywać na nerwicę,bo wciąż mam wrażenie,że to inna choroba,której nikt nie potrafi zdiagnozować.Za jaką kolwiek odpowiedż z góry dziękuję.
~odp napisał:03-03-2010 09:40
witaj kamil31 tak masz te same objawy co ja pół roku temu. czy cos się wydarzyło ostatnio w twoim życiu że mogło wywołać nerwicę??? wiem ze te objawy są straszne człowiek boi się samego siebie. lepiej poczekać na wyniki tarczycy bo to nieraz są podobne objawy.
~Kamil31 napisał:03-03-2010 18:38
Dziękuję za odpowiedż. Bardzo dużo nieprzyjemnych sytuacji miało miejsce w moim życiu,sytuacji na które ja sam nie miałem wpływu.Chyba nikt nie miał,taki los. Ostatnio nie mam powodów do denerwowania się (powiedzmy) W tej chwili np. muszę czymś zajmować ręce,bo znów mam te dziwne obawy,że coś mi się stanie. Wciąż wychądzę gdzieś z rodziną-gdziekolwiek oby tylko nie być w domu. Boję się zostawać sam. Proszę podpowiedz mi jak sobie z tym poradzić?
~Kamil31 napisał:03-03-2010 20:39
Dzięki za odp.W ostatnim czasie miałem kilka przykrych sytuacji na które ja sam nie miałem wpływu.chyba nikt nie miał.nie okazywałem tego ale w głowie tkwiło i tkwi to do tej pory....o problemach staram sie nie myslec,natomiast od dłuzszego czasu nekaja mnie leki ze cos mi jest,ze cos mi sie stanie.ostatnio staram sie przebywac duzo na powietrzu,spacery z rodzina,wszystko oby nie w domu.wtedy jest ok.powrot do domu i znow te same mysli.Jeśli wiesz jak można sobie poradzić z tą dolegliwością,proszę o odpowiedż.pozdrawiam
~Aniqa napisał:03-03-2010 22:17
sł?uchajcie ja tez od 8 lat walcze z nerwica sercowa..zawsze przy ataku sie nakrecam jak bym naprawde miala dostac "zawału serca" okropne uczucie do dego narasta lek ze to juz koniec bo podobno w mlodym wieku "zawału serca" sie nie przeżywa bo jest grozniejszy niz dla tych w starszym wieku.Bede sie tez dolanczała do waszych opini i waszych przeżyc bo wim co czujecie.:)walczmy z nia tak czy inaczej moze powinnismy zaufac swojej podswiadomosci i faktycznie probowac sobie ukladac w glowie ze to nic sie nie dzieje ze to tylko nerwica i w tedy wszystko powraca do normy.Pozdrawiam was wszystkich...
~gosiaczek1266 napisał:04-03-2010 19:35
kamil31 ja mam parę metod na to cholerstwo. po pierwsze leczę się u psychiatry, ale tak jak mówiłam czekaj na badanie tarczycy po drugie oddychaj nosem czuj jak zimne wdychasz a wydychasz tez nosem ale ciepłe powtarzaj sobie że oddycham wiec nic się nie dzieje nie umieram po trzecie pomyśl że to tylko atak nic nie może się stać złego bo tyle razy myślałem że umieram a to tylko głupi atak!!! po czwarte pomyśl sobie pozytywnie niedługo pójdę po leki i nie będę miał napadów po piąte stosuje metodę Schulza http://sztuka-zycia.netbird.pl/a/15564,1 wydrukuj poczynaj i się nie martw głowa do góry nie jesteś sam a nasza choroba to nie jest wstyd! to świadczy że jesteśmy bardzo delikatni!
~gosiaczek1266 napisał:04-03-2010 19:39
Kamil głowa do góry nie martw się dasz radę!!!!!!!!!! trzymam kciuki :)
~gina napisał:05-03-2010 18:17
też mam to świnstwo , bałam się wychodzić , sklepów , wszystkiego nowego, wyszłam , pracuję ale pozostał lęk przed jazdą samochodem i tylko na światłach, mogę godzinami stać w korku natomiast jak podjeżdżam do czerwonego słabnę jest mi duszno już nie wiem co mam zrobić i przestałam jeździć
~Kamil31 napisał:05-03-2010 18:51
Do Gosiaczek. Dzięki za poradę. Zanim pójdę do lekarza(a wizytę mam za miesiąc)postaram się sprawdzić Twoje sposoby walki z tym cholerstwem. Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie odnośnie naszej choroby.Mianowicie dziś zauważyłem,że moja prawa żrenica oka jest dużo większa niż lewa. Jeśli ktoś wie coś na temat to bardzo proszę o informację. Pozdrawiam wszystkich nerwowicowców.
~gina napisał:05-03-2010 21:37
kamilu , twoja nerwca jest jeszcze nie zdiagnozowana do końca ,spróbuj sam sie nad tym zastanowić byłam na terapi pierwszą rzeczą którą zrób to podziel kartkę na trzy części 1 .zapisz czego się boisz w momencie kiedy dostajesz atak nawet jednym słowem 2 napisz co cię boli 3 napisz co chciałbyś wtedy robić gdzie być . W momencie pisania zaczniesz myśleć o tej ostatniej czynności czyli swojej przyjemności . zaczniesz zapominać co właściwie wywołało atak spróbuj kilka razy , Ja tak się w to wciągnełam że wtedy kiedy go dostaję odwracam yśli do swich przyjemności np wakacje , holtele , przyjaciele , potem przeanalizuj 1 częśc zobaczysz co cię tak naprawdę przeraża . 2 część pokaże ci prawdziwe reakcje bo część które dostajesz są twoim wymysłem i zaczniesz sam zauważać że to tylko nasz umysł robi z nas wariata i to my mamy na to wpływ
~igaszczecin napisał:10-03-2010 13:24
Hej wszystkim,może poradzicie mi czy z moimi objawami uda sie do lekarza, czy to nerwica?.Zaczeło sie kilka tyg. temu .obudziłam sie nad ranem i nie czułam jakby ciała, od razu ze strachu zaczeło mnie czyścic, do tego uderzenia gorąca i poczucie nierealnosci, jakby wszystko mi się śniło....Od 2 tygodni napady są częstsze, a od kilku dni utrzymuja się cały dzień, najgorzej jak o tym myslę,atak paniki jest ogromny.Siedzę sama z niemowlakiem w domu całe dnie i dodatkowo atak jest ty większy , bo boję się ze cos mu sie stanie jak ja zemdleje czy cos gorszego mi się stanie a ja nie zdąrze zadzwonic po męża do pracy....
~gosiaczek1266 napisał:10-03-2010 21:07
Witaj, a czy coś się wydarzyło w ostatnio co wpłynęło na nerwy??? Boisz się czegoś konkretnie np. śmierci, raka...??? a oprócz uczucia nie realnego czy coś jeszcze masz???
~igaszczecin napisał:11-03-2010 11:08
Boje się,ze umrę czy dostanę udaru jak moja babcia i będe sparaliżowana leżeć-zależna od innych..Nie chce tego ,mam małe dziecko o które bardzo się boje i chcę wychowywac go do póznych lat..A co do nerwów ...jakiś szczególnych nie mam-poza lękiem o dziecko,no i kłótniami(które na szczęście już przechodzą) z mężem. Poza poczuciem nierealności jak piałam mam uderzenia gorąca, wrażenie jakby ciało nie było moje,drętwienie całego ciała i światło jakby odbijało mi się w oczach -cięzko to opisać. Dzieki z zainteresowanie:-)
~gosiaczek1266 napisał:11-03-2010 17:01
a miałaś badania na tarczycę??? koniecznie je wykonaj. ja bym powiedziała że to nerwica lękowa z paniką. ale nadczynność tarczycy też daje takie objawy. wiem że to męczące i straszne. ale koniecznie idź prywatnie na badanie tarczycy.
~igaszczecin napisał:12-03-2010 08:31
Miałam niedawno robione badania tarczycy , w ciąży chyba ze 4razy a rodziłam 5mies.temu.
