Choruję, na tę chorobę i nikomu jej nie życzę.... Każdy kg , który spadał był dla mnie euforią radości, teraz już tego nie czuję, po tym co przeszłam... Ciągłe wyjazdy do lekarzy , wydawanie pieniędzy na leki, lekarzy, wizyty... to coś okropnego. Ciągła kontrola rodziców, znajomych... zero prywatności. Nikomu jej nie życzę... łatwo zacząć, ale trudno skończyć ta choroba pozostaje na całe życie w człowieku, wiecie jak teraz trudno jest z kimkolwiek się zapoznać.. co powiedzieć takiej osobie, że jeden , czy dwa lata miałam wyjęte z kalendarza, bo chorowałam na anoreksję??? czy taka osoba by patrzyła na Ciebie normalnie? na pewno bałaby się z Tobą związać z obawy na kolejne etapy, że to może wrócić... a więc apeluję do wszystkich ... nie popadajcie w paranoję na punkcie swojego ciała, bądźcie takimi, jakimi was Bóg stworzył i cieszcie się jednego życia, które trzeba dobrze wykorzystać, a nie u lekarzy i w szpitalach....
~charlie napisał:
13-06-2010 23:21
sporo czytałam o anoreksji i domyślam się, co musiałaś przechodzić. ja sama nienawidzę swojego ciała, zwłaszcza brzucha i piersi (uważam, że są za duże). brakuje mi silnej woli, więc i tak jem słodycze, a potem boksuję i szczypię swój brzuch. chyba największy autorytet ma u mnie waga. jeśli okaże się, że ważę 57 zamiast 58, humor od razu mi się poprawia. mimo to brzuch mam duży i do anoreksji mi daleko.
~maleństwo napisał:
20-05-2010 21:14
Choruję, na tę chorobę i nikomu jej nie życzę.... Każdy kg , który spadał był dla mnie euforią radości, teraz już tego nie czuję, po tym co przeszłam... Ciągłe wyjazdy do lekarzy , wydawanie pieniędzy na leki, lekarzy, wizyty... to coś okropnego. Ciągła kontrola rodziców, znajomych... zero prywatności. Nikomu jej nie życzę... łatwo zacząć, ale trudno skończyć ta choroba pozostaje na całe życie w człowieku, wiecie jak teraz trudno jest z kimkolwiek się zapoznać.. co powiedzieć takiej osobie, że jeden , czy dwa lata miałam wyjęte z kalendarza, bo chorowałam na anoreksję??? czy taka osoba by patrzyła na Ciebie normalnie? na pewno bałaby się z Tobą związać z obawy na kolejne etapy, że to może wrócić... a więc apeluję do wszystkich ... nie popadajcie w paranoję na punkcie swojego ciała, bądźcie takimi, jakimi was Bóg stworzył i cieszcie się jednego życia, które trzeba dobrze wykorzystać, a nie u lekarzy i w szpitalach....
~charlie napisał:
13-06-2010 23:21
sporo czytałam o anoreksji i domyślam się, co musiałaś przechodzić. ja sama nienawidzę swojego ciała, zwłaszcza brzucha i piersi (uważam, że są za duże). brakuje mi silnej woli, więc i tak jem słodycze, a potem boksuję i szczypię swój brzuch. chyba największy autorytet ma u mnie waga. jeśli okaże się, że ważę 57 zamiast 58, humor od razu mi się poprawia. mimo to brzuch mam duży i do anoreksji mi daleko.