Choroby

Znajdź chorobę:

Wybierz literę rozpoczynającą nazwę choroby:

Komentarze do: Nerwica natręctw

Mam nerwice natręctw od dawna

Odpowiedz

~na krawedzi życia i smier napisał:

22-10-2009 12:05

cierpie na tą cholerna chorobę od bardzo dawno, wczesniej nie wiedziałam, że to nerwicaq natręctw, dopiero, kiedy udałam sie po raz pierszy do psychiatry od razu po moich objawach stwierdził, że to nerwica natrectw. Powiem Wam że to jest okropna choroba. Leczenie farmakologiczne zaczełam w wieku 20 lat z przerwami, tzn. kiedy nastepowała remisja objawów leki poprostu odstawiałam i na kilka miesięcy miałam spokój. Jednak choroba od czasu odstawienia leków niestety powracała. Obecnie mam 26 lat i dalej borykam sie z tą paskudna chorobą. Leki ostatni raz brałam w maju 2009r. a powrót nastapił pod koniec lipca.Znowu wróciłam do leków tylko innych bo przepisano mi Bioxetin a wczesniej brałam Seroxat z Asentrą(ale leki te zaczynały działac po bardzo długim czasie). Również jak wiekszość z Was mam wiekszą świadomość tej choroby i tego, że leczenie jest tu nieuniknione aby normalnie funkcjonować. Najsmutniejsze zaś jest to, że to najcięższy rodzaj nerwicy i cięzko się to leczy. Kiedyś wierzyłam w to, że po kuracji farmakologicznej, kiedy juz nastąpiła znaczna poprawa, że juz zażegnałam tą chorobe na zawsze, jednak niemiło się rozczarowywałam, kiedy cyklicznie co roku choroba powracała. Z chęcią porozmawiam z kims kto równie mocno się z tym boryka, moje gg: 3822519

~kajak napisał:

23-10-2009 15:51

najcięższy rodzaj nerwicy naręctw tzn. jaki?? a czy psychoterapia również Ci nie pomaga?? moj mąż tez cierpi na nn. leczy sie farmakologicznie i chodzi na psychoterapie. mam ogromna nadzieje. widze rowniez poprawe. ale za malo czasu minelo by cokolwiek stwierdzac. wydaje mi sie ze trafilismy na dobrych specjalistow(psychiatra i psycholog) no ale okaze sie.

~mamba napisał:

29-10-2009 14:40

ja cierpię na tę chorobę juz około dwudziestu lat.Bo śmiało to można nazwać cierpieniem.Niemam już siły,chyba oszalałam.

~mamba napisał:

29-10-2009 14:56

Od okolo trzech lat miałam względny spoój chorymi myślami;brałam leki a mimo to znów mnie dopadło.a zaczęlo się gdy dwa miesiące temu wyjechałam za granicę.Mam długi, więc chciała zarobić parę groszy.Tam mnie to paskudztwo znów dopadło.Jestem już w domu, zarobiłam trochę pieniędzy które wogóle mnie niecieszyły.Marzyłam tylko o tym aby jak najszybciej być w domu,tęskniłam za dziećmi a jednocześnie cały czas zastanawiałam się czy ja to ja.Smieszne, co? niestety dla mnie to koszmar!!!

~mamba napisał:

29-10-2009 15:07

niemiałam siły pracować ,zmuszałam się do wszystkiego. Płakałam, modliłam się, nic to niestety nie dało.nie mogłam odczepić się od pewnych myśli,pokonywały mnie w każdej walce przeciwko nim.miała obniżony nastrój,chciałam do domu!To co wam opiszę póżniej i z czego doskonale zdaję sobie sprawę że to głupie natręctwo a nie rzeczywistość to jednak tkwię w tej myśli ,drążę ją tak jak by była prawdziwa.jak myśł może tak zawłdnąć człowiekiem?? przecież to tylko myśl!!

~Marek napisał:

06-10-2011 15:13

Czytam Wasze Posty i wiekszosci nich dostrzegam siebie i swoj problem.
U mnie choroba zaczela sie ok 22 lat temu, gdy mialem 21 lat. Stan silnego napiecia spowodowanego kilkunastodniowym oczekiwaniem na "straszna informacje" (ktora nie nastapila) spowodowal bardzo dziwne stany, zle samopoczucie i w ogole wszystko poszlo w dol. Chodzilrem po roznych lekarzach..w tym psychiatrach, psychologach, robilem ..ale nikt nic konkretnie ie stwierdzil.
Pozniej wszystko wrocilo jakby do normy...
Po paru latach postanowilem rzucic palenie...i dziwne stany, silne napiecie, zle samopoczucie powrocilo w jeszzcze wiekszym nasileniu...
Znowu lekarze..psychiatra, ktory dal mi xanax... jak ja po tym leku czulem sie dobrze...jakbym zlapal Pana Boga za stopy..rewelacja...praktycznie wszystko bylo takie proste i oczywiste..oczywiscie lek musialem po miesiacu odstawic by sie nie uzaleznic..
Pozniej znowu poprawa na kilka lat...
I znowu powrót choroby..w stopniu jeszcze bardziej nasilonym..masakra, zle samopoczucie, zawroty glowy, uczucie splatania i jak najszybsza chec ucieczki, znalezienia sie w domu....
W zasadzie tez nikt oficjalnie nie stwierdzil jaka to choroba, ale sam sobie wmowilem ze to depresja...Dostalem efectin i rewelacja....bralem go 4 lata... postanowilem jednak odstawic....niestety polaczylo sie to tez z ponownym rzucaniem palenia... i w tej chwili trzeci powrot choroby. Dostrzegam a nawet jestem pewny co mnie trapi...a wiedzic z czym sie ma do czynienia, to zaczątek udanej walki z chorobą...
te wszystkie stany, zle samopoczucie, stan silnego napiecia spowodowany jest ciągłym silnym niepokojem i lękiem. Czyli nerwica lękowa z wynikłą później fobia społeczną. Lęk i silne napiecie przed spotkaniem z ludźmi, sklepami...
Lęk czasami odpuszcza i wtedy zaczynam być sobą..
Wiem co mi jest..ale co dalej....leki przeciwlękowe do konca życia???
Może drodzy forumowicze coś poradzicie.??

pozdrawiam
i modlę się gorąco za wszystkich chorych nerwowo i psychicznie...

~nerwosolka napisał:

20-11-2011 02:29

ja z tego wyszlam bez lekow, a bylam dzieckiem jak mnie to dopadlo. Brak poczucia stabilnosci w rodzinie, za duzo wymagan wobec mnie, za duzo niepewnosci spowodowalo, ze te natrectwa traktowalam jak rytual. Nie mam pojecia jak mi sie udalo z tego wyjsc, jak potrafilam przetrwac koszmarny czas w pracy,kiedy bylam ofiara przemocy psychicznej i mobbingu przez kilka lat. To chyba laska od Boga, ze nie oszalalam, ze nie majac oparcia w rodzinie, a raczej to oni opierali sie na mnie, potrafilam sie z tego otrzasnac. Bylo mi bardzo ciezko, ale nie wzielam zadnych lekow, nie odwiedzilam psychiatry czy psychoterapeuty, bo uswiadomilam sobie, ze leki mi nie pomoga jesli ja nie zmienie swojego myslenia. Jestesmy przytloczeni natrectwami, bo nalezymy do ludzi nadwrazliwych, przejmujemy sie innymi, naszymi obowiazkami, nie mamy poczucia bezpieczenstwa i swiat zewnetrzny nas przytlacza. Dla mnie ostoja jest Bog, prosilam o uzdrowienie od silnie negatywnych uczuc do osoby, ktora mnie skrzywdzila i zostalam uwolniona od tego. Mam rowniez dobrego meza, ktory mnie wspiera, wiele sie nauczylam o sobie i nie boje sie juz mowic 'nie'. Mamy w sobie naprawde duzo sily, tylko musimy w siebie uwierzyc.

Odpowiedz

Zobacz wszystkie komentarze

Tagi

Najnowsze choroby

Aktualności

Artykuły